Kosmetyki, których nie kupisz w Rossmannie

5/25/2014
Jestem zagorzałą fanką kosmetyków i wiem, że kupuję ich o wiele więcej, niż powinnam. Większości skarbów w mojej kosmetyczce  używam bardzo rzadko i pewnie mogłabym się bez nich spokojnie obyć. Po co jednak odmawiać sobie wszelkich przyjemności? ;) Będąc w tak odległym i egzotycznym miejscu jak Japonia, nie mogłam zrezygnować z kupna kosmetyków niedostępnych jeszcze na polskim rynku. 





1. Pure Mineral BB Moist 24 od Maybelline - według producenta jest to krem o barwie i konsystencji podkładu, który nie tylko nawilża i wygładza naszą skórę, ale również: chroni przed szkodliwym wpływem promieni słonecznych, zakrywa rozszerzone pory i dopasowuje się do kolorytu skóry, nadając jej promienny wygląd i naturalny, zdrowy odcień. Jak sprawdził się w rzeczywistości? Ja nie mogę narzekać, ale to żadne zaskoczenie, gdyż jestem wierną fanką kremów BB Maybelline odkąd tylko pojawiły się na półkach w Rossmannie. Podobnie jak produkty dostępne w Polsce, tak i ten sprawdza się na mojej twarzy bardzo dobrze: nawilża i nadaje cerze ładny odcień. Zdecydowanie na plus, aczkolwiek po opróżnieniu tubki wrócę do sprawdzonych BB, które kupowałam w Polsce.

2. Baby Skin Pink Transformer - drugi produkt od Maybelline, na który się skusiłam. W przeciwieństwie do kremów BB, które są dostępne i na polskim rynku, o Baby Skin usłyszałam po raz pierwszy. Przede mną wypróbowała go koleżanka z Rosji i zachęciła do kupna entuzjastyczną recenzją - według niej dorównywał o wiele droższemu odpowiednikowi firmy Mac. Na stronie Maybelline (KLIK) producent zapewnia:
Skin stays glow and hydrated all day
Provide glow effect 
Instantly create natural baby skin 
24-hour hydration 
Light-weighted with smooth texture
Krem ma śliczną, perłową barwę i lekką konsystencję. Początkowo smarowałam nim całą twarz i faktycznie dobrze nawilżał, jednak w słońcu skóra błyszczała się aż za bardzo. Obecnie krem funkcjonuje u mnie jako rozświetlacz, który nakładam na kości policzkowe i pod oczy. 


3. Pomadka od Nivea - kompletny niewypał. Zawsze lubiłam balsamy do ust Nivea, dlatego skusiłam się na ten różowy wynalazek znaleziony w Japonii. Niestety nawilża słabo, krótko utrzymuje się na ustach, a kuszącej woni truskawek i czekolady trzeba się mocno domyślać. 

4. Maseczka z wyciągiem z kwiatu wiśni - tutaj również nie będzie pochwalnych peanów. Maseczka nie jest zła, ale po jej zastosowaniu nie poczułam na skórze żadnej różnicy. Bez żalu pozostanę przy cudnie pachnących odpowiednikach naszej polskiej marki Ziaja, które kupuję regularnie za niecałe dwa złote.

10 komentarzy:

  1. A spotkałaś się w Japoni z "prawdziwymi" azjatyckimi kremami BB? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre pytanie. Zaglądając tutaj, by sprawdzić jakie kosmetyki przywiozłaś z Japonii, spodziewałam się ujrzeć jakiś "prawdziwy" krem BB

      Usuń
    2. Znalazłam wiele azjatyckich kremów BB, ale mówiąc szczerze po wypróbowaniu testerów żaden mnie nie zachwycił, za to ich cena odstraszyła.

      Usuń
  2. Dosyć ciekawa opinia, bo jak na razie słyszałam same dobre rzeczy o tych kremach, ale to tylko kolejny dowód na to, że nie ma rzeczy, która pasowałaby każdemu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Eeee..... Powiem tylko bardzo slaby wpis.....to nie ma nic wspolnego z prawdziwymi japonskimi kosmetykami/markami. Ale wiem ze
    To modny temat w blogosferze obecnie wiec trzeba pisac.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, nie są to japońskie marki (oprócz maseczki), dlatego postanowiłam zmienić tytuł, aby nie wprowadzał czytelnika w błąd. Osobiście wydawało mi się ciekawe, jakie produkty znanych w Polsce marek pojawiają się zagranicą, ale rozumiem, że mogłam się pomylić :) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Będąc w Japonii kupujesz Maybelline? Wiem, że to może wersje dostępne tylko na rynku azjatyckim, ale mimo wszystko, kremy BB azjatyckich marek są i tak o wiele lepsze, poza tym jest tyle ciekawych rzeczy do pielęgnacji, których u nas próżno szukać, wszelkie lotiony do twarzy, olejki do demakijażu i inne...A z maseczek typu sheet mask polecam zdecydowanie SK-II, albo tajwańską markę My Beauty Diary, efekty naprawdę widać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy następnej wizycie w Tokio naprawię swój błąd i zainwestuję w azjatyckie BB :)

      Usuń
  5. a ja nie będę narzekać, super post! raczej nie kupię nic z tych rzeczy, ale bardzo dobrze się czyta opinie innych :) miło "pogadać" z innymi dziewczynami o kosmetykach. U mnie w (już tylko 31 dni, yaaaaaaaaaaaaaaay!^^) próżno szukać dziewczyn do tematów właściwie zwyczajnych... Cały czas tylko melanże, ile która wypiła, z kim i ile razy się "przelizała"...

    OdpowiedzUsuń
  6. wspaniały blog , zapraszam do mnie ! :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL