Fakty i mity na temat Paryża

9/30/2013



1. Metro w Paryżu cuchnie najokropniej. Nigdzie na świecie nie musiałam zmagać się z tak koszmarną wonią, która dosłownie obezwładnia podczas wędrówki podziemnymi tunelami. Bezdomni urządzają na poszczególnych stacjach prawdziwe "gniazdka" - śpią przykryci kocami, z plecakami opartymi o ścianę, a czasami nawet czytają sobie książki. 

2. Bagietki są naprawdę przepyszne. Nigdy nie byłam ich fanką, jednak muszę przyznać, że Francuzi nie bez powodu kupują je hurtem, właściwie o każdej porze. Te dostępne w polskich piekarniach nie umywają się do paryskich wypieków, które wspaniałym zapachem wodzą na pokuszenie biegające po mieście modelki.

3. Paryż jest koszmarnie drogi. Wyjście na piwo to wydatek rzędu 12 euro (bo racjonalnie jest wypić przynajmniej dwa). Sałatki w pierwszym lepszym barze zaczynają się od 11 euro. Tygodniowe doładowanie karty metra to "zaledwie" 20 euro, czyli około 80 złotych. 

4. Znalezienie miłej osoby mówiącej po angielsku (pomijając emigrantów i turystów) graniczy tutaj z cudem. Nawet nie próbujcie pytać o mapkę rozkładu pociągów uroczego pana w informacji metra. Nakrzyczy na Was. To pewne! Na ulicach czy w środkach komunikacji trudno o angielskie napisy, rozjaśniające "nieco" sprawę zbłąkanemu turyście. Francuzi naprawdę kochają swój język i jest to bardzo szlachetne, choć dla mnie osobiście niezrozumiałe, bo brzmi jak męczliwy bełkot.

5. W niedzielę zakupów nie zrobisz. Podobnie, jak w Mediolanie hipermarkety, supermarkety oraz wszelkie butiki są zamykane i trzeba włożyć wiele wysiłku w odnalezienie tych, które pozostają czynne (najczęściej otwarte są sklepy w lokalizacjach skupiających duże grupy turystów).



Miasto pełne chudzin

9/28/2013
Dzisiaj po raz pierwszy poczułam, że w Paryżu trwa właśnie najważniejsze święto ogólnoświatowej mody. W agencji wszyscy zabiegani, zapracowani i zestresowani. Na ulicach pełno długonogich wieszaków, taszczących w torbach obowiązkowo: książkę ze zdjęciami, szpilki, butlę wody. Żadna z tych odzianych w czarne koszule i skórzane leginsy chudzin nie chodzi, ale biega - przemierza miasto sprintem. Najczęściej w wygodnych Nike'ach czy Reebok'ach. Ja niestety tego sezonu nie robię, tak zaplanowali odpowiedni ludzie w Women i muszę wierzyć, że chcieli jak najlepiej. Nie jestem więc tak morderczo zabiegana, tak koszmarnie zmęczona i okrutnie niewyspana. Chociaż nie będę ukrywać, że wolałabym sto razy bardziej pojawić się na wybiegu, nawet za cenę maksymalnego wysiłku fizycznego ;-) Póki co jednak nakierowuję wszystkie swoje siły w walkę z chorobą, która nie odpuszcza mi od tygodnia, a nawet z dnia na dzień pogłębia. Wczorajsze apogeum kaszlu i kataru praktycznie zwaliło mnie z nóg i dzisiaj postanowiłam ostatecznie rozprawić się z tym paskudnym przeziębieniem. Dostałam aż cztery castingi, zaplanowałam ważne spotkanie, ale jeśli zdrowie odmówi mi posłuszeństwa, to żadna praca i tak nie będzie miała sensu. Najważniejszym celem na dziś będzie kupno miodu, cytryny i czosnku, wygrzanie się wieczorem pod kołdrą i przyjęcie hektolitrów gorącej herbaty.




Sunny&Sick Paris

9/24/2013

Po kilku nocach spędzonych w hostelu proste przyjemności smakują jak nigdy: śniadanie przy kuchennym blacie, ulubiona kawa z mlekiem, długi, gorący prysznic i czytanie blogów w łóżku. Wielkim łóżku w wielkim mieszkaniu. Wielkim wygodnym łóżku w wielkim i pięknym mieszkaniu. Za oknem 25 stopni, cudowna jesień w Paryżu, Internet hula jak szalony, czegóż można chcieć więcej? 
Oczywiście lepiej byłoby nie chorować, a wciąż dusi mnie kaszel i czuję, że mam podwyższoną temperaturę. Lepiej też byłoby pędzić po mieście na 10 castingów, zamiast na jeden, ale przynajmniej zyskałam upragnioną chwilę dla siebie - w ciszy i spokoju mogę doprowadzić zmęczone ciało do porządku, dopić przywiezioną z Polski kawę, pomalować odżywką paznokcie.

Niedługo napiszę więcej, zostanę z Wami dłużej.


Zakazany makijaż

9/17/2013
Słowo „makijaż” (ang. make-up) było tabu w kulturalnym społeczeństwie. Używali go aktorzy w teatrze i artyści estradowi, których uznawano za ludzi o wątpliwej reputacji. Miało wulgarne konotacje, przywodziło na myśl malowane twarze i rozwiązły styl życia cyganerii artystycznej. W tamtych postwiktoriańskich czasach kobiety nie miały nic przeciwko wytwornemu stosowaniu „kosmetyków” – na przykład odrobiny pudru i pomady do ust – ale byłyby wstrząśnięte, gdyby ktokolwiek nazwał to „makijażem”.

Projekt ustawy zgłoszony w Kansas groził, że stosowanie kosmetyków „w celu stworzenia fałszywego wrażenia” przez kobiety w wieku poniżej czterdziestu czterech lat będzie uznawane za wykroczenie. Nawet papież Pius XI potępił takie „szatańskie sprawki”. Ale wszyscy oni byli skazani na porażkę. Szał na punkcie makijażu, podobnie jak szał na punkcie filmów, zawładnął społeczeństwem na dobre. Prawo do używania różu traktowano jak symbol wyzwolenia z wiktoriańskiego ucisku.
 
* Unikajmy makijażu, który widać. Makijaż jest dobry jedynie wtedy, kiedy nie widać, że go mamy. 
* Wielka uroda i piękna karnacja na nic się nie zdadzą, jeśli skóra będzie niewłaściwie oczyszczona.
* Czysta skóra to fundament, na którym buduje się piękno. Dziewczęta powinny się nauczyć, jak oczyszczać twarz dobrym kremem i nie malować się jak cyrkowi klauni. 
* Podkład do charakteryzacji nie nadaje się na co dzień. Młode dziewczęta mogą stosować odrobinę pudru i odrobinę różu, jeśli są zbyt blade, ale tylko tyle, żeby wyglądały naturalnie.

(Fragmenty pochodzą z książki pt. "Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz.")



Aktualny przegląd kosmetyczki modelki :)

1. Puder Chanel 
2. Puder rozświetlający Catrice
3. Puder brązujący Inglot
4. Korektor rozświetlający pod oczy Rimmel
5. Ulubiony i bezkonkurencyjny krem BB Maybelline
6. Perfumy Bvlgari, które upiększają każdy dzień
7. Pomadka Diora podkreślająca naturalny kolor ust
8. Nawilżająca pomadka od Bebe
9. Szminka Catrice w ulubionym odcieniu
10. Paletka cieni Revlon
11. Granatowa kredka do oczu Max Factor
12. Ukochany tusz do stylizacji brwi Wibo
13. Mascara Masterpiece od Max Factora
14. Rozświetlający puder w kulkach od Guerlain

NYFW spring 2014

9/15/2013
Zakończyłam w piątek kolejny etap życia. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to koniec trzyletnich studiów licencjackich, koniec naukowej męczarni - przynajmniej na jeden rok. Nie dociera do mnie, że po raz pierwszy w życiu nie będę zobligowana do codziennego ślęczenia nad książkami, wstawania na godzinę przed czasem, by coś jeszcze odrobić, powtórzyć, czegoś się jeszcze douczyć.

Fashion Week trwa, obecnie śledzimy nadchodzące trendy w Londynie. Zaszyłam się ostatnio wśród tysięcy niezwykłych stylizacji proponowanych przez najwybitniejszych kreatorów mody. Wybrałam dziś dla Was kilka sylwetek, które mnie samej wyjątkowo przypadły do gustu. Wśród modelek na wybiegu królowały piękne polskie gwiazdy, a przede wszystkim moja ukochana Monika Jac Jagaciak.








Backstage 30.08

9/10/2013





Na talerzu modelki: tortellini pomodoro

9/07/2013
TORTELLINI POMODORO

 1/2 dużej cukinii (albo jedna mała)
gotowy sos pomidorowy/pomidory w puszce
kawałek sera żółtego do starkowania
paczka tortellini z dowolnym nadzieniem (u mnie serowe)
oliwki (osobiście wolę czarne)
świeża bazylia
sól, pieprz, zioła prowansalskie
2 ząbki czosnku

Tortellini gotujemy wg przepisu na opakowaniu. Na oliwie podsmażamy pokrojoną w plasterki cukinię, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, przepołowione oliwki i zalewamy wszystko pomidorowym sosem. Doprawiamy posiekaną bazylią i resztą przypraw. Do sosu wrzucamy ugotowane pierożki, starty ser i mieszamy dokładnie na patelni, aż ser się ładnie rozpuści. Ja na talerzu posypałam jeszcze przywiezionym z Mediolanu Grana Padano. Smacznego!






Ujarzmianie dzikich zwierząt

9/05/2013
Obudziło mnie dzisiaj inne powietrze. Choć na koronach drzew maluje wzory słońce, a niebo uspokaja bezchmurnym błękitem, to jednak czuć, że lato ma się ku końcowi, słychać milknące kroki lata. Ucieka od nas w trampkach - jesień stuka obcasami botków. Zaczyna się wieczorne napełnianie kubków herbatą, przykrywanie nóg kocem i czerwony z zimna nos.



Dokładnie tydzień temu miałam przyjemność pracować z niesamowitą ekipą przy sesji testowej. Zdjęcia robiliśmy w studio Huśtawka znajdującym się na warszawskiej Woli. Bardzo wczesna pobudka zaowocowała brakiem czasu na porządne śniadanie, dlatego wrzuciłam do torby paczkę orzechów, suszonej żurawiny i banana, by nie opaść z sił po pierwszej (z licznych) stylizacji.  

Na miejsce stawiłam się parę minut przed czasem, gdyż najbardziej na świecie nienawidzę spóźniać się do pracy. Umarłabym chyba ze wstydu, każąc na siebie czekać całej profesjonalnej ekipie.  

Tematyka sesji? Futurystyczny minimalizm ;-) 
Stylista spisał się na medal i przytachał na sesję kilka wielkich toreb, po brzegi wypełnionych ubraniami i dodatkami od polskich projektantów. Stylizacji mieliśmy wiele, a każda na swój sposób intrygująca i wyjątkowa. Pomysłów na makijaż było na początku sporo, ale ostatecznie stanęło na mocnym podkreśleniu oka i ciemnym kolorze ust. Fryzura? Czarna peruka, którą nasza utalentowana makijażystka stopniowo skracała do kosmicznie postrzępionych form. Szalenie ciekawym doświadczeniem okazała się taka całkowita, jednodniowa zmiana koloru i długości włosów!

Fotografka, Agata Mayer, dokładnie zapoznała mnie ze swoimi pomysłami odnośnie sesji, pokazała inspiracje dotyczące pozowania, wytłumaczyła, jaki efekt końcowy chciałaby uzyskać. Dzięki tym wskazówkom szybko znalazłyśmy wspólny język po obu stronach obiektywu i nie traciłyśmy zbędnego czasu przy każdej stylizacji. Agata to niezwykła artystka, wnosząca na plan zdjęciowy pewien osobliwy rodzaj magii. Profesjonalna, pewna swojej wizji, skoncentrowana, a zarazem ciepła i otwarta. Współpraca z nią to inspirujące doświadczenie dla każdej modelki. 

Samo pozowanie było dla mnie wielką frajdą, gdyż mogłam powyginać się na wszystkie strony, proponować dziwne figury, przechylać się, rozkraczać - jednym słowem cudować i to do granic możliwości!
Jedynym problemem i niemałym wyzwaniem okazało się pozowanie z przywiezionymi aż z Poznania kociakami... Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia ze sfinksem, czyli kotem całkowicie pozbawionym sierści. Z początku niesamowicie ciężko było mi utrzymać maluchy na rękach - miauczały wniebogłosy i wyrywały się, drapiąc mnie po rękach. Zaczęłam się stresować, a koty jeszcze bardziej... Największą przeszkodą okazały się doczepione wcześniej tipsy, gdyż bałam się, że przebiję nimi cienką skórę zwierzęcia. Po ściągnięciu sztucznych paznokci poszło znacznie lepiej - koty się uspokoiły i zaczęły pozować niczym profesjonalni modele ;-)


Hello September // Inspiracje

9/01/2013
Za mną dwie wspaniałe sesje, efekty mam nadzieję wkrótce.

Położyłam się o drugiej, obudziłam przed dziewiątą. Owsianka, DDTVN i mocna kawa na śniadanie. Sine niebo uparcie przypomina, że lato zmierza ku końcowi, że to już pierwszy września i czas wyciągnąć swetry. Obrona coraz bliżej - zacząć naukę coraz trudniej. Rozmyte plany na przyszłość, choć mam wielką nadzieję, że wszystko niedługo obrośnie w odpowiednie ramy, zasklepi się, zakleszczy, ułoży tak, jak być powinno.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL