Bajkowa przemiana

11/06/2014
Ostatnio głośnym echem odbiła się w mediach niefortunna metamorfoza Renée Zellweger - z uroczej "dziewczyny z sąsiedztwa" przeobraziła się w smutną kobietę z wypisanymi na twarzy kompleksami, uśmiechającą się do kamer nie swoim uśmiechem. Takie wypadki ukazują najdosadniej, jak trudne jest życie na piedestale sławy, jak ciężką walkę ze słabościami toczą ludzie zarabiający twarzą. Nie potępiam tego, że piękne kobiety pokroju Renée czy Nicole Kidman majstrują przy swoim ciele, ale nie rozumiem, dlaczego nie mówią wprost o tym, że coś pozmieniały. W czasach, gdy zastrzyki z botoksu są równie popularne, jak owsianka na śniadanie, przyznanie się otwarcie do poprawiania urody nie stoi na równi z publicznym potępieniem. Czy naprawdę lepiej zakrywać się śmiesznymi wymówkami i historyjkami ewidentnie wyssanymi z palca? 


Cieszę się, że ludzie zauważają, że wyglądam inaczej! Prowadzę szczęśliwe, satysfakcjonujące życie i cieszę się, że to widać. Przyjaciele mówią mi, że wyglądam na spokojną. Jestem zdrowa. Przez długi czas nie dbałam o siebie. Prowadziłam tryb życia, którego nie dało się zrównoważyć i nie miałam możliwości zajęcia się sobą. Zamiast zatrzymać się i wyciszyć, pędziłam, aż padłam. Dokonywałam złych wyborów, próbując poradzić sobie z wyczerpaniem. Uświadomiłam sobie ten chaos i w końcu postanowiłam spróbować inaczej. (fragment wypowiedzi Renée dla magazynu People).
Przykładów takich cudownych metamorfoz, które dokonały się bez użycia skalpela mamy sporo również na polskim showbizowym podwórku. Według Małgosi Sochy winę za dziwaczny wygląd ponosiła jej... makijażystka. W rankingu absurdów dość wysoko uplasowała się także Maja Sablewska, która przez długi czas utrzymywała, że jej całkowicie odmieniona twarz jest wynikiem zdrowego trybu życia oraz "diety zmieniające rysy". Ostatecznie porzuciła tę bajkową teorię i przyznała się do użycia botoksu oraz wypełnienia ust przez specjalistę. 

Gdybym była osobą notorycznie zapełniającą "ścianki", żyjącą w błysku fleszy i pod ostrzałem paparazzi, zapewne dbałabym o swój wygląd dużo bardziej, niż teraz. Przeciętny zjadacz chleba nie jest w stanie postawić się na miejscu szeroko znanej gwiazdy, nie zrozumie presji, jaka niewątpliwie towarzyszy głośnemu sukcesowi. Upływający czas determinuje karierę modelki czy aktorki - po czterdziestce wciąż można pozostać wybitnym chirurgiem, lecz nie wypada już w pewnych filmach grać, w pewnych sesjach pozować. Nie obwiniam Renée za próbę walki z czasem, nieudaną, choć z jej punktu widzenia zapewne konieczną. Jest mi tylko przykro, że razem z nową twarzą nie dostała w pakiecie talonu na szczerość - wobec samej siebie i wobec swoich fanów.

2 komentarze:

  1. Zatrciła swoją charakterystyczną urodę, blee nie jest to fajne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100%. Problem nie leży w samych zabiegach, a niepotrzebnym ich ukrywaniu. Ten sam zarzut zwykle mam w stosunku do gwiazd i modelek, które w zdecydowanej większości pytane o sekret świetnej figury odpowiadają "geny". Owszem, są chudzielce z natury, ale to jest ułamek. Z resztą nie trzeba być detektywem, żeby znaleźć w google stare zdjęcie np. Kasi Tusk, czy Keiry Knightley(obie w wywiadach twierdzą, że szczupłe sylwetki to z natury), na których kilogramów miały więcej. Geny sie zmieniły?
    I zawsze tak się zastanawiam, czy to taki wstyd sie przyznać że się o siebie dba i że za idealnym wyglądem nie stoi szczęście a ciężka praca( lub chirurg). Czy chodzi o to żeby "zwykli śmiertelnicy" wzdychali: takiej to dobrze, ma wszystko bez wysiłku?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL