Leniwe święta

12/29/2014
Zeszłoroczne Święta po raz pierwszy spędziłam z dala od rodziców i pewnie dlatego wszystkie potrawy pojawiające się na wigilijnym stole smakowały mi podwójnie. Boże Narodzenie w górach ma swój niewątpliwy urok (szczególnie, jeśli towarzyszy wam krajobraz przyprószony śniegiem, czego w zeszłym roku zabrakło), jednak siła przyzwyczajenia do tradycji ściąga mnie jak magnes do sprawdzonych smaków i znajomych zapachów. Przyjazd do domu na Święta jest niczym wypad do luksusowego SPA - człowiek odpoczywa na kanapie, wyleguje się do późna, a smakowite potrawy podsuwane ma pod nos. Chwile relaksu i błogiego lenistwa to dla studenta najpiękniejsze prezenty. 


Przygody na Malcie

12/22/2014
Plan był taki, że jedziemy zagranicę i tylko w babskim gronie. Wybór miejsca nie trwał długo, wystarczyło sprawdzić, w którym kraju a) nie zmarzniemy b) kupimy tanie wino. Ważną wskazówką okazały się również ceny biletów lotniczych i noclegów - ostatecznie padło na Maltę. Brak męskiego pierwiastka w towarzystwie równa się wakacjom z winem, młodziutką Britney i Justinem po trzydziestce, dużą ilością czipsów, ciastek i orzeszków zjadanych obowiązkowo po 22. Czy nad takim wyjazdem można się w ogóle zastanawiać?! 


Przed urlopem na Malcie nie wiedziałam o niej zbyt wiele. Prawdę mówiąc nie wiedziałam o niej nic więcej prócz tego, że jest malutką wyspą, która wstąpiła do Unii w tym samym roku co Polska. Po tygodniu udało mi się jednak zebrać przynajmniej 10 ciekawostek:

1. Malta jest mieszanką trzech kultur: arabskiej, włoskiej i angielskiej. Na opakowaniach produktów najczęściej znajdziemy skład zapisany w dwóch pierwszych językach, trzecim posługuje się płynnie znakomita większość Maltańczyków, gdyż jest to ich drugi język urzędowy. Krajobraz przypomina ten z krajów arabskich, zaś charakterystycznym elementem odcinającym się na tle piaskowej barwy budynków są czerwone budki telefoniczne, kojarzone przede wszystkim z Londynem. 


2. Większość restauracji specjalizuje się w kuchni włoskiej, jednak Maltańczycy nie sięgają do pięt mieszkańcom Italii. Udało nam się znaleźć godne polecenia gelato w lodziarni Sotto Zero, gdzie po raz pierwszy spróbowałam lodów z mleka sojowego i ryżowego, ale moje przygody z espresso kończyły się zawsze totalną porażką. Brak zdolności gastronomicznych mieszkańcy Malty rekompensują produkcją dobrego wina w jeszcze lepszej cenie - za 3-4 euro raczyłyśmy się wysokiej jakości trunkami. Tradycyjnym alkoholem jest również likier z opuncji oraz z gorzkich, maltańskich pomarańczy i karobu. 

3. Obsługa klienta w restauracjach pozostawia wiele do życzenia. Maltańscy kelnerzy nie kwapią się z podawaniem gościom menu i niezbyt przejmują realizacją składanych zamówień. Nawet podczas obiadu w stolicy zobaczyłyśmy istny cyrk na kółkach: kelner obdarował nas gratisową przystawką w postaci przypalonej, suchej i twardej bruschetty, nie tłumacząc, jak mamy się podzielić w piątkę dwiema mini kromeczkami, następnie pomylił zamówienia, a zwrócone przez koleżankę danie spałaszował na naszych oczach (wszak jedzenia nie wolno marnować). Na koniec zapomniał o zamówionej kawie, a dostarczenie rachunku zajęło mu ponad 20 minut. Mam cichą nadzieję, że nasze doświadczenia były wynikiem rozleniwienia Maltańczyków po pracowitych wakacjach - być może turyści zwiedzający wyspę w sezonie mieli więcej szczęścia. 

4. Maltańczycy jadają na śniadanie tzw. pastizzi, czyli przekąski z ciasta francuskiego, nadziewane serem ricotta lub pastą z zielonego groszku. Są bardzo smaczne, lecz pod kątem wartości odżywczych, jakich powinno dostarczać zbilansowane śniadanie wypadają blado. Wczesnym rankiem na ulicach miast otwierają się pastizzerie, które oprócz pastizzi, wypiekają również pizzę, parówki w cieście francuskim czy nadziewane czekoladą croissanty. Tradycyjnymi potrawami Maltańczyków są dania z królika. Miałyśmy okazję spróbować dwóch wersji: spaghetti z wątróbką króliczą oraz królika podawanego w sosie czosnkowym. O dziwo smak raczej znajomy - wątróbka przypominała popularne w Polsce podroby, a samo mięso skojarzyło nam się z indykiem.

5. Malta jest kompletnie nieprzygotowana na silne opady deszczu. W dniu, który wybrałyśmy na jazdę do Valletty (stolica wyspy) niebo zasnuły burzowe chmury i tuż przed dobiegnięciem na dworzec autobusowy dopadła nas koszmarna nawałnica. W niecałą godzinę miasteczka mijane po drodze zalały rwące rzeki, niemające ujścia w studzienkach kanalizacyjnych, rozlokowanych w zdecydowanie zbyt dużych odległościach. Z przewodnika dowiedziałyśmy się, że zanim na Malcie zrezygnowano z charakterystycznych żółtych autobusów, podczas deszczu ludzie podróżowali z nogami pod wodą. 

6. Jedzenie na Malcie jest drogie, gdyż większość produktów muszą importować. Ceny warzyw i owoców są porównywalne do tych w Paryżu czy Mediolanie (przykładowo jedno średniej wielkości awokado to koszt około dwóch euro). Na wyspie uprawia się głównie ziemniaki i pomidory oraz produkuje wino. 

7. W archipelagu Wysp Maltańskich oprócz Malty znajdują się dwie maleńkie wysepki: Gozo i Comino. Zwiedzając Gozo zdecydowałyśmy się na wykupienie zorganizowanej wycieczki i był to strzał w dziesiątkę. Przez cały dzień podróżowałyśmy piętrowym autobusem, z którego na każdym przystanku mogłyśmy wysiąść, pozwiedzać okolicę, a następnie wsiąść w kolejny (ze wszystkich przystanków busy odjeżdżały co 45 minut). 


8. Komunikacja na Malcie jest dosyć wygodna. Busy do stolicy kursują często i raczej punktualnie. Za 6,50 euro kupiłyśmy tygodniowy bilet ważny na wszystkie trasy za wyjątkiem autobusów nocnych. Do busa można wsiadać tylko pierwszymi drzwiami, płacąc za przejazd u kierowcy lub pokazując mu bilet zakupiony wcześniej, więc jazda na gapę jest praktycznie niemożliwa.

9. Na Malcie znajdziecie zapierające dech w piersiach krajobrazy, zachwyci was Valletta, oczaruje historyczna Mdina, jednak nie spodziewajcie się luksusów - to kraj biedny i mocno wyludniony, co dobitnie pokazały nam wszechobecne reklamy oferujące sprzedaż bądź wynajem mieszkań w opustoszałych blokach. Plaże na wyspie są w większości kamieniste i niestety dość mocno zaniedbane - brudne i turystycznie niezagospodarowane. 

10. W weekendy młodzi Maltańczycy zjeżdżają do Paceville, miasta-imprezowni, gdzie bawi się cała wyspa, a kluby wyrastają na ulicach jak grzyby po deszczu. Miejscowe dziewczyny zakładają nieprzyzwoicie krótkie i obcisłe sukienki, a także obowiązkowo ultra wysokie szpile i (niestety) wszystkie konsekwentnie powtarzają tę samą stylówę. 

Do wakacji w okresie, kiedy Polska zamienia się w Syberię nikogo namawiać nie muszę. Czy warto odwiedzić wtedy Maltę? No pewnie! Mili ludzie mówiący po angielsku, dobre lody i piękna pogoda, a łączny koszt wyjazdu zamknęłam w 1200 złotych. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL