W pogodni za pięknem

5/14/2014
Świat mody i show-biznesu co chwilę połyka nowych zapaleńców - niektórych głaska po głowie i nagradza brawami, innych trawi długo i z niesmakiem, by w końcu wypluć ich równie zielonych, jak przeżutą trawę. Niektórzy ze swojej przygody z modą czerpią korzyści garściami, inni zaś budzą się pewnego dnia z długą listą kompleksów i mentalnych zawirowań. Świat aktorów, modelek, piosenkarzy, celebrytów wymaga bycia na swój sposób idealnym, a przynajmniej nietuzinkowym i wciąż zaskakującym. Nie lubi oczywistości, nudy i stagnacji. Być może to właśnie dlatego obrastanie w zmarszczki przestało być procesem w 100% naturalnym, oczywistym zjawiskiem dotykającym każdego, a stało się porażką, wstydliwą, żenującą, taką, którą czym prędzej trzeba zakamuflować.

http://papilot.mykmyk.pl



Kilka dni temu dodałam na stronie WNW zdjęcie Donatelli Versace z tegorocznej gali MET w Nowym Jorku. Wywołało ono niemałe wzburzenie wśród czytelników zaglądających na facebook'owy profil, lecz patrząc na zniekształconą twarz projektantki, reakcja wydaje się w 100% zrozumiała.

http://www.news.com.au/
Donatella Versace zmieniła już chyba w swojej twarzy wszystko, co tylko można było zoperować, wyszczuplić, odessać i przeszczepić. Efekt końcowy jest wręcz porażający: projektantka mogłaby spokojnie zagrać czarny charakter w horrorze bez żadnej charakteryzacji. Nie mogę przestać się zastanawiać, czy patrząc w lustro Donatella jest zadowolona ze swojej wieloletniej walki o piękniejsze ciało, czy nie żałuje tysięcy dolarów przelanych na konto chirurgów, którzy tak pieczołowicie trudzili się nad jej nową twarzą. Czy gdyby mogła, cofnęłaby którąś operację, a może planuje zainwestować w kolejne?

Jedna z czytelniczek bloga tak oto skomentowała zdjęcie Donatelli:

ostatnio, przy okazji czytania książki "mity o hormonach" trafiło mi się usłyszeć ciekawe zdanie: "bogaci ludzie też mają zmarszczki". I o czym to świadczy? Że nie ma dobrego sposobu na utrzymanie młodości, wymyślne kremy czy operacje mogą tylko trochę odchudzić nasz portfel i ewentualnie zrobić z nas karykatury ludzi... warto się pogodzić z procesem starzenia i nie próbować na siłę nic zmieniać.

Gwiazdy filmowe też mają zmarszczki, a książę William już prawie wyłysiał. Czy gdyby naprawdę istniał magiczny szampon przywracający w tydzień utracone włosy, następca tronu by się o nim nie dowiedział? Przypuszczam, że jemu równie mocno zależy na przyzwoitym wyglądzie, co umięsnionym przystojniakom z reklamy. Tyle tylko, że czarodziejskie preparaty działają dziwnym trafem wyłącznie na tych drugich. W świecie komputerowej korekty i wszechobecnego Photoshopa trudno odnaleźć się ikonom piękna, które zaczynają wkraczać w pomarszczony etap życia. Zapierają się rękami i nogami, by wciąż zachwycać na okładkach pism, uwodzić na ekranie i zdumiewać nienaganną sylwetką podczas premier i bankietów. Walczą z czasem, który był, jest i będzie najsilniejszym przeciwnikiem.

Osobiście nie potrafię zrozumieć fenomenu operacji plastycznych - nie tych, które pomagają poprawić zniekształcone przez naturę ciała, lecz tych zmieniających kompletnie oblicze człowieka. Poddając się nie jednej, a kilkunastu operacjom, pozwalamy cudzym rękom ulepić nas od nowa. Uciekamy od samego siebie do sterylnych gabinetów, skalpelem leczymy obolałe dusze z hipochondrycznych kompleksów. Starzenie się jest przykre, lecz może być szlachetne, ze zmarszczkami można obnosić się z godnością, a uśmiechem przypominać o sile swojej wewnętrznej urody.

W jednej chwili natrafiam na zdjęcie Versace z ulicy Wiązów, by za moment przeczytać informację o panu Stanisławie, który na stadionie wrocławskiego AWF pobił rekord Europy w biegu na 100 metrów w kategorii stulatków. Patrzę na fotografię siwiutkiego biegacza i podziwiam jego każdą pojedynczą zmarszczkę - symbol życia w zgodzie ze sobą i z bezlitosnym czasem.

15 komentarzy:

  1. lubię czytać takie Twoje notki - i życzę Tobie i każdej Twojej czytelniczce tej równowagi życiowej.
    i mam nadzieję, że również na starość będę z uśmiechem patrzeć w lustro, żyjąc w zgodzie ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak pogodna twarz osoby, ktora wiedzie spełnione życie i jest autentyczna w tym co robi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna notka :-) sama o podobnej myslalam... a puenta świetna :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię czytać Twoje przemyślenia. Jesteś z nami szczera, wszystko opisujesz w piękny sposób.
    Osobiście nienawidzę operacji plastycznych, które zmieniają całe oblicze człowieka. Za to szczerze nie mam nic do osób, które przez swoje dziwne ciało muszą cierpieć. Jednak osoba taka jak Donatella nie musiała w sobie niczego zmieniać. Kiedyś patrzyłam na jej zdjęcia sprzed tych wszystkich operacji, nie bardzo teraz pamiętam jak wyglądała, jednak kojarzę to, że swoją urodą mi nie wysadziła serca, ale była zupełnie zwyczajną dziewczyną. I to było w tym piękne.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też czytałam o panu Stanisławie - szacun dla niego, nieważne jak wygląda, ważne, że młody jest w środku.

    OdpowiedzUsuń
  6. http://i.wp.pl/a/f/pjpeg/11663/a-versace.jpg

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląd? Koniec końców przestajemy być młodzi i gładcy. Ważne, by nadal potrafić olśniewać innych wspaniałą osobowością.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku! Jak ja uwielbiam Cię czytać! Jesteś piękna i mądra - chodzący ideał :)
    Z zapartym tchem, czytam każdą Twoją notkę. Z Twoich postów, wypływa.....taka mądrość!

    Ja wychodzę z założenia, że trzeba umieć zestarzeć się z godnością.

    http://caaarolyn.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny wpis!! Niestety wszyscy się zestarzejemy ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. chyba trzeba się pogodzić z upływem czasu..
    Przecież nie możemy być wiecznie młodzi... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. o matko! świetny wpis, kolejny bardzo udany

    wielkie pozdrowienia z Gdyni
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się Twoje zdrowe podejście do tematu, ale zważ na to, że punkt widzenia często zależy od punktu siedzenia. Mam 21 lat i od mniej-więcej 11. roku życia mam ogromny problem z akceptacją swojego rzymskiego nosa. Może to się wydać śmieszne, ale jednego dnia wydaje mi się on zdecydowanie zbyt duży w stosunku do reszty twarzy (która, podobnie, jak reszta mojego ciała, jest "drobna"), a innego - ciekawy, oryginalny, wręcz nawet bym powiedziała, że taki...elegancki. Wiele razy poważnie zastanawiałam się nad rinoplastią i wiele razy byłam o krok od zabookowania konsultacji z chirurgiem. W zasadzie nie wiem, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam - chyba dlatego, że mimo wszystko ten nos mnie wyróżnia, w jakiś sposób definiuje. Powiem tylko, że czasami jest ciężko, bo największy kompleks i jednocześnie najbardziej charakterystyczny aspekt wyglądu noszę dokładnie pośrodku swojej twarzy. Często z niechęcią, ale równie często - z dumą.

    Fajnie się Ciebie czyta :)
    Alex

    OdpowiedzUsuń
  13. Donatella przeraża :O a pan sportowiec - jedno wielkie wow! Chciałabym tak długo żyć,w tak dobrym zdrowiu i formie :)

    a co do starzenia się -byle z godnością. Mam wrażenie,ze ludzie niedowartościowani w pogoni za młodością i pięknem zrobią wszystko...co przeraża- bo nawet po trupach spróbują dotrzeć do nieosiągalnego celu...

    OdpowiedzUsuń
  14. Pieknie to napisalas. We wnetrzu jest piekno. Wiekszosci ludzi stara sie zmienic wyglad swojego ciala, zamiast ukochac wnetrze, wnetrze to my sami, nasza Dusza ktora Jestesmy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL