Barbie z cellulitem

11/22/2014
Natrafiłam ostatnio na artykuł opisujący nowy wizerunek słynnej lalki Barbie. Plastikowa blond piękność została przekalkowana na karty brutalnej rzeczywistości, zachowując charakterystyczne rysy twarzy, lecz pozbywając się hollywoodzkiego uśmiechu oraz nierealnych proporcji sylwetki. Lalka została ochrzczona jako Lammily, a jej twórcą jest Nickolay Lamm, artysta, grafik i badacz, znany między z innymi z projektu poświęconego ludzkiemu ciału, Body Measurement Project. 
"If we criticize skinny models, we should at least be open to the possibility that Barbie may negatively influence young girls as well. Furthermore, a realistically proportioned Barbie actually looks pretty good. If there's even a small chance of Barbie in its present form negatively influencing girls, and if Barbie looks good as an average-sized woman in America, what's stopping Mattel from making one?" - Nickolay Lamm

Lammily posiada zatem sylwetkę bliższą Bridget Jones niż seksownej towarzyszce Kena i nie jest blondynką. Sama lalka kosztuje 25 dolarów, ale możemy zakupić dla niej również zestaw ubranek lub specjalnych naklejek, dzięki którym "wyposażymy" Lammily w trądzik, piegi, cellulit czy rozstępy. Na stronie internetowego sklepu lammily.com czytamy:
Now your dolls can have freckles, acne, cellulite, the occasional booboo, and more!
These clear vinyl stickers can be repositioned and reapplied to customize your doll.
38 reusable stickers on a sticker sheet. Doll not included. Includes:
Cellulite, Stretch marks, Freckles, Acne, Glasses, Blushing, Adhesive bandages, Moles, Temporary Tattoo, Stitches, Scrapes & Scratches, Bruises, Cast, Scars, Mosquito Bites, Grass and Dirt Stains (klik)
Głównym zarzutem pod adresem cudownego dziecka firmy Mattel, czyli oryginalnej Barbie, jest promowanie anoreksji wśród młodych dziewcząt poprzez upowszechnianie nienaturalnie zbudowanej sylwetki: pełnego biustu i smukłych nóg przy absurdalnie wyszczuplonej talii osy. Łaskawi twórcy obdarzyli Barbie twarzą topmodelki, gęstymi blond włosami oraz szerokim, hollywoodzkim uśmiechem i to właśnie ten bajkowy i odrealniony wizerunek zdobył serca milionów dziewczynek na całym świecie. Barbie stała się symbolem lat dziewięćdziesiątych - obrośniętym w różowe sweterki, kiczowatym, choć absolutnie uroczym. Inspiruje do dziś (nie tylko szukających mikołajkowego prezentu rodziców), czego najlepszym dowodem jest ostatnia kolekcja Jeremiego Scotta dla domu mody Moschino.


Rozumiem, że celem pomysłodawcy Lammily była chęć upodobnienia lalki do jej właścicielki, przez co dzieci nie byłyby narażone na popadanie w kompleksy czy budowanie błędnego obrazu prawdziwej kobiety, jednak doklejone na twarzy kropki imitujące trądzik, czerwone pasma rozstępów lub nalepka z cellulitem wydają mi się zwyczajnie nieodpowiednie oraz brzydkie. Dla mnie Barbie to jednak przede wszystkim lalka - zabawka przeznaczona dla małych dziewczynek. Nie widzę nic nieodpowiedniego w tym, że jest wysoka, szczupła, ma śliczną twarz i gęste włosy, które można czesać godzinami i zaplatać w fantazyjne warkocze. Będąc matką nie chciałabym przedwcześnie uświadamiać kilkuletniej córki o przykrych zmianach, jakie w przyszłości mogą oszpecić jej ciało.

Sama z rozrzewnieniem wspominam moje ukochane Barbie - bawiąc się nimi jako mała dziewczynka nigdy nie analizowałam, czy lalka ma nienaturalnie kształtny biust, botoks w twarzy, permanentny makijaż, a idealną sylwetkę "zawdzięcza" zaburzeniom odżywiania. Nie wkładamy księżniczkom Disneya papierosów do ust tylko dlatego, że blisko miliard ludzi pali. Pozwólmy więc dzieciom pływać w morzu bajkowej fantazji, na tyle długo, aż nie połknie ich straszliwy smok rzeczywistości. 

Kiedy kończy się zero, a zaczyna plus size?

11/16/2014
Kobietom, które nie mieszczą się w spodnie o rozmiarze 0, z trudnością przychodzi zaakceptowanie kanonów piękna wyznaczanych przez modelki. Nie ma w tym nic dziwnego – aby zachować figurę Anji Rubik trzeba się porządnie natrudzić, trzymać ścisłą dietę i regularnie ćwiczyć. Gdy więc raz na jakiś w świecie mody pojawi się modelka o niestandardowych wymiarach, opinie są mocno podzielone: część społeczeństwa przyklaskuje i opowiada się za rozciągnięciem sztywnego gorsetu wymagań wobec figury modelki, reszta kręci nosem i wytyka dziewczynom size plus dodatkowe centymetry, które dyskwalifikują je jako wybiegowe wieszaki. 

Myla Dalbesio to 27-letnia podopieczna takich prestiżowych agencji jak Next, Ford i Elite. Ciekawa twarz, hipnotyzujące spojrzenie i  czarujący uśmiech pomogły jej znaleźć się wśród elitarnego grona topmodelek pozujących do najnowszej kampanii Calvin Klein Underwear. Zatrudnienie dziewczyny mającej 81 cm w talii i 106 cm w biodrach nie mogło przejść w świecie mody bez echa. Komentarze posypały się z różnych stron, lecz co dziwne, większość nie dotyczyła konieczności wyznaczenia nowego kanonu piękna w modelingu, lecz krytykowała przyporządkowanie Myli do grupy tak zwanych modelek size plus. 

FAKT #1
Takie dziewczyny jak Myla Dalbesio czy blondwłosa piękność z Ameryki, Kate Upton, to seksowne kocice, których pełne kształty będą oddziaływać na większość samców silniej niż kościste tyłki topmodelek. Uosabiają seksapil dawnych gwiazd ekranu i z pełną świadomością eksponują swoje wdzięki na łamach magazynów – nie tylko tych dla panów.

FAKT #2
Myla jest modelką size plus i nie ma co do tego cienia wątpliwości. Świat może oburzać się pytając, czy rozmiar 38 to dla modelki coś tak nietypowego, kobiety krytykować modeling za dyskryminowanie nieco większych dziewczyn, lecz dopóki biznes modowy nie zerwie raz na zawsze z toposem ekstremalnej chudości, 106 cm w biodrach będzie u modelki czymś zaskakującym.
Sama Myla ma świadomość tego, że różni się figurą od koleżanek z branży – w wywiadzie dla magazynu Elle przyznała: Jestem większa. Owszem, nie jestem największą dziewczyną w całym przemyśle, ale mam zdecydowanie większy rozmiar niż wszystkie dziewczyny, z którymi do tej pory pracował Calvin Klein, więc to jest naprawdę onieśmielające.

FAKT #3
Aby właściwie odnieść się do tematu sylwetki Myli i jej udziału w – jak się okazało – dość kontrowersyjnej kampanii, musimy zrozumieć, że pojęcie size plus nie ma wcale pejoratywnego zabarwienia – to osobna kategoria dziewczyn o pełniejszych kształtach, które mimo niższego wzrostu i większych wymiarów mogą spełnić swój sen o pracy w modelingu. 

Pachnące nowości

11/13/2014
Jestem wielką fanką kosmetyków Yves Rocher, przede wszystkim ze względu na przystępne ceny idące w parze z wysoką jakością oraz obłędne zapachy produktów przeznaczonych do pielęgnacji ciała. W okresie przedświątecznym marka często wypuszcza na rynek limitowane serie, które w kolejnym sezonie znikają bezpowrotnie z półek. Rok temu zakochałam się w balsamie o zapachu czekolady z pistacjami, niestety linia nie została wznowiona. Tej jesieni Yves Rocher rozpieszcza zmysły kolejnymi nowościami - tym razem limitowana seria pachnie gruszką zatopioną w karmelu! Skusiłam się na wodę toaletową, idealną do schowania w torebce, gdyż jej pojemność to zaledwie 20 ml. Zapach nie utrzymuje się na ciele zbyt długo, lecz jego owocowo-karmelowa słodycz rekompensuje  kiepską trwałość. Udało mi się także wyłowić na promocji mojego faworyta - żel pod prysznic o kuszącym aromacie kawy. Najlepszy pod słońcem!

Kolacja na diecie

11/12/2014
Dietetycy nieustannie gloryfikują pozycję śniadania, przypisując mu niezwykłą moc zapobiegania napadom nocnego obżarstwa, a także regulowania rozchwianego metabolizmu. W moim przypadku pominięcie pierwszego posiłku, a nawet zjedzenie go stosunkowo późno po przebudzeniu rzeczywiście wpływa na wzrost apetytu w godzinach wieczornych (szczególnie na chleb i produkty wysoko węglowodanowe). Znacie to powiedzenie: "Śniadanie zjedz jak król, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi"? Trudno nie zgodzić się z teorią, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, szczególnie dla osób odchudzających się i dbających o nienaganną sylwetkę, ale ja nawet będąc na diecie nigdy nie oddałabym wartościowej kolacji nieprzyjacielowi. Dobrze skomponowana kolacja nie przekreśli twojej szansy na idealną sylwetkę, ale pomoże ją uzyskać szybciej niż katowanie się wieczorną głodówką. Ważne, by składała się z większej ilości białka i warzyw niż węglowodanów (szczególnie prostych), nie była ciężkostrawna ani zjedzona tuż przed położeniem się do łóżka. 


5 pomysłów na zdrową kolację

1. Zupa krem
Mój absolutny faworyt ostatnich tygodni to jesienna zupa dyniowa. Rozgrzewa po długim dniu spędzonym poza domem, jest banalnie prosta w przygotowaniu, a na dodatek zdrowa i bardzo sycąca! Możecie do niej dodać podprażone pestki słonecznika lub dyni i ulubiony ser, np. feta. Kiedy mam więcej czasu sama gotuję wywar na zupę, jednak przyznaję, że w kryzysowych chwilach zdarza mi się używać gotowej kostki rosołowej - wystarczy zagotować wodę z kostką, wrzucić do niej pokrojoną w kawałeczki surową lub upieczoną wcześniej dynię, a gdy będzie całkiem miękka (w przypadku pieczonej wystarczy kilka minut na gazie) zmiksować ją na gładki krem. W bardziej luksusowej, nie-studenckiej ;) wersji polecam również dodanie do zupy mleczka kokosowego.

2.  Pieczone warzywa
Marchewka, pietruszka i burak po odpowiednim czasie spędzonym w piekarniku zmieniają swój smak na absolutnie magiczny! Są słodkie i mięsiste, nie potrzeba im żadnych dodatków, choć pietruszka z miodem i pieprzem smakuje znakomicie. Odkąd po raz pierwszy spróbowałam upieczonych warzyw nie mogę odżałować braku piekarnika w moim krakowskim mini-mieszkanku. 

3. Sałatki
Tutaj macie nieograniczone pole do popisu: wybierajcie sezonowe produkty, łączcie nowe smaki, nie bójcie się nietypowych słodko-słonych połączeń (na przykład gruszki i winogrona plus sery pleśniowe i orzechy włoskie). Grunt, by składników nie utopić w morzu tłustego dressingu i nie przedobrzyć z dodatkiem grzanek, sera albo boczku. 

4. Hummus z warzywami
Hummus, czyli pasta z cieciorki i sezamowej pasty tahini. Zdrowy przysmak, któremu nie potrafię się oprzeć! Smaruję nim kanapki albo wyjadam łyżeczką prosto ze słoika. Hummus rewelacyjnie sprawdza się jako lekka kolacja - w towarzystwie pokrojonych w słupki warzyw (np. marchewka, ogórek zielony, papryka, cukinia).

5. Twarożek na bogato
Obecnie staram się unikać laktozy ze względu na problemy trawienne po spożyciu produktów pochodzenia mlecznego, ale podczas diety często ratowałam się taką niskokaloryczną kolacją: do serka wiejskiego lub twarogu dodawałam pokrojone w kostkę pomidory i awokado, doprawiałam solą, pieprzem i posypywałam czarnuszką/siemieniem lnianym/orzechami/płatkami sojowymi/pestkami dyni albo słonecznika. Białko zawarte w serze pomagało zapomnieć o burczeniu w brzuchu na kilka ładnych godzin. 

http://www.attunefoods.com/

O trudnym zawodzie bookera

11/09/2014
Podziwiając spektakularne sukcesy top modelek, często zapominamy, że to zasługa całego grona osób, które poświęciły ich karierom wiele miesięcy ciężkiej pracy i nieprzespanych nocy. Osób, które prowadziły je za rękę od samego początku, a na każdym zakręcie kierowały we właściwą stronę. Osób, którym modelki płakały przez telefon, żaliły się z niepowodzeń i ufały w 100 procentach. O kim mowa? Oczywiście o bookerach. 

Booker to w największym skrócie pracownik agencji, który zajmuje się wszelkimi sprawami dotyczącymi modelek i modeli. Decyduje o przyjęciu nowych twarzy, a później rozwija ich karierę poprzez budowanie portfolio, wysyłanie na castingi, organizację zleceń. Dlaczego ten zawód staje się coraz modniejszy i popularniejszy? Po pierwsze jest całkowitym zaprzeczeniem monotonii - każda modelka to inna osobowość, inny typ urody, a więc dla każdej należy szukać różnych możliwości. Niektóre dziewczyny zaczną zarabiać pierwsze pieniądze w Polsce jako modelki komercyjne lub stricte wybiegowe, z kolei część wyjedzie na zagraniczne kontrakty, aby zbierać zdjęcia do książki i zdobywać doświadczenie. To właśnie do zadań bookera należy wybór odpowiedniego dla modelki rynku, wszak inaczej wygląda praca w Paryżu, który wymaga naprawdę minimalnych wymiarów i maksymalnego wzrostu, a inaczej w Tokio i Pekinie, gdzie z powodzeniem zarabiają także niższe modelki. 

Jak zostać bookerem? Tego nie można nauczyć się na żadnych studiach. Warunek konieczny do zdobycia pracy w każdej dobrej agencji modelek to biegła znajomość różnych języków - obowiązkowo angielskiego, choć każdy dodatkowy język obcy ułatwi komunikację z międzynarodowymi agencjami. Dodatkowo ważne, by booker nie był osobą zamkniętą w sobie, wstydliwą i mało komunikatywną, bo jego stanowisko wymaga nieustannego kontaktu z ludźmi. Jako pośrednik między modelką a klientem oraz modelką a zagraniczną agencją, booker musi w razie problemów szybko reagować i niemal 24 h na dobę być pod telefonem. 

Jeśli modelki mają zaufanie do swojego opiekuna, często staje się on również przyjacielem i powiernikiem. Praca w modelingu nie należy do najlżejszych, a któż wie o tym lepiej niż osoby z branży? Modelkom z trudem przychodzi trzymanie odpowiedniej diety podczas mieszkania z rodzicami, rozmowa o rozłące z chłopakiem czy imprezowanie ze znajomymi, dla których dodatkowe 3 cm w biodrach są zupełnie niezauważalne. Wtedy dobrze mieć przy boku kogoś, kto doradzi, bo rozumie.

Zawód bookera wymaga pełnej odpowiedzialności. Kierując karierą danej modelki, nie można nagle zrezygnować i zaniedbać wypracowanych do tej pory sukcesów. Nie wypada zostawić dziewczyn bez pomocy, gdy wyruszają na drugi koniec świata - często lecąc pierwszy raz samolotem, ze słabym angielskim i strachem przed nieznanym. Booker musi mieć świadomość, że po części to od jego ciężkiej pracy zależy, czy dana modelka da sobie w ogóle radę w przemyśle zwanym modą.

Piosenki, które robią rzeczy

11/07/2014
Na pewno to znacie: jest późny wieczór, dopijacie z przyjaciółkami drugą butelkę wina, rozkładając swoje życie na czynniki pierwsze. Fala wspomnień zalewa wasz umysł słodkim rozrzewnieniem, jednocześnie wyrzucając na brzeg pamięci niechciane zdarzenia. U mnie ta słodko-gorzka mieszanina uczuć wywołuje potrzebę odtworzenia "piosenek, które robią rzeczy", nacechowanych najbardziej skrajnymi emocjami. 


Glen Hansard, Markéta Irglová "Falling slowly"



Glen Hansard, Markéta Irglová "If you want me"



Arctic Monkeys "Do I wanna know?"



Tears For Fears "Woman in chains"  



Pearl Jam "Black" 

Bajkowa przemiana

11/06/2014
Ostatnio głośnym echem odbiła się w mediach niefortunna metamorfoza Renée Zellweger - z uroczej "dziewczyny z sąsiedztwa" przeobraziła się w smutną kobietę z wypisanymi na twarzy kompleksami, uśmiechającą się do kamer nie swoim uśmiechem. Takie wypadki ukazują najdosadniej, jak trudne jest życie na piedestale sławy, jak ciężką walkę ze słabościami toczą ludzie zarabiający twarzą. Nie potępiam tego, że piękne kobiety pokroju Renée czy Nicole Kidman majstrują przy swoim ciele, ale nie rozumiem, dlaczego nie mówią wprost o tym, że coś pozmieniały. W czasach, gdy zastrzyki z botoksu są równie popularne, jak owsianka na śniadanie, przyznanie się otwarcie do poprawiania urody nie stoi na równi z publicznym potępieniem. Czy naprawdę lepiej zakrywać się śmiesznymi wymówkami i historyjkami ewidentnie wyssanymi z palca? 


Cieszę się, że ludzie zauważają, że wyglądam inaczej! Prowadzę szczęśliwe, satysfakcjonujące życie i cieszę się, że to widać. Przyjaciele mówią mi, że wyglądam na spokojną. Jestem zdrowa. Przez długi czas nie dbałam o siebie. Prowadziłam tryb życia, którego nie dało się zrównoważyć i nie miałam możliwości zajęcia się sobą. Zamiast zatrzymać się i wyciszyć, pędziłam, aż padłam. Dokonywałam złych wyborów, próbując poradzić sobie z wyczerpaniem. Uświadomiłam sobie ten chaos i w końcu postanowiłam spróbować inaczej. (fragment wypowiedzi Renée dla magazynu People).
Przykładów takich cudownych metamorfoz, które dokonały się bez użycia skalpela mamy sporo również na polskim showbizowym podwórku. Według Małgosi Sochy winę za dziwaczny wygląd ponosiła jej... makijażystka. W rankingu absurdów dość wysoko uplasowała się także Maja Sablewska, która przez długi czas utrzymywała, że jej całkowicie odmieniona twarz jest wynikiem zdrowego trybu życia oraz "diety zmieniające rysy". Ostatecznie porzuciła tę bajkową teorię i przyznała się do użycia botoksu oraz wypełnienia ust przez specjalistę. 

Gdybym była osobą notorycznie zapełniającą "ścianki", żyjącą w błysku fleszy i pod ostrzałem paparazzi, zapewne dbałabym o swój wygląd dużo bardziej, niż teraz. Przeciętny zjadacz chleba nie jest w stanie postawić się na miejscu szeroko znanej gwiazdy, nie zrozumie presji, jaka niewątpliwie towarzyszy głośnemu sukcesowi. Upływający czas determinuje karierę modelki czy aktorki - po czterdziestce wciąż można pozostać wybitnym chirurgiem, lecz nie wypada już w pewnych filmach grać, w pewnych sesjach pozować. Nie obwiniam Renée za próbę walki z czasem, nieudaną, choć z jej punktu widzenia zapewne konieczną. Jest mi tylko przykro, że razem z nową twarzą nie dostała w pakiecie talonu na szczerość - wobec samej siebie i wobec swoich fanów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL