Trzy urocze filmy o miłości

1/03/2015
1. About time. Spodziewałam się przeciętnej komedii romantycznej, ale już po kilku pierwszych scenach wiedziałam, że trafiłam na film, który będę gorąco polecać znajomym i który obowiązkowo obejrzę ponownie, lecz tym razem z chłopakiem. Nic dziwnego, w końcu scenariusz "About time" wyszedł spod ręki Richarda Curtisa, twórcy takich kinowych przebojów jak "Nothing Hill" czy "Love Actually". Miłość pokazana w tej uroczej komedii jest wielowymiarowa, przenika pokolenia i stanowi punkt wyjścia dla działań wszystkich bohaterów. Miłość romantyczna nie pachnie tutaj fałszem, a głęboka więź między ojcem i synem wyciska z oczu fontannę łez, choć reżyser nie podaje widzom wzruszeń na tacy tandety. Przesłanie filmu jest równie oczywiste, co piękne i głębokie: żyjmy tak, by każdy dzień warty był powtórzenia.
Tim (Domhnall Gleeson) jest zbyt chudy, zbyt rudy i zbyt nieporadny, by z miejsca oczarowywać kobiety. Pech. Tym większy, że nieśmiały chłopak marzy o miłości. Kiedy jednak staje naprzeciwko jakiejś pięknej dziewczyny, zawsze albo się przejęzyczy, albo palnie głupotę. Matrymonialne szanse uciekają więc jedna po drugiej aż do czasu, gdy ojciec (Bill Nighy) wyjawia Timowi rodzinny sekret: że jak wszyscy mężczyźni w ich rodzinie potrafi on podróżować w czasie. Nie chodzi o żadne spektakularne wojaże: Tim może podróżować wyłącznie do tych wydarzeń, które kiedyś już przeżył. Musi przy tym zachować ostrożność, bo każda z podróży może zmienić jego przyszłość. Dla rudego nieudacznika najważniejsze jest jednak coś innego – dzięki nowemu talentowi może zdobyć miłość swojego życia (Rachel McAdams), cofając się w czasie i unikając kolejnych towarzyskich wpadek. (źródło: Filmweb)


2. Crazy, stupid, love. Nie będę ukrywać, że do obejrzenia tego filmu skłonił mnie nagi tors Ryana Goslinga. Już za samą scenę, w której Emma Stone (urocza jak diabli!) wskakuje mu w ramiona przy muzyce z "Dirty Dancing" przyznałabym Złoty Glob, Złotą Palmę i wszystko, co złote. Czy oprócz Ryana jest w filmie coś godnego uwagi? Zdecydowanie! "Crazy, stupid, love" to prosta historia, proste chwyty, przewidywalne rozwiązania, a jednak bawi, wzrusza i uczy, że w każdym wieku warto wymieniać garderobę. 
Bohaterami "Kocha, lubi, szanuje" jest trzech mężczyzn w różnym wieku. Cal jest dojrzałym facetem, któremu wydaje się, że od lat jest szczęśliwym mężem i ojcem. Tę iluzję rozbije zapowiedź żony, że chce rozwodu. Jacob to chłopak w kwiecie wieku - przystojny i zadbany. Lata temu zdecydował, że przestaje wierzyć w miłość i zamiast tego skupił się na seksie, a że ciało ma jak z reklamówki podrasowanej Photoshopem, nie ma z tym problemu. Robbie ma zaś 13 lat i właśnie przeżywa pierwszą miłość. Wierzy, że wybranka serca jest jego drugą połówką. (źródło: Filmweb)


3. Chef - wybraliśmy się na ten film do kina, gdyż był to jedyny seans w odpowiadającej nam godzinie. Oceny w Internecie nieszczególnie zachęcały, więc nie spodziewałam się rozrywki na najwyższym poziomie. Cóż za zaskoczenie! Dawno tak dobrze nie bawiłam się w kinie: świetna gra aktorska, rewelacyjny soundtrack, a zdjęcia potraw... nie oglądajcie "Szefa" głodni!  Film pokazuje różne odcienie miłości - do dziecka, kobiety, pracy, jedzenia - i choć balansuje na granicy bajkowości jest na tyle uroczy, że ta naiwność w ogóle nie razi.
W "Szefie" jak na dłoni widać to, co mogło ginąć pod feerią efektów specjalnych wysokobudżetowej rozróby w rodzaju "Iron Mana": Favreau to naprawdę sprawny reżyser. W kilku scenach widzimy, że specjalnie do roli opanował szereg kuchennych sztuczek; ale jego filmowe kwalifikacje nie ustępują tym kulinarnym. Powołane przez niego do życia postacie naprawdę wydają się oddychać, jest między nimi chemia, prawdziwa interakcja. Fakt, Favreau zebrał na planie nie lada aktorów – od Hoffmana przez Scarlett Johansson czy Johna Leguizamo po niezwykle naturalnego 10-letniego Emjaya Anthony'ego. Ale jest różnica między szarżującymi solistami a sprawnie grającym zespołem. A tutaj proporcje odmierzone są wybornie. (źródło: Filmweb)

6 komentarzy:

  1. musze koniecznie obejrzeć pierwszy i drugi film, chociaż pierwszy to będzie chef, bo mnie mega kusi :) a crazy stupid love nie ogladalas jeszcze? O.o ja wtedy zakochałam się własnie w goslingu! <3
    zapraszam http://iluminatium-mundi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje serce skradł filmem "Drive" ;)

      Usuń
    2. "Drive"! Film na który poszłam z bratem bardziej z przymusu niż z własnych chęci, który okazał się moim ulubionym filmem z Goslingiem! Polecam!

      Usuń
  2. Crazy, stupid, love to moim zdaniem jeden z filmów ratujących gatunek komedii romantycznych. Sądzę, że nawet "twardzi faceci" mogą go obejrzeć bez większego bólu ;) Strasznie mi się podobał, mimo, że nie gustuję w tego typu filmach i (całkiem serio) nie jestem fanką Ryana ;)

    Zaciekawiłaś mnie Chefem, muszę obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie widziałam ani jednego, pora to nadrobić :) dzięki za info :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro podobał Ci się "Chef", to zobacz jeszcze "Once", a później "Begin again" - myślę, że mogą trafić w Twój gust :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL