Co dyskwalifikuje modelkę na starcie?

10/26/2014
Twarz modelki to magiczne płótno, na które autor nanosi zawsze inny obraz, by po skończonej pracy zetrzeć wszystko gąbką. Chłonie pomysły zrodzone w wyobraźni klienta, musi więc odznaczać się tak wielką plastycznością, by udźwignąć temat każdej jednej sesji. Modelka powinna być zatem zjawiskowo nieprzeciętna, a pomysł autora ubrać w oryginalne ramy, jak i transparentna na tyle, by na pierwszy plan wysunąć "obraz", nie własne rysy twarzy. Czy w takim razie dziewczyna o smukłym, lecz mocno naznaczonym ciele ma szansę zrobienia zawrotnej kariery? Czy na zaszczytne miano topmodelki może zapracować twarz piękna, lecz niedoskonała?

1. Znamiona
Jeśli występują licznie na skórze i są trudne do zakamuflowania przez makijażystów, modelka może mieć spory problem ze znalezieniem pracy. Chodzi tutaj głównie o znamiona na twarzy (spore pieprzyki, zmiany potrądzikowe, przebarwienia) oraz widoczne zmiany na ciele, jak na przykład blizny pourazowe. Pamiętacie uczestniczkę poprzedniej edycji Top Model, której twarz niefortunnie oszpeciła spora szrama? Moim zdaniem przeszła dalej ze względu na to, jak rzewnie płakała, choć życzę jej jak najlepiej, gdyż wiele wycierpiała. 


2. Tatuaże
Przenosimy się do aktualnej edycji mojego ulubionego programu: o tytuł czwartej polskiej Top Model walczy Ola Żuraw, której ciało pokrywają liczne tatuaże. Podobno każdy z nich symbolizuje ważny moment z życia Oli - dla mnie jako modelki symbolizują przede wszystkim trudności z późniejszym znalezieniem pracy. Wiele topmodelek może pochwalić się tatuażami, lecz są one najczęściej pojedyncze, niewielkie lub też dobrze ukryte. Świat mody jest jednak nieprzewidywalny, rozgryza kanony standardowego piękna i szuka dalej, akceptuje więcej - być może wytatuowane, rockandrollowe modelki zaleją wkrótce światowe wybiegi. 



3. Kiepska kondycja skóry
Nie przekreśla od razu kariery w modelingu, oczywiście pod warunkiem, że dziewczyna będzie nad cerą pracować i systematycznie poprawiać wygląd skóry. Mocne zmiany trądzikowe na pewno nie ułatwiają zadania, choć wiele problemów można zakamuflować podczas sesji czy pokazu. Agencje często dają szansę dziewczynom walczącym z niedoskonałościami cery, lecz należy pamiętać, że castingi wymagają rezygnacji z mocnego makijażu, dlatego klient będzie w stanie dostrzec każdy mankament urody.


4. Farbowane włosy
Sama skusiłam się na mocne rozjaśnienie, lecz zrobiłam to będąc 7 lat w modelingu. Na początku kariery modelki powinny stawiać na naturalność, a kwestie ewentualnej ingerencji w wizerunek omawiać zawsze z agencją matką. W przypadku dziewczyn o sporym potencjale, lecz kiepsko dobranej farbie bookerzy mogą naciskać, by powróciły do swojego koloru lub nadały włosom naturalniejszy odcień.



5. Niewymiarowa sylwetka
To również mój problem: bardzo szczupła talia przy szerokich biodrach (nieszczęsna figura gruszki!). W świecie modelingu nie wystarczy być chudym, proporcje również odgrywają szalenie ważną rolę, zarówno w przypadku ciała, jak i twarzy modelki. Tylko dziewczyny o symetrycznych rysach mają szanse na kampanie kosmetyczne dla takich gigantów, jak Dior, YSL, Estēe Lauder czy Chanel. 

Sierpień w październiku

10/23/2014
Z powodu przerwy w blogowaniu nie miałam okazji podzielić się z wami częścią wakacyjnych zdjęć. W tak paskudnie deszczowe i wietrzne dni jak dzisiaj, lubię ukryć się pod kocem i ogrzać wspomnieniami plaży, gór i słońca. Też tak czasem macie? 





Czy Dżoana Krupa jest topmodelką?

10/21/2014
Tydzień temu na kanapie Kuby Wojewódzkiego zasiadła Zuza Bijoch, polska topmodelka, która zawrotną karierę rozpoczęła w wieku 13 lat, a na swoim koncie ma między innymi kampanię Prady i okładkę meksykańskiego wydania magazynu Vogue. Zuzę dobrze jest nie tylko oglądać, ale również słuchać, co udowodniła zręcznie lawirując między pociskami - często idiotycznych - pytań Kuby oraz celnymi uwagami na temat świata modelingu. 
- Jest stereotyp głupiej modelki.
- Tak.
- Po co jest inteligencja modelce?
- Potrzebna?
- Tak.
- Modelce?
- A jest potrzebna?
- Modelce? Nie. Topmodelce? Tak.
W tym momencie na widowni ktoś odruchowo zabił brawo, a ja zawtórowałam mu przed ekranem komputera. Oprócz pytań o matrymonialne oferty składane przez obcych mężczyzn Zuzie oraz szalone nowojorskie imprezy, na pierwszy plan dyskusji wysunął się problem nadużywania w Polsce terminu "topmodelka". Widać gołym okiem, że Zuzanna ma poczucie swojego miejsca w modelingu, doskonale wie, jak wysoko poszybowała jej kariera i dlatego nie kokietuje przesadną skromnością i nie chowa się pod maksymą "jestem sławna, bo tak wyszło". Otwarcie wymienia nazwiska topmodelek, którymi może poszczycić się Polska, lecz stanowczo zaprzecza przypisywaniu tego miana prowadzącej polską edycję Top Model. Sama pracowałam w modelingu na tyle długo, by wyłapać różnicę bez większego kłopotu, lecz przypuszczam, że dla przeciętnego pana Władysława, który zamiast Vogue'a kupuje w Biedronce Kropkę TV z Dżoaną na okładce, to właśnie spory biust i wydęte usta wyznaczają kanon urody topmodelki. No przecież jest znana, prawda? Prowadzi program o modelingu, którego jest jurorką, pracuje zagranicą i regularnie gości na łamach polskich magazynów.

Absolutnie nie próbuję uchodzić za złośliwą ani tym bardziej urazić pani Krupy. Proszę tylko, żebyście spojrzeli na poniższe zdjęcia i znaleźli, hm, minimum trzy różnice:

Odłóż ten telefon!

10/19/2014
Bez względu na okoliczności, on zawsze jest ze mną. Milczy, gdy nie mam ochoty rozmawiać. Zna wszystkie utwory, których lubię słuchać, przechowuje w pamięci najpiękniejsze zdjęcia. Ćwiczy ze mną jogging, jeździ na rowerze, wskazuje mi drogę, kiedy zbłądzę w nowym mieście.
Ja i mój iPhone. Status związku: To skomplikowane. 

Cóż byśmy zrobili dzisiaj bez telefonu w ręce? Jak uwiecznili wieczorny makijaż, jak podzielili się ze światem upieczonym właśnie tortem? Patrząc na wypchany aplikacjami smartfon, ciężko mi uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno telefony służyły ludziom do dzwonienia.

Ja bardzo mocno kocham swój telefon i nie wyobrażam sobie powrotu do Nokii 3310. Nie będę piętnować zamiłowania do zbędnych aplikacji, choć w tej kwestii hołduję zasadzie minimalizmu -korzystam przede wszystkim z Instagrama i Facebooka, bardzo lubię organizer stron, dzięki któremu mogę na bieżąco komunikować się z czytelnikami bloga. Biegam ze smartfonem, bo spodobało mi się liczenie kilometrów aplikacją Endomondo. Oprócz tego dzięki pomocy telefonu odnajduję się na krakowskim rynku (Rynek Główny wciąż pozostaje dla mnie zagadką - zawsze wejdę nie w tę uliczkę, w którą trzeba), sprawdzam obce wyrazy w słowniku, czytam fragmenty darmowych e-booków, słucham muzyki w zatłoczonym autobusie. Tak, smartfon to cudowny gadżet, kochana zabawka, nieodzowny przyjaciel. Problem zaczyna się dopiero w momencie, gdy to nasz jedyny przyjaciel. 


Trawiąca społeczeństwo gangrena komputeryzacji wyniszcza dotychczasowe więzi międzyludzkie, wklejając w ich miejsce nową formę kontaktu: napisz do mnie, a ja ci odpiszę. Problem rozmowy z telefonem, nie człowiekiem - nawet tym siedzącym obok ciebie - podjął w swoim cyklu "The death of conversation" Babycakes Romero, fotograf inspirujący się głównie życiem miasta i ulicy.

Before mobile phones were invented people would have had no choice but to interact, however, that is no longer necessary as we can all now “pretend’ we are doing something “important” on our devices rather than think of something to say. This is killing conversation. I believe it’s increasing social pain. Most people used to use cigarettes as a social prop which were admittedly bad for your health but at least they didn’t turn people into ‘plugged in’ bores. Together we must be strong and release ourselves from the shackles of smartphones and bring face-to-face chat back! (źródło)








There's no story in this story

10/16/2014
Wczoraj swoją premierę miał najnowszy spot reklamowy Chanel N°5. Ambasadorką najsłynniejszego zapachu świata została zjawiskowa Gisele Bündchen, za obiektywem po raz kolejny stanął reżyser Baz Luhrmann (ten sam, który nakręcił film promocyjny z Nicole Kidman w 2005 roku), twórca takich przebojów kinowych, jak "The Great Gatsby" oraz "Moulin Rouge". 



Obejrzałam spot i po raz kolejny straciłam głowę dla Gisele - jakim cudem urodziła dwójkę dzieci, zachowując takie ciało?! Domyślam się, że moje rozważania nie ucieszyłyby autora, który oczekiwał raczej łez wzruszenia, niż sprintu na siłownię. Niestety wychodzi na to, że nie jestem romantyczką, bo zupełnie nie pojmuję przekazu tego filmu. Wizualnie? Arcydzieło! On i ona piękni niczym Brangelina, dom przy plaży, słodkie dziecko i cudowna muzyka. Dostrzegam potencjał, lecz chciałabym bardzo, by treść w tym przypadku dorównywała formie. 



Być może seksowna surferka to symbol współczesnej kobiety Chanel, silnej, wyzwolonej, spełnionej zawodowo. Kobiety sukcesu, która walczy o swą miłość i pędzi za ukochanym aż do Nowego Jorku. W przeciwieństwie do bohaterki stworzonej przez Nicole, lekko odrealnionej, egoistki-aktorki, odgrywającej piękny romans, by po chwili z niego zniknąć, kobieta Gisele to czuła, dobra matka, zabierająca córeczkę nawet na plan zdjęciowy. Jeśli już miałabym odnaleźć w spocie ukryte przesłanie, to na pierwszy plan wysunęłabym tę właśnie przemianę - z kobiety zamkniętej w klatce konwenansów i opiętej sztywnym gorsetem sukcesu w matkę łączącą karierę zawodową z miłością do dziecka i swojego mężczyzny.

Trzyminutową wersję spotu obejrzycie TUTAJ. Dajcie znać, jaki piękny przekaz wy odszukaliście! 

Ogłoszenia

10/14/2014
Pytaliście w komentarzach o mój służbowy adres email, na który możecie wysyłać zgłoszenia do Hysteria Models. Oto i on: marta@hysteriamodels.com




Jest mi niezmiernie miło poinformować was o współpracy, którą nawiązałam z portalem MIUMAG !
W każdą sobotę na stronie magazynu będziecie mogli przeczytać felieton mojego autorstwa. Już teraz zapraszam na pierwszy artykuł zatytułowany "M jak Modelka": KLIK


Jak ułatwić sobie naukę języka?

10/12/2014
Nauka języków obcych sprawiała mi wiele radości odkąd tylko sięgam pamięcią - pierwsze lekcje angielskiego miałam już w przedszkolu i były to moje ulubione zajęcia. W gimnazjum rozpoczęłam przygodę z niemieckim, którą kontynuowałam przez trzy lata liceum. Po maturze zdecydowałam się na kierunek filologiczny, choć z początku wcale nie planowałam japońskiego - składałam papiery na filologię włoską, hiszpańską, a nawet rosyjską. Ostatecznie mój wybór padł na japonistykę, lecz nigdy nie pokochałam tamtych studiów równie silnie, jak nauki języków europejskich. Pewnie po części właśnie z tej tęsknoty zapisałam się na lektorat z języka włoskiego, a obecnie studiuję italianistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeśli równie mocno jak ja kochacie naukę języków obcych, mam dla was kilka metod, które sama stosuję na co dzień.

Wprowadź obcy język do życia codziennego. Mój facebook i poczta na Gmailu są w języku włoskim, dzięki czemu w kilka chwil zapamiętuję nowe słówka, a wiedząc, jakie komunikaty zazwyczaj pojawiają się na obu stronach, nie muszę szukać tłumaczeń w słownikach - wystarczy kilka razy przeczytać, że znajomy wysłał ci wiadomość, dodał zdjęcie lub zmienił status związku, a do głowy od razu wpadają przydatne wyrażenia i zwroty. 

Czytujesz regularnie serwisy informacyjne, a może wolisz plotkarskie portale? Zacznij się interesować wydarzeniami z kraju, którego język studiujesz. Ja codziennie rano robię przegląd włoskiej prasy na portalu ansa.it - tłumaczę krótkie notki informacyjne, dzięki czemu nie tylko jestem na bieżąco z sytuacją w kraju, ale także rozbudowuję i utrwalam słownictwo.

Zaprzyjaźnij się z fiszkami. Możesz zakupić gotowe zestawy, własnoręcznie wycinać karteczki z papieru albo tworzyć fiszki na ekranie komputera. Ja korzystam od lat z programu Flash Card Manager, który stwarza możliwość indywidualnej oceny, ile słówek zapamiętaliśmy i jak dobrze poszła nam nauka - podczas powtórki program podsuwa te wyrazy, w których najczęściej popełnialiśmy błędy. 

Słuchaj muzyki i oglądaj seriale. Oczywiście w języku obcym! To naprawdę świetny sposób, by bez większego wysiłku przyswoić nowe słówka, zapoznać się z mową potoczną, popularnymi skrótami, slangiem młodzieżowym czy wulgaryzmami. Taka wiedza najpełniej buduje nasze wyobrażenie o języku - bazując nie tylko na surowej gramatyce, ale wprowadzając słownictwo z życia codziennego. Tłumacząc teksty ulubionych piosenek lub wyrażenia zasłyszane w oglądanym serialu, zapamiętujemy szybciej, gdyż słówka nie są wyrwane z kontekstu, ale zamknięte w konkretnej, znanej sytuacji. 

Usłyszałeś nowe słówko? Szybko zanotuj je na kartce, a następnie przyczep do tablicy korkowej lub przyklej na lodówce. W ten sposób będzie rzucało ci się w oczy co najmniej kilka razy dziennie.

Jeździsz konno, lubisz teatr, studiujesz filmoznawstwo? Kontynuuj swoje pasje, lecz w innym języku: czytaj o koniach po włosku, obejrzysz program o teatrze japońskim. Przenieś swoje zainteresowanie w obszar nowego języka, a nie tylko rozbudujesz słownictwo, ale dowiesz się, jak twoje hobby praktykują ludzie z innych krajów. Ja lubię czytać włoskie portale o modzie, przede wszystkim internetową wersję magazynu Vogue Italia (http://www.vogue.it/).

Znacie inne sposoby na łatwiejszą naukę języka? Czekam na wasze pomysły w komentarzach! 

Rewolucja w demakijażu! Glov Hydro Demaquillage

10/08/2014
Kiedy dostałam do przetestowania zestaw marki GLOV, nie byłam przekonana co do zapewnień producenta o wyższości demakijażu jedynie przy użyciu rękawicy i wody. Pracując w modelingu nauczyłam się bardzo szybko, że dokładny demakijaż to w pracy modelki niezbędna podstawa pielęgnacji skóry. Po całym dniu nakładania przez makijażystów coraz to nowych warstw pudru i podkładu, nasza twarz błaga o nawilżenie, ale dopiero idealnie oczyszczona skóra jest gotowa do przyjęcia pielęgnacyjnych zabiegów. Do tej pory mój demakijaż składał się z dwóch etapów: przemycia twarzy wodą z żelem myjącym, a następnie usunięcia resztek makijażu wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Innowacja, jaką wprowadza na rynek marka GLOV zakłada oczyszczanie twarzy bez użycia dodatkowych kosmetyków - wystarczy, że specjalną rękawicę zmoczymy pod wodą, a następnie usuniemy za jej pomocą zanieczyszczenia i makijaż. Po umyciu twarzy wystarczy wyczyścić rękawicę wodą z mydłem i pozostawić do całkowitego wyschnięcia.


Efektywność produktów to wynik zaawansowanej mikro-technologii włókien. Włókna GLOV są 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa i 30 razy cieńsze od włókna bawełny. Dzięki temu doskonale ściągają brud z powierzchni twarzy. Kształt rozgwiazdy włókien zwiększa efektywność i szybkość działania. Dzięki nim zanieczyszczenia z powierzchni skóry trafiają prosto do rowków włókien. To wszystko sprawia, że demakijaż za pomocą GLOV Hydro Demaquillage jest dużo bardziej skuteczny tradycyjnych metod oczyszczania twarzy. Używając produktów GLOV chronimy naszą skórę przed jej nadmiernym kontaktem z nienaturalnymi składnikami. Poprzez stosowanie samej wody do pobudzamy skórę do własnej pracy hydro-lipidowej. W ten sposób zachowujemy równowagę w wydzielaniu wody i tłuszczów. Produkty GLOV są idealne do każdego rodzaju cery. W przypadku cery tłustej ściągają nadmiar sebum, pozostawiając skórę czystą i matową. W przypadku cery suchej nie podrażniają jej sztucznymi składnikami i pobudzają wydzielanie lipidów. GLOV Hydro Demaquillage jest łagodny dla każdego rodzaju cery. Nawet tej z problemami alergicznymi. GLOV Hydro Demaquillage jest również fantastycznym wsparciem dla osób z problemami trądzikowymi. Dokładne oczyszczenie skóry jest pierwszym etapem w pielęgnacji skóry z problemami trądzikowymi. (Informacje pochodzą ze strony producenta: KLIK)

Zalety rękawic GLOV Hydro Demaquillage:
- idealnie sprawdzą się w podróży (co szczególnie w pracy modelki może okazać się przydatne!)
- nie wysuszają i nie podrażniają nawet wrażliwej skóry twarzy
- łatwe do wyczyszczenia, dzięki czemu są produktem wielokrotnego użycia 
- nawilżają i delikatnie peelingują skórę, dzięki czemu jest nie tylko czysta, ale również odżywiona
- pozwalają zaoszczędzić na kosmetykach do demakijażu

Rękawice możecie zakupić w sklepie internetowym GLOV (KLIK) oraz w drogeriach Sephora. Cena dużej (comfort) to 49,90 zł, mniejsza (on-the-go) kosztuje 39,90 zł. Polecam wypróbowanie tej innowacyjnej formy oczyszczania twarzy szczególnie tym kobietom, które nie mają wiele czasu na wieczorny demakijaż oraz tym, które ciągle żyją na walizkach.

Zostałam bookerką

10/05/2014
Ci z was, którzy śledzą Wieszak na facebook'u zauważyli już pewnie, że do moich nowych obowiązków (o których wspomniałam w poprzednim poście) należy od wczoraj praca bookerki w Hysteria Models, krakowskim oddziale AS Management. Kiedy dostałam propozycję przejścia na "drugą stronę modelingu", od razu poczułam, że nie wolno mi zmarnować takiej szansy, bo choć sama już nie wyjeżdżam i skupiam na studiach, świat mody zdążył wrosnąć mi pod skórę. Chciałabym na wstępie gorąco podziękować całemu zespołowi za wczorajszy dzień i piękny początek pierwszego dnia pracy. 


Wczoraj dowiedziałam się najważniejszych faktów na temat agencji, poznałam skład Hysteria Models oraz moje pierwsze podopieczne. To, co w Hysterii podoba mi się najbardziej, to silna więź bookerów ze wszystkimi modelkami oraz stanowcze odżegnanie się od wyścigu szczurów, w którym często uczestniczą agencje ze stolicy. W krakowskim oddziale AS będziemy starali się stworzyć silny, spójny zespół, dając kredyt zaufania także tym osobom, które z jakichś względów nie odnalazły się na rynku Warszawy. Jeśli wiesz, że modeling to spełnienie twoich marzeń, lecz boisz się, że nie sprostasz wymogom przez wzrost czy wymiary, pamiętaj, że marzeń nikt nam nie odbiera - sami dla siebie stanowimy najtrudniejszą z barier. Wiele pracujących modeli i modelek niski wzrost nadrabia świetnymi wymiarami, a drobne mankamenty ciała maskuje uśmiechem na twarzy. Brzydka osobowość nie pociągnie na szczyt najpiękniejszej urody. 


Po publikacji powyższego zdjęcia na facebook'u dostałam pytanie, czym będę się zajmować. Odpowiedź jest prosta: wszystkim tym, czym powinna zajmować się dobra bookerka! Po pierwsze postaram się znaleźć dla każdej z podopiecznych odpowiedni rynek, czyli taki, na którym jej uroda "sprzeda się" najlepiej - innego typu twarzy szukają w krajach azjatyckich, innego w NY, Paryżu, Mediolanie. Brak pracy w Singapurze czy Hongkongu wcale nie przekreśla szansy na karierę w Europie i odwrotnie - możemy czuć się zbędne na castingach w Londynie, za to w Azji zarobić w miesiąc na własny samochód. Po drugie, uruchomię kontakty z fotografami, by zbudować dziewczynom porządne portfolio, gdyż to właśnie dobre zdjęcia testowe są pierwszą gwarancją sukcesu. Będę także pracować nad ich wizerunkiem w Polsce, kontrolować wzrost, stan włosów, cerę i wymiary, nauczę chodzenia po wybiegu, doradzę w kwestiach diety, a przede wszystkim wyjaśnię reguły rządzące światem mody.

Dzięki nowo rozpoczętej pracy wciąż mogę szukać inspiracji do pisania o świecie modelingu, choć tym razem będzie to świat widziany oczami bookerki. Mam też nadzieję, że nowe doświadczenia pozwolą mi urozmaicać i stopniowo poszerzać dla was tematykę bloga. 

Jesienny lunchbox z dynią

10/03/2014
Oto kilka najważniejszych zmian, jakie zaszły w moim życiu odkąd wczoraj rozpoczęłam na nowo etap bycia studentką:
  1.  jem kanapki na śniadanie, obiad i kolację
  2.  piję więcej wina, niż powinnam
  3.  notorycznie dorabiam się nowych siniaków podczas prób transportu komunikacją miejską
  4.  nie dosypiam 
  5.  ciągle biegam
  6.  moje ramię notorycznie ugina się pod ciężarem torby
Przez ostatni rok intelektualnej stagnacji, towarzyskiej posuchy i ogólnego zastoju, nagle robię dziesięć rzeczy jednocześnie. To męczy, pewnie, ale również motywuje. Niebawem do moich obowiązków dojdą kolejne i na pewno wam o nich już wkrótce opowiem, a dzisiaj podrzucam pomysł na pyszny, zdrowy lunchbox.

Składniki: rukola, pieczona dynia hokkaido, ser pleśniowy/kozi, płatki owsiane i sojowe, ulubione ziarenka (u mnie słonecznik plus chia), rodzynki/suszona żurawina. 

An(oreks)ja?

10/01/2014
Wszyscy zainteresowani światem wielkiej mody wiedzą doskonale, że modelki muszą wyglądać jak wątłe patyczaki. Niestety czasy, gdy na szczycie plasowały się boginie o biodrach na tyle szerokich, by wydać na świat dzieci i biustach na tyle obfitych, by je potem wyżywić, są daleko za nami. Ile to już razy słyszałam o wprowadzeniu nowych regulacji, które miałyby poluzować sztywny gorset wymiarów: 60 cm w talii, 89 w biodrach. Planowano nawet dokarmić wystawowe manekiny, by ubrania zamiast wisieć zaczęły się układać. Wszystkie dalekosiężne plany i złote zamiary ostatecznie zmieciono pod dywan zapomnienia, a ciała modelek mogą wciąż służyć studentom medycyny do praktycznej nauki anatomii ludzkich kości.

Anja Rubik to szczęśliwa posiadaczka najdłuższych nóg w galaktyce mody. Nie bez powodu za swoją muzę obrał ją sam Karl Lagerfeld, a portal models.com wyróżnił w elitarnym rankingu Industry Icons. Ci z was, którzy czytają bloga od dłuższego czasu wiedzą, że nie jestem zagorzałą fanką jej urody, choć z całego serca podziwiam za wielką pasję, determinację i ogromny sukces. Kilka dni temu arcydługie, wychudzone nogi Anji stały się pretekstem do kolejnej próby przypisania modelce zaburzeń odżywiania. Całe zamieszanie wywołało to niewinne zdjęcie opublikowane na łamach magazynu Vogue:


Przyznaję, że kolana modelki wypadają w tym ujęciu wyjątkowo niekorzystnie, a cały efekt wychudzenia potęgują rozciągnięty sweter i przydługie skarpetki. Skąd jednak ta nagła nagonka? Moim zdaniem reszta sesji wypada korzystniej, zaś nogi Anji odkąd pamiętam przerażały kościstością. 


Ja jednak naiwnie wciąż marzę o dniu, w którym modelki będą mogły bez wyrzutów sumienia pochwalić się prawidłowym BMI oraz skończyć z zapewnianiem całego świata, że nie mają anoreksji i nie jedzą wacików. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL