Odkrywając nowe smaki

2/23/2014
Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, jestem absolutną fanką japońskiej kultury kulinarnej. Mam bzika na punkcie sushi i nie było jeszcze dnia od mojego przylotu, w którym odmówiłabym sobie porcji tego smakołyku. Mieszkam tuż obok jednego z najpopularniejszych barów "łódeczkowych" (tzw.回転寿司 kaiten-zushi) dzielnicy Shibuya i jednocześnie jednego z najtańszych. Dla porównania - zestaw na poniższych zdjęciach (8 kawałków) wyniósł mnie tyle, ile musiałabym zapłacić za 3-4 jabłka. Nie muszę chyba dodawać, że sushi, które możemy spróbować w Polsce nie umywa się jakością ryżu oraz świeżością składników do tego, jakie serwują bary w Tokio. 






Najlepsze w tutejszych barach sushi jest to, że najtańszą opcją są tzw. nigiri, czyli plastry ryb i owoców morza ułożone na porcji ryżu. W Polsce bardziej opłaca się zamówić zwijane maki wypełnione różnymi dodatkami. Porcja nigiri z łososiem w przeciętnej polskiej restauracji to koszt minium 12 zł. Cena w barze, do którego codziennie zaglądam to około 3,50 zł! Widać różnicę? ;-) Dodatkowym plusem jest oczywiście niezwykle urozmaicone menu - w Japonii spróbujemy ryb i owoców morza niedostępnych w naszym kraju. Wśród moich ulubionych, niecodziennych smaków znajdują się:
tamago, czyli japoński słodki omlet (na zdjęciu powyżej)
anago, czyli węgorz japoński polany słodkim sosem (środkowa fotografia)
inarizushi, o których pisałam przy okazji śniadań w Japonii (KLIK)
negitoro gunkan, które możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu obok łososia (oczywiście surowego). Ryż owinięty jest plastrem nori, a na wierzchu znajduje się tłuste mięso z tuńczyka posypane zieloną cebulką.

O sushi mogłabym rozpisywać się godzinami, lecz to nie ten słynny przysmak jest bohaterem dzisiejszego postu. Kuchnię japońską można odkrywać bez końca, zawsze znajdzie się jakiś nietypowy składnik czy zaskakujące połączenie smaków. Restauracje i bary wyrastają na ulicach miasta, jak grzyby po deszczu, co kilka kroków mamy szansę zajrzeć do innego miejsca i spróbować całkowicie odmiennych potraw. Jako, że odwiedzam Tokio już po raz czwarty w życiu, wiele kulinarnych zagadek udało mi się wcześniej rozwikłać. Mam już swoje ulubione przysmaki odkryte przed latami, do których wracam z wielkim entuzjazmem, jednak i tym razem poszukuję nowych doznań i właśnie tymi chciałam się dziś z Wami podzielić. 


NOWE SMAKI NA JAPOŃSKIM TALERZU 


1. ピザまん・カレーマン pizaman/kareman

slice.seriouseats.com
http://3.bp.blogspot.com/
Zdjęcie tych pszennych bułeczek gotowanych na parze wywołało niemałe entuzjazm na wieszakowym fanpage'u. Ciasto przypomina w smaku nasze swojskie pampuchy, choć w przeciwieństwie do polskiej potrawy, jej azjatycki odpowiednik nie jest serwowany na słodko, lecz nadziewany mięsem. Bułeczki zakupiłam w sklepie 7-Eleven - pierwszą o smaku pizzy (w środku znajduje się ser żółty, warzywa, mięso wołowe, sos pomidorowy), drugą z nadzieniem o smaku curry. Koszt jednej bułki to ok. 3 zł, sprzedawane są przy kasie i serwowane na ciepło. 


2. たこ焼き takoyaki

http://nihonmachinites.com/

O tej potrawie słyszałam wielokrotnie, lecz dopiero wczoraj odważyłam się ją wypróbować po namowie koleżanki, z którą spacerowałam po Harajuku. Ustawiłyśmy się w długiej kolejce do kasy i cierpliwie czekałyśmy na swoją kolej, obserwując niezwykle ciekawy sposób przygotowywania takoyaki (filmik powyżej). Kiedy wzięłam do ust pierwszy kawałek ciasta, zalała mnie fala prawdziwej rozkoszy. Niebo w gębie! Po czterech kulkach żałowałam, że postanowiłyśmy udawać grzeczne modelki przestrzegające diety i zamówiłyśmy jedną porcję na pół...

Takoyaki (jap. たこ焼, 蛸焼 lub たこやき?) – potrawa japońska. Przygotowuje się ją z ciasta i ośmiornicy. Podaje się w formie kulek o średnicy około 3-5 cm. Sposób jedzenia takoyaki zależy od regionu Japonii. W regionie Kinki tradycyjnie używa się długich wykałaczek w Tokio natomiast spożywane są przy pomocy pałeczek. Pierwotnie potrawa była przyrządzana w formie zbliżonej do szaszłyku. Kulki nabijano po 3 na bambusowe patyczki. W takiej formie takoyaki nadal są sprzedawane w Seto, w prefekturze Aichi. Dziś jednak na wykałaczkę zwykle nabija się 2 kulki. Ogromna liczba stoisk (yatai) sprzedających takoyaki znajduje się w Osace. Podczas Hatsumōde czy też wielu japońskich festiwali pojawia się mnóstwo mini-barów yatai (często ruchomych) serwujących takoyaki, yakitori, czy też okonomiyaki. Większość z nich specjalizuje się w daniach na wynos, choć można znaleźć i takie, które oferują własne miejsca do spożycia posiłku. Ostatnio coraz więcej pojawia się firm specjalizujących się w takoyaki. Można je często spotkać blisko wejścia w supermarketach. W Osace potrawa ta cieszy się niesłabnącą popularnością. Istnieje nawet powiedzenie, które mówi: W Osace najlepszym narzędziem służącym do wydania córki za mąż jest talerz takoyaki. ŹRÓDŁO


3. かぼちゃプリン pumpkin pudding 


http://livedoor.blogimg.jp
Japończycy kochają dynię, podobnie jak ja ;-) Z wielkim entuzjazmem odkryłam, że mój ulubiony gatunek Hokkaido jest tutaj dostępny również zimą! W supermarkecie możemy dostać ponadto dynię w tempurze (czyli obtoczoną specjalnym ciastem i smażoną w głębokim tłuszczu, mniam!), dyniowe desery i puddingi, a nawet limitowaną edycję dyniowych Häagen-Dazs'ów! 


4. 抹茶ラテ  matcha latte


http://sororiteasisters.com
Połączenie zielonej herbaty matcha i ciepłego mleka podbiło moje serce. Przepyszna okazała się propozycja od Starbucksa, a także zalewane wrzątkiem saszetki z gotową mieszanką, które przygotowuję sobie każdego poranka.


5. 枝豆 edamame


http://3.bp.blogspot.com/
Jakim cudem Japończycy mogą być otyli, jeśli nawet ich przekąski do piwa obfitują w białko, błonnik, kwasy omega-3, kwasy tłuszczowe i mikroelementy?! Kiedy nastolatki w Polsce pochłaniają trujące paczki czipsów, w Tokio do piwa serwuje się m. in. edamame, czyli strąki młodej fasolki sojowej, gotowane w wodzie i posypane solą. Ja co prawda zajadałam się nią bez dodatku alkoholu, ale i tak gorąco polecam ;-)

24 komentarze:

  1. Czytając Twój artykuł stwierdzam, że Japończycy żywią się zdrowo, choć typowych ich dań nie próbowałem jeszcze, bo nie miałem okazji :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Matcha latte musi być pyszna...A te nadziewane bułeczki to raczej inspiracja zaczerpnięta z kuchni chińskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak smacznie! Takich postów powinni Ci zakazać. Serio. Dynia,herbata,fasolka,lody i inne japońskie cudowności....<3 Smacznego dnia Marto!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Ci tego Tokio...Tyle smaków do wypróbowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zazdroszczę. A o istnieniu tych bułeczek nie miałam nawet pojęcia. Z chęcią bym tego wszystkiego spróbowała :)

      Usuń
  5. Mam nadzieje, ze kiedys bede miala okazje wyjechac na kontrakt do Tokio, tyle pysznosci, ze chyba przed wyjazdem trzeba schudnac z 5 kg haha:D

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam sushi,ale już to że japończycy jedzą delfiny to już nie :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Za takoyaki nie przepadam, ale matcha latte i edamame pycha! I jeszcze zrobiłaś mi ochotę na tempurę haha

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciężko się nauczyć jeść pałeczkami?

    OdpowiedzUsuń
  9. bułeczki na parze o których piszesz są z Chin można je tam dostać na każdym kroku nie tylko w 7 eleven i full time. Swoją drogą jest w Japonii sieć sklepów full time?(praktycznie identyczne co 7 eleven)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że to wynalazek z Chin. Zaznaczyłam to na fanpage'u pod zdjęciem ;)
      W Japonii jest całe multum convenience store otwartych 24/h: 7-Eleven, Family Mart, Sunkus, Mini Stop, Lawson... Praktycznie w każdym z tych sklepów można zakupić przedstawione powyżej bułeczki.

      Usuń
  10. Chciałabym kiedyś odwiedzić Tokio i popróbować ich specjałów...

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem Ci że tym wpisem wzbudziłaś we mnie taką zazdrość, że aż mi wstyd ;p
    Ukochane sushi za grosze? Kulki z ośmiornicy? i fasolka edamame do pochrupania? Chcę wszystko! A tą dynią to już mnie dobiłaś kompletnie. Pamiętam, że jak byłam w Nowym Jorku to akurat miałam obsesję na punkcie masła orzechowego i niesamowicie podobało mi się że tam z masłem orzechowym mieli dosłownie wszystko. Widzę że w Tokio podobnie jest z dynią. Biorąc pod uwagę że aktualnie to właśnie dynia jest moim nowym żywieniowym uzależnieniem, byłabym chyba w niebie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. nie jadłem jeszcze nigdy nic z tego co tutaj przedstawiasz .. :)
    Pewnie musi być mega smaczne

    OdpowiedzUsuń
  13. Zazdrość zazdrością, ale ja Ci życzę wspaniałych wspomnień i chwil spędzonych w Tokio! Korzystaj z pobytu i wyciśnij z niego jak najwięcej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ile kosztują te lody?bo ja w chinach kupuje przeliczajac na polskie to 15zł.za mały kubek..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 15 zł?! Jestem w szoku! Tutaj mały kubek wychodzi za 6 zł...

      Usuń
  15. Cześć, mam do Ciebie pytanie :)
    Zastanawiałam się dzisiaj po co (dlaczego?) topmodelki światowej sławy, chociażby Anja Rubik, w ogóle są w agencjach? Czy nie prościej byłoby, gdyby klient kontaktował się bezpośrednio z managerem konkretnej dziewczyny (bo przecież takie gwiazdy na pewno ich mają)?
    Czy jest tak, że kiedy klient chce zaangażować chociażby Anję Rubik do jakiegoś projektu, to kontaktuje się z jej agencją? Po co, skoro taka modelka może pozwolić sobie na odrzucenie jakiejś propozycji, bo na przykład coś jej nie interesuje lub w tym czasie realizuje inny projekt. Kontakt klient-topmodelka jest prowadzony przez agencję czy jej managera?
    I jeszcze jedno pytanie, czy topmodelki chodzą na castingi? Nie wyobrażam sobie, kiedy do castingu staje początkująca modelka oraz chociażby JAC, przecież w takiej sytuacji niedoświadczone dziewczyny chyba nie mają szans (chyba, że akurat taka jest wizja projektanta, że chce nowych twarzy, ale nie o taką sytację pytam)?
    Pozdrawiam Cię serdecznie, niesamowicie lubię tu wchodzić, bo jesteś taka normalna, bliska dla czytelnika i swojska (w tym kontekście to komplement ;)), a jednocześnie pracujesz w tym "wielkim świecie mody" i przybliżasz różne nurtujące nas kwestie. Trzymam kciuki za Twoje sukcesy!
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Co do kwestii castingów, to faktycznie nie mamy co liczyć na spotkanie tam Anji Rubik czy Magdy Frąckowiak. Top modelki nie potrzebują pokazywać się klientom, gdyż są rozpoznawalne wśród najważniejszych ludzi z branży - praca ich polega głównie na zleceniach zagranicznych, tzw. direct bookingach. Mając wyrobione nazwisko, stają się swego rodzaju marką samą w sobie. Podobnie, jak w przypadku znanych aktorów - Bradt Pitt lub Meryl Streep raczej nie będą próbować swoich sił na castingach ;)

      Jeśli zaś chodzi o pierwszą część pytania, niestety nie będę w stanie na nią odpowiedzieć, gdyż nie jestem topmodelką i nie mam pojęcia, jak funkcjonują relacje między prawdziwą gwiazdą agencji a jej szefem/bookerem. Przypuszczam jednak, że dla topmodelek to zaufana osoba w agencji jest głównym menagerem i ona zajmuje się jej sprawami zawodowymi. Wszystkie top modelki, łącznie z Adrianą Limą czy Karlie Kloss, są reprezentowana przez konkretne agencje.

      Usuń
  16. takie zdjęcia zawsze sprawiają, że mam ochotę sprawdzić ceny biletów lotniczych... zdecydowanie podzielam miłość do dyni. czy dużo potraw jest w wersji bezmięsnej? wróciłam ostatnio z Izraela i podbiło moje serce to, że tam raczej mięsa trzeba się naszukać niż wegetariańskich dań, odwrotnie niż na przykład we Francji, gdzie czasem w restauracji musiałam się zadowolić 'talerzem warzyw'. napisz proszę, jak smakuje matcha, zastanawiam się, czy pasowałaby do mleka ryżowego.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Japończycy przez wiele lat nie jadali w ogóle mięsa, stąd zamiłowanie do ryb i owoców morza, wynikające poniekąd z tradycji. Mięsożercy bez problemu znajdą coś dla siebie, jednak ja odkąd tu przyleciałam "niechcący" przeszłam na wegetarianizm.

      Niestety nie potrafię opisać smaku herbaty matcha - jeśli pijasz zwykłą zieloną herbatę, to ta jest o wiele bardziej intensywna i w zależności o tego, ile proszku wsypiesz do kubeczka, możesz dozować ostry smak i gorzką nutę. Przypuszczam, że skoro w Starbucksie przygotowywana jest matcha latte na mleku sojowym, to i z ryżowym powinna dobrze smakować ;) Grunt, żeby taką miksturę dobrze dosłodzić, bo sama herbata jest raczej gorzkawa, a mleko w połączeniu z nią bez wyrazu.

      Usuń
  17. Uwielbiam sushi, edamame i "grzeszną" tempurę <3

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL