Piękna klasyka

10/30/2013

"Zawody 24h" - życie i praca modelki

10/28/2013
Wczoraj o 13:20 na antenie TVN Style miała miejsce premiera odcinka programu Zawody 24h, do którego zostałam zaproszona kilka miesięcy temu. Pół godziny spędzone w studio nagraniowym zostało skondensowane do trzech krótkich wypowiedzi. Ci, którzy czytają blog od dłuższego czasu wiedzą, że moim głównym celem jest obalenie mitów, narastających wokół profesji modelki. Dementuję plotki o połykaniu wacików, zaprzeczam teorii o niemoralnych propozycjach, dzięki którym dziewczyny pną się na sam szczyt. Podczas spotkania z kamerą TVN Style pozostałam wierna swoim przekonaniom i konsekwentnie udowadniałam, że modelki potrafią jeść zdrowo, są rozsądne i pracowite. Niestety te wypowiedzi nie znalazły się w programie. Przegrały z sensacjami produkowanymi przez inne modelki, opowiadającymi o tygodniowych głodówkach, podczas których dziewczyny rzekomo piją tylko wodę z cukrem. Cóż, takie prawa telewizyjnego show. Być może to ja na swojej drodze spotykałam nietypowe modelki - takie, które nie stosowały diety, a zamiast tego po prostu jadły zdrowo. Takie, które miały poukładane w głowie, studiowały trudne kierunki, miały wieloletnich partnerów i były bardzo rodzinne. Niestety oglądając program odniosłam wrażenie, że żadne mity nie zostały obalone, a raczej uwypuklone i mocno podkreślone. Mimo wszystko zapraszam Was oczywiście do obejrzenia, prosząc jednocześnie, byście nie wysuwali zbyt pochopnych wniosków. To, co na pewno wydało mi się istotne, to zaznaczenie, jak trudną mamy pracę - pozowanie latem w futrach, zimą w bikini na zamarzniętej plaży, ciągłe podróże, spanie na walizkach, a to wszystko za (najczęściej) niewielkie lub żadne pieniądze. Faktycznie nie możemy ingerować w swój wygląd zewnętrzny bez zgody agencji - robić tatuaży, zmieniać koloru czy długości włosów. Tak, imprezujemy, o tym zresztą pisałam dużo wcześniej i faktycznie można to robić na tyle często, by zapomnieć, w jakim celu pojechałyśmy zagranicę. Oglądając program możemy również podpatrzeć, jak wygląda casting do pokazu w Warszawie - na tym castingu byłam (w tle zresztą widać moje buty haha) i potwierdzam, że kamera nie kłamie ;) Dziewczyn przychodzi naprawdę sporo, czekamy w jednym pomieszczeniu, by w końcu ustawić się w długiej kolejce i ostatecznie pokazać Kasi Sokołowskiej. Patrycja, oprowadzająca nas po świecie modelingu, tłumaczy również, czym są książka, polaroidy, pokazuje, gdzie zatrzymują się modelki, przyjeżdżające na castingi spoza Warszawy. 

Podsumowując, nie uważam, że program oddaje w pełni rzeczywisty obraz modelingu, ale trudno byłoby to osiągnąć w zaledwie 30 minut. Bardzo uśmiałam się za przy fragmencie o najdziwniejszych pracach i największych wpadkach modelek. W niektóre pomysły stylistów, projektantów czy fotografów naprawdę ciężko uwierzyć! Ciekawi mnie, czy Wy oglądaliście, a jeśli tak, to jakie są Wasze opinie?

Odcinek powtórkowy dzisiaj o 19:20 ;-)





One day with me

10/24/2013
Jest piękna, śmiała, przebojowa i nowoczesna, a mimo tego trudno się w niej zakochać. Niektórzy wpadli w nią jak przysłowiowe śliwki w kompot, wpadli po uszy, głęboko i na długo. Można zatracić się w jej mięsistym wnętrzu, zgubić w labiryncie nieoznakowanych dróg. Kusi chłodem, mrowiącym pośpiechem, tanim piwem z "happy hours", wysublimowanym blaskiem gwiazd. Pełna skrajności, przeciwności, niezgody i kontrastów. Znienawidzona i pożądana. Ostra i rozmyta. Gorzko-kwaśna, choć dla niektórych słodka niczym beza. Nie owija w bawełnę, zrzuca ludzi prosto z mostu. Jeśli ją pokochasz, może kiedyś odwdzięczy się tym samym, ale nie licz na jej litość, nigdy nie licz na jej łaskę.
Bardzo ładnie wychodzi na zdjęciach, bardzo lubi być fotografowana.
One day with me. 
Królowa Warszawa.




Przykładowy jadłospis

10/23/2013

    Śniadanie:
    • garść płatków Just Fit Błonnik 
    • amarantus
    • owoce goji 
    • suszona żurawina i śliwki
    • prażone orzeszki sojowe
    • cynamon
    • opakowanie Jogobelli light o smaku pieczonego jabłka 




    Czy modelka to aktorka?

    10/22/2013
    Do napisania tego postu zainspirowała mnie wczorajsza rozmowa z Natalią, którą przeprowadziłyśmy przy okazji tworzenia make-upu do sesji z Tomaszem Haczykiem. Jako utalentowana makijażystka, Natalia doskonale rozumie, jak bardzo kilka pociągnięć pędzla może odmienić wizerunek człowieka i jak silnie taka zmiana potrafi wpłynąć na nasze samopoczucie. W dosłownie kilka chwil możemy wypięknieć, dorosnąć, a przede wszystkim przeobrazić się w kogoś zupełnie innego. Udany makijaż to moim zdaniem taki, który pomoże modelce wczuć się w daną rolę, nie wypłucze z twarzy ani kropli piękna, ale rozświetli ją nowym, świeżym blaskiem. 

    Dobra modelka to dobra aktorka.
    Wczuć się w daną rolę - zadanie aktorskie, które każda modelka ma do wykonania podczas sesji zdjęciowej. Zamysł fotografa musi znaleźć odzwierciedlenie w pozach, które zaproponujemy, mimice twarzy, którą będziemy pracować. Lubię, kiedy przed sesją fotograf pokazuje swoje inspiracje, pewne schematy, na jakich mniej więcej pragnie się wzorować. To ułatwia mi zadanie jako modelce-aktorce, gdyż wiem, jak do takiej sesji przygotować nie tylko ciało, ale i duszę. Zmysłowy wamp czy zwariowana nastolatka - sam makijaż i ubranie nie wystarczy, by zdjęcia oddały cały bagaż emocji, które fotograf chciał poprzez nie ukazać. Modelka musi ograć każdą sytuację, każdy ciuch i każdą stylizację. Mrozić spojrzeniem, kusić uśmiechem, zmieniać się na każdym zdjęciu wręcz nie do poznania. Wchodzenie w różne role jest trudne, czasem nawet bardzo. Im mniej czujemy dany klimat sesji, tym gorzej pracuje się przez obiektywem. Osobiście uwielbiam zdjęcia absolutnie klasyczne, najlepiej czarno-białe, bardzo proste i surowo piękne. Nie czuję się swobodnie w pstrokatych stylizacjach, ogniście barwnym makijażu i udziwnionych włosach. Nie lubię zadań aktorskich typu "skacz na trampolinie i udawaj, że się śmiejesz", ale każdy pomysł musi zostać wykonany, nie mogę tupnąć nogą i powiedzieć "tego nie chcę". Oczywiście nie musimy godzić się na sesje, które nam w jakikolwiek sposób uwłaczają lub nas onieśmielają, ale o tym pisałam wiele postów wcześniej. Czasami fotograf wymaga od nas wybitnych zdolności aktorskich, lecz należy pamiętać, że nie jesteśmy po zawodowej szkole, grania przed kamerą uczymy się wyłącznie poprzez zdobywanie doświadczenia na kolejnych sesjach. Niektóre dziewczyny mają "to coś" od samego początku, z niezwykłą lekkością grają i pozują, wchodzą w zaskakujące postaci niezależnie od tematu. Niektóre są bardziej nieśmiałe, niepewne swojego ciała, poruszają się więc ostrożnie, boją przesadzonych gestów. Jeśli należycie do tej drugiej grupy, nie przejmujcie się krytyką - każda z nas ma prawo nauczyć się zawodu, każdej należy się prawo do zdobycia doświadczenia i ulepszania gry aktorskiej metodą prób i błędów.

    Nauka gry przed obiektywem aparatu często przeradza się w płomienną miłość do kamery - wiele popularnych aktorek zaczynało kariery jako modelki na wybiegu.








    Czy modelka ma kompleksy?

    10/17/2013
    Modelka to przede wszystkim młoda kobieta, więc kompleksy są odgórnie wpisane w jej naturę. W jednym z poprzednich postów zadałam sobie pytanie, czy modelka ma być piękna? Musi być na pewno charakterystyczna i charyzmatyczna, w tej pracy nieodzowny jest bowiem nie tylko wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim urok osobisty, czar, powab i naturalna świeżość. Są modelki zjawiskowo piękne, są modelki ciekawe, intrygujące, są i te pozornie nieatrakcyjne, które na wybiegach hipnotyzują najbardziej. Zarówno klasyczne boginie, jak i chłopczyce o niestandardowych rysach mogą borykać się z wieloma kompleksami.


    Lindsay Wixon
    W szkole wyśmiewano moją szparę między jedynkami. Była pewna grupka dziewczyn, które nazywały ją miejscem parkingowym... Czułam się za wysoka i za szczupła. To był najgorszy czas w moim życiu. Na szczęście, to się zmieniło. Modeling pomógł mi zbudować pewność siebie.

    Lily Cole
    Pamiętam, że w szkole czułam się bardzo niepewnie. Kiedy poznawałam kogoś nowego, myślałam, że mnie nie polubi ze względu na rude włosy. Naprawdę tak było! Wiem, to absolutny absurd, ale do wyśmiewania się z ich ognistego koloru posuwali się nawet nauczyciele. Nie czuli się winni, przecież nie mogli zostać oskarżeni o rasizm.

    Chanel Iman
    Od zawsze byłam krytykowana za swój wygląd. Wcześniej, gdy ciągle słyszałam, że jestem za chuda i za wysoka, nie potrafiłam docenić tego, co otrzymałam w darze od Boga. Na szczęście w końcu zrozumiałam, że moja figura to dla mnie błogosławieństwo i pokochałam siebie.

    Rosie Huntington-Whiteley
    Gdy byłam nastolatką dokuczano mi z powodu moich ust. Bo były bardzo duże, w przeciwieństwie do piersi... Miałam przezwisko 'rybie wargi' i chłopcy nie chcieli się ze mną umawiać. (źródło)

    Karolina Kurkowa
    Dawniej byłam wyższa od wszystkich chłopców, nosiłam długie spodnie, by nikt nie patrzył na moje nogi. Byłam w centrum uwagi, ale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Miałam wielkie zęby i nigdy się nie uśmiechałam. Nie czułam się dobrze z moim ciałem.
     
    Helena Christensen
    To nie jest tak, że budzę się rano i mówię sobie: Jestem doskonała, nie muszę nic robić. Modelki mają większe kompleksy niż normalne kobiety. Ten zawód sprawia, że każda niedoskonałość ciała to poważny problem - mówi w wywiadzie dla Daily Telegraph. Znam wiele młodych modelek i one wręcz zadręczają się wymyślonymi problemami. Nie radzą sobie też ze starzeniem się. Po latach widzę, że normalne kobiety często czują się w swoich ciałach znacznie lepiej niż najszczuplejsze supermodelki - dodaje. (źródło)

    W swojej pracy jesteśmy oceniane przez pryzmat wykonanych zdjęć - dobrego portfolio, profesjonalnych polaroidów. Tego, jak się poruszamy, jak chodzimy, w jakiej kondycji są nasze włosy, skóra i paznokcie. Dążymy do ideału, by móc zarabiać na życie - wszystko kręci się wokół problemu wyglądania jak najlepiej. Nie można pojawić się na castingu ubraną w byle łachy, nie można pokazać się klientom niewyspanej po imprezie. Pierwsze zmarszczki wokół oczu, sina cera, wredne pryszcze - wszystko to może przekreślić nasze szanse na kolejną pracę, a przecież wiele dziewczyn modelingiem zarabia na zwyczajne życie. Ta ciągła walka, porównywanie się z innymi, kontrolowanie wagi, może wpędzić nas w kompleksy bardziej niż podpieranie ścian na szkolnej imprezie. Osobiście czuję się 100 razy bardziej atrakcyjna, kiedy wracam z wyjazdu do domu, do Polski. Szczupła sylwetka i długie nogi stają się na ulicy moim znakiem rozpoznawczym, nie ginę w tłumie setki innych chudzin. Łatwiej poczuć się ładną, kiedy nie otacza mnie na castingu trzydzieści o niebo piękniejszych dziewczyn. Oglądanie zdjęć, na których dzięki pomocy fotografa, stylisty, makijażysty i Photoshopa wyglądamy jak milion dolarów, z pewnością pomaga uwierzyć w swoje możliwości, udana sesja czy pokaz mody umacniają pewność siebie, jednak ja nieuleczalnych kompleksów mam co najmniej kilka, a modeling na pewno ich nie załagodził. 


    Oczywiście są dziewczyny, które kompleksów nie posiadają i szczerze mówiąc takowych naprawdę mieć nie powinny... ;-)


    Feel better, pose better, be better

    10/15/2013

    Na talerzu modelki: sałatka z dynią i serem feta

    10/14/2013
    Wczoraj upiekłyśmy z mamą dynię i wszyscy zakochaliśmy się w jej cudownym, słodkim smaku i soczystym kolorze. Chciałam ją zmiksować na jesienne puree, ale okazała się tak pyszna, że powstała z niej sałatka - z tego, co akurat znalazłam w lodówce, a jak wiadomo takie spontaniczne dania "resztkowe" wychodzą zawsze najlepiej ;-) 

    Dynia pochodzi z Ameryki Środkowej. W Polsce popularnie zwana była banią. Historia dyni sięga czasów starożytnych – słynny wódz, polityk i wielki smakosz Lukullus (117–56 r. p.n.e.) podawał na swoich słynących z przepychu ucztach dynię smażoną w miodzie. Uczeni greccy podawali natomiast świeżo utartą dynię zalaną winem jako środek przeciw zaparciom.

    Czy modelka ma być piękna?

    10/13/2013
    Modelka, wiadomo, chuda, wysoka, o niebanalnej urodzie. Twarz, która elektryzuje, przyciąga wzrok i nie daje o sobie zapomnieć. Czy to oznacza, że twarz każdej modelki jest nieskazitelnie piękna? To kwestia zdecydowanie sporna i dyskusyjna. 

    Moim zdaniem przynajmniej połowa topmodelek to wychudzone brzydactwa, przypominające bardziej młodych chłopców, niż ponętne kobiety. Podświadomie ustaliłam sobie podział modelek na dwie zasadnicze grupy: modelki, które mogłyby iść w pokazie Victoria's Secret, czyli takie, za którymi na ulicy obejrzy się każdy mężczyzna oraz te, które brylują na wybiegach najsłynniejszych projektantów, zaskakując ciekawą (czasami aż nazbyt) urodą. 

    Oczywiście każdy człowiek ma inne wyobrażenie na temat piękna, dlatego nie będę nikogo przekonywać, że Lily Cole to brzydkie kaczątko. Dlaczego jednak tak wiele "brzydkich" modelek ląduje na liście najlepiej opłacanych dziewczyn w branży, z rekordową liczbą pokazów na koncie? Nie jest żadną tajemnicą, że większość mężczyzn związanych z branżą mody kocha kobiety, ale inaczej. Nieliczne są przypadki heteroseksualnych projektantów, na palcach jednej ręki można policzyć stylistów, którzy nie byliby gejami. Gej najlepszym przyjacielem kobiety był, jest i będzie na wieki wieków amen. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Trzeba jednak przyznać, że mężczyzna hetero szuka w płci pięknej innych atrybutów urody: patrzy na długie nogi, zgrabny tyłek, jędrne piersi. Kobieta ma być kobietą, matką, żoną i kochanką. W świecie mody mały biust jest na wagę złota, pośladki dziewczyn spłaszczone, biodra szerokie jak u nastoletnich chłopców. Pamiętam, jak czułam się zrzucając 10 kg, by móc ponownie przejść przez bramy modelingu: każdy ubywający centymetr odbierał mi cząstkę seksapilu, umożliwiając pracę jako wieszak na wybiegu.

    Najlepszą kwintesencją zasad rządzących światem mody była dla mnie rozmowa zasłyszana ostatnio podczas wizyty w agencji:

    - Ta X jest po prostu najbardziej zajebista!
    - Proszę cię, ona jest koszmarnie brzydka.
    - Jako dziewczyna jest koszmarnie brzydka, ale jako modelka jest najbardziej zajebista.


    Hello, angel

    10/11/2013
    Zostałam białowłosym aniołkiem.
    Nigdy wcześniej nie farbowałam włosów - nigdy nawet nie używałam szamponetek i tego typu tymczasowym udziwnień - a mimo to, kiedy w agencji padło hasło "zmieniamy włosy na Sashę Luss", zgodziłam się bez wahania. Zmiany pragnęłam od dawna, chodziło za mną ciągle farbowanie na jaśniejszy blond, ale sama nigdy nie zdecydowałabym się na tak drastyczną zmianę. No bo umówmy się - pierwsze farbowanie w życiu powinno przebiegać co najmniej łagodnie, przyzwyczaić nas do subtelnych zmian i stopniowo uzbrajać w odwagę do odważniejszego kreowania wizerunku. Tymczasem moje ciemno-blond pasma znikały w zastraszającym tempie pod cuchnącym chemią mazidłem, nakładanym wprawną ręką fryzjera. Już po kilkunastu minutach mogłam z przerażeniem obserwować, jak naturalny kolor wycofuje się, ustępując miejsca nowemu. Włosy jaśniały z każdą chwilą, a ja nie mogłam już nic na to poradzić. Wypiłam więc kawę, zapaliłam papierosa i czekałam, aż na mojej głowie zakończy się prawdziwa rewolucja.
    Po raz pierwszy siedziałam u fryzjera jak na szpilkach, a jego fotel wydawał mi się straszniejszy niż ten dentystyczny, choć obecność mojego bookera, Marko, dodawała mi otuchy ;-) Wirtuoz włosów, fryzjer Piotrek, dbał o to, by fryzura nie tylko wyglądała tak, jak planowaliśmy, ale przede wszystkim pozostała zdrowa. Oprócz farbowania miałam okazję skorzystać ze świetnego zabiegu regenerującego włosy, na który z pewnością będę zgłaszać się do Piotrka raz lub dwa razy w miesiącu. W salonie kupiłam też profesjonalne kosmetyki - szampon oraz odżywkę - dzięki którym moje włosy mają pozostać gładkie w dotyku i dobrze nawilżone. 


    Efekt koloryzacji? Nie mogłam poznać siebie w lustrze! Zmiana jest naprawdę ogromna i wciąż próbuję się do niej przyzwyczaić (pisząc do Was teraz, odbijam się na ekranie laptopa i co chwilę łapię się na tym, że nie wiem, kogo widzę!). W agencji wszyscy zachwyceni, znajomi mocno zaskoczeni, rodzice jeszcze mnie nie widzieli, a ja sama...? No cóż, nie najgorzej zostać aniołkiem, prawda? 



    Koloryzacja, podcięcie końcówek i maska regeneracyjny - SALON FRYZJERSKI HAIR ROOM

    SÝN Magazine

    10/07/2013
    Odpowiednie wybory, słuszne decyzje. Czy ktokolwiek z nas byłby w stanie przewidzieć, kiedy odpowiedzieć nie, a kiedy postawić na tak? Czy każdy nasz młodzieńczy, nie naznaczony doświadczeniem osąd jest niczym gra w rosyjską ruletkę: trafisz - wygrywasz nowe życia, przegrasz - zaprzepaściłeś wszystko. Odbijam się od głuchych ścian poczekalni, w której umieściłam samą siebie. Czekam na jakiś znak, czekam na cichy uśmiech losu, niewidzialny palec, który popchnie mnie w odpowiednim kierunku. Może to jest aż takie trudne, a może jednak niespodziewanie proste? 

    Fizycznie jeszcze nie odtajałam po Paryżu, ale i tak czuję się wspaniale. Jestem otoczona miłością, zarówno w rodzinnym mieście, jak i kochanej Warszawie. Umawiam się na spotkania ze znajomymi, czytam, piszę, oglądam swoje seriale. Walczę ze stresem, a przynajmniej próbuję robić to najlepiej, jak tylko potrafię.

    Pamiętacie backstage zwariowanej sesji ze sfinksami? 
    Oto efekty, które ukazały się w październikowym wydaniu SÝN Magazine. Hope you like it! :-)











    Raz jeszcze dziękuję całej ekipie! 

    Na talerzu modelki: sałatka z figą i kozim serem

    10/04/2013
    SAŁATKA Z FIGĄ I KOZIM SEREM

    rukola
    ser kozi
    świeża figa
    płatki migdałowe
    suszona żurawina
    łyżka miodu

    Rukolę układamy na talerzu. Figę kroimy w plastry, ser kozi na niewielki kawałki. Układamy na rukoli, posypujemy suszoną żurawiną, płatkami migdałowymi i polewamy całość miodem. Smacznego!


    Po raz pierwszy nie musieć

    10/03/2013
    3 października
    Zakończył się Paris Fashion Week, zakończyły się pokazy mody we wszystkich stylowych stolicach świata. Ja wróciłam do Polski - szczęśliwa, bo w domu, niepewna, co dalej. Inaczej wyobrażałam sobie mój pobyt w Paryżu, inaczej rysowałam w głowie szkice zagranicznych sukcesów. Teraz nadszedł czas na podsumowanie podjętych w ostatnim czasie decyzji i przede wszystkim zadanie sobie pytania "co dalej?". Znacie to uczucie, kiedy nagle nic nie idzie po Waszej myśli, kiedy świat obraca się do Was plecami i wydaje się mówić: wcale mnie nie obchodzisz? Lubię tłumaczyć sobie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że nawet najgorsze wybory prowadzą nas ostatecznie na właściwe ścieżki, że przeznaczenie obiera niespodziewane szlaki. 

    Od kataru mam zatkane ucho. Zjadłam wspaniałe śniadanie - delektowałam się tą prostą przyjemnością posiadania wszystkich niezbędnych składników pod ręką (bo cudowna mama zadbała, pamiętała). Wypiłam kawę, gorącą, mocno mleczną, obejrzałam początek Dzień Dobry TVN. Siedzę na kanapie, z laptopem na kolanach, w piżamie, szlafroku i ciepłych skarpetach. 

    Nie muszę
    wyglądać jak milion dolarów, nie muszę
    wyglądać nawet jak pięć złotych,
    nikt nie wysyła maili z castingami, nikt na mnie nie wrzeszczy przez telefon.
    Nie muszę kreślić japońskich znaczków, nie muszę tłumaczyć 10 stron słówek, zapamiętywać dat z japońskiej historii ani przyswajać obcych terminów.
    Mogę
    oglądać seriale, czytać Kuczoka i Tokarczuk, iść do kina, iść na spacer
    pisać o tym, co czuję, co chcę, co mogę
    mogę nie musieć
    po raz pierwszy nie musieć.


    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
    SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL