Another boring weekend

6/29/2013
Być może dotarłam w końcu we właściwe miejsce. Czuję pod skórą, że w obecnym mieszkaniu mogę przeżyć następne kilka tygodni. Po wyprowadzce z pierwszego lokum, umieszczono mnie na dwie noce w obskurnym "apartamencie" przeznaczonym dla czterech modelek, przy czym trzy łóżka z czterech ściśnięte były razem tak, że wyglądały praktycznie jak jedno. Mieszkanie było ekstremalnie brudne, maleńka kuchnia zawalona przeterminowanymi produktami pozostawionymi przez zmieniające się co chwilę lokatorki, lodówka pełna spleśniałych owoców i napoczętych słoików z zielonym pesto, a ze ścian w łazience (również pełnej pozostałości po innych modelkach) w paskudny sposób odchodziła tapeta. Stojąc pod prysznicem miałam wrażeniem, że ściany zachorowały na łuszczycę. 

Teraz jest lepiej. Przeniosłam się do mieszkania zaledwie drzwi na przeciwko, ale różnica jest kolosalna. Czysto, schludnie, prysznic dopiero co wymieniony, widać gołym okiem, że nikt przed nami z niego nie korzystał. Mieszkamy tu tylko we dwie, z moją poprzednią współlokatorką (Słowaczką, gdyż Szwedka już wróciła do kraju, a Rosjanka wylatuje w poniedziałek), więc niewielki aneks kuchenny w zupełności nam wystarcza. Jasno, przyjemnie, no i spora szafa w przedpokoju - po tygodniu "mieszkania w walizce" nareszcie wypakowałam pomiętolone sukienki.

Castingów wczoraj nie miałam wcale, ale obudziłam się z bólem gardła, więc może to i lepiej. Plus jeszcze wczorajsza przeprowadzka. W poniedziałek tylko jeden od 10:30 do 11:30, także po raz kolejny niezbyt wiele do roboty. Weekend zapowiada się EKSTREMALNIE NUDNO I LENIWIE. Nie mam pojęcia, co możemy robić, bo pogoda wcale nie zachęca do spacerów, poza tym ileż można spacerować po tym mieście? Największą atrakcją wciąż pozostaje jedzenie i związane z nim wycieczki do supermarketów. Wczoraj wybrałyśmy się do Lidla, dzisiaj wieczorem odwiedzimy Esselungę. Z gardłem lepiej, ale wciąż czuję się kiepsko - nic dziwnego, że mój organizm szaleje, skoro temperatury tutaj wahają się od 30 stopni do zaledwie 10, a zrywający się co wieczór wiatr przeszywa na wskroś, nawet, gdy obwiązuję się szalikiem.



Apertivo

6/26/2013
Na castingach idzie mi bardzo kiepsko, a co gorsza - nie ma ich zbyt wiele. Wczoraj co prawda aż cztery, ale z żadnego pracy nie będzie. Można to łatwo ocenić, gdyż zainteresowany klient:
a) robi modelce zdjęcie 
b) odkłada jej kompozyt obok całej sterty pozostałych
c) każe się przebrać w przygotowany strój, jeśli jest to casting do lookbook'a, prezentacji lub pokazu

Wczorajsza bieganina po castingach mnie wykończyła. Zaczęłam rano, doczłapałam się do domu o szóstej. Szybki prysznic, sprawdzenie maila z castingami na dzisiaj (tylko jeden od 10 do 12) i pobiegłam zobaczyć się z moją ukochaną "starszą siostrą", Anią i jej przyjacielem, którego poznałam przed ponad pięcioma laty. Usiedliśmy w bardzo przyjemnej knajpce na apertivo (Włosi wieczorami spotykają na się na drinka, przy zamówieniu którego mogą częstować się wszystkimi przekąskami oferowanymi przez bufet), stylizowanej na plażę, a położonej tuż przy sporym parku w centrum miasta. My z Anią, jak na modelki przystało, oprócz drinka i sycących przekąsek, zamówiłyśmy jeszcze piadinę i cheesburgera. Moja piadina wypełniona szynką parmeńską, serem i rukolą była po prostu przepyszna! Nie mogłam się nadziwić, że coś tak prostego i szybkiego w przygotowaniu może smakować aż tak dobrze! Po wypiciu dwóch drinków i objedzeniu się jak małe prosiaczki ;-) pojechaliśmy na spotkanie z przyjaciółką Ani, która tak, jak ona mieszka tutaj na stałe. Ostatecznie zebrała się nas sympatyczna sześcioosobowa gromadka i w takim składzie pojechaliśmy na ostatniego drinka, którego już nie dałam rady dopić... Imprezę skończyliśmy koło 2 w budce z włoskim fast-foodem, czyli chrupiącymi panini wypełnionymi przykładowo kotletem hamburgerowym. 

Dzięki Bogu mam tutaj wspaniałą przyjaciółką i grono serdecznych znajomych, którzy nie zmienili się nic a nic przez te wszystkie lata. Dzięki nim stres związany z kiepskimi castingami mogę łatwo przezwyciężyć, zapomnieć o wszystkich trudach, z którymi przyjdzie mi się borykać i odpłynąć w błogi stan relaksu, z uśmiechem na twarzy mknąć nocą po ulicach Mediolanu.



Frozen water with calories

6/23/2013

- How comes that I'm still hungry and I've just eaten so much ice-cream!
- But it's jut ice-cream: frozen water.
- Yeah, frozen water with calories...

I already love my new roommate.




Magnum obsession

6/22/2013
Jedzenie. Kocham. Uwielbiam. Może i na to nie wyglądam, ale jedzenie jest dla mnie jedną z największych przyjemności, jakich doświadczamy w życiu. Nie uwierzylibyście jak dużo modelki potrafią rozmawiać o jedzeniu. Crazy! Podczas dzisiejszego spaceru do Lidla, przez jakieś 40 minut opowiadałyśmy sobie o ulubionych smakach lodów. Dowiedziałam się, że w Mediolanie mogę spróbować limitowanej edycji Magnum o smaku creme brulee, więc na pewno nie odmówię sobie takiej porcji radości :) Jutro planujemy wybrać się razem z moją współlokatorką na Centrale i Duomo po Magnum i włoskie makaroniki - na pewno uwiecznię wszystko aparatem, więc spodziewajcie się zdjęć opływających w słodycz!





Dzisiaj urządziłyśmy sobie wycieczkę do Lidla, który znajduje się jakieś pół godziny spacerem od apartamentu, w którym mieszkam. Nieporównywalnie taniej, niż w pobliskiej Billi! Kupiłam jogurty o smaku kokosa i wanilii za 20 eurocentów, a rukolę za 99. Następnym razem zabiorę na zakupy plecak i zrobię zapasy na cały tydzień. Najzabawniejsze, że był to ten sam Lidl, do którego chodziłam 5 lat temu, mieszkając przy Via Belinzaghi, kiedy to współpracowałam z inną włoską agencją modelek. Cóż za małe miasto! Znalazłam też dzisiaj moją ulubioną puszkę coli spośród wszystkich "imiennych" - z napisem V.I.P. ;-)

Pierwsze dwa dni w Mediolanie

6/21/2013
Pierwsze dwa dni w nowym miejscu są zawsze najgorsze. Tym razem dzień przylotu był szczególnie ciężki, gdyż w środę rano zdawałam jeszcze ostatni egzamin, czekałam na wpisy z czterech przedmiotów, a wieczorem siedziałam w opóźnionym samolocie, by ostatecznie o 22:30 wylądować na lotnisku w Bergamo.  

 1. Lotnisko

Lotniska to jedne z najbardziej stresujących miejsc na Ziemi. Zawsze wydaje mi się, że o czymś zapomnę, czegoś nie wezmę, gdzieś się zagubię. Przede wszystkim zaś boję się spóźnić na samolot, choć oczywiście nigdy do tej pory mi się to nie przytrafiło. Zdarzyło się za to nie raz zapakować walizkę po brzegi, gdyż zawsze planuję zabrać WSZYSTKO, co tylko MOŻE mi się przydać, nie zaś to, co będzie mi konieczne i niezbędne. Tym razem inteligentnie przekroczyłam dozwoloną wagę bagażu o jakieś 8 kilogramów, więc na lotnisku rozpoczęło się wypakowywanie wszystkich ciepłych ubrań, butów oraz kosmetyków. Ostatecznie obarczyłam torbą nadprogramowych kilogramów mojego cudownego mężczyznę i przewspaniałego kolegę, który towarzyszył nam dzielnie na lotnisku (dziękuję!). Samolot wystartował z godzinnym opóźnieniem, ale na całe szczęście nadrobiliśmy czas w powietrzu. Kiedy czekałam na odbiór bagażu po wylądowaniu w Bergamo, stojący obok mężczyzna zagadnął: "Hej, nazywasz się Marta?". Pierwszy raz widziałam go na oczy, więc lekko mnie zamurowało. Odparłam, że tak, a on ciągnął dalej: "Nazywasz się Marta, jesteś z Polski i będziesz współpracować z Women. Widzisz, ja wszystko wiem!". Okazało się, że widział moje świeżo drukowane kompozytki, gdyż sam jest bookerem w konkurencyjnej agencji, a jednocześnie dobrym przyjacielem jednej z bookerek Women. Co więcej, jest właścicielem budynku, w którym mieszkałam 5 lat temu, kiedy to pracowałam dla agencji Beatrice! Jaki ten świat mały :)

2. Mieszkanie

Jako, że przyleciałam na lotnisko późno, agencja wysłała kierowcę, który zabrał mnie do nowego "mieszkanka". Nie jest to moje ostatecznie miejsce, gdyż budynek, w którym zazwyczaj umieszczane są modelki z Women został całkowicie zapełniony i agencja musiała znaleźć zastępcze lokum na te kilka trudnych tygodni. Mieszkanie jest ładne i zadbane, urządzone w starym stylu. Niestety dwa ogromne łóżka zostały już zajęte i pozostało mi nocowanie na prowizorycznej pryczy. Największym utrudnienie okazał się brak Internetu, jednak dziewczyny poinstruowały mnie, że kiedy wyjdzie się z krzesełkiem na zewnątrz, Internet śmiga jak szalony. Tak więc piszę teraz do Was siedząc przed drzwiami mieszkania, dzięki czemu zasięg mam na całe pięć kresek ;) Plusem okolicy, w której mnie zakwaterowano jest z pewnością bliskość metra (jakieś 8-10 minut spacerkiem) oraz niewielka, ale w miarę tania Billa, znajdująca się nieopodal. Dziewczyny, z którymi obecnie mieszkam to 16-letnia Rosjanka oraz starsze ode mnie Szwedka i Słowaczka. Wszystkie super cool, super friendly, super nice :)




3. Agencja

Women to naprawdę duża agencja. Wczoraj musiałam się zjawić u nich na 9:30 rano, by standardowo przygotować książkę, zrobić polaroidy, nagrać filmiki, podpisać umowę itd. Dostałam telefon i włoski numer oraz listę castingów na dany dzień. Najważniejsze kwestie do załatwienia pierwszego dnia: wyrobienie karty do metra (zdjęcie 5 euro, karta 10 euro, doładowanie 17 euro) oraz odebranie kieszonkowych z banku.
Z nieba lał się nieprawdopodobny żar, a ja gubiłam się na każdym kroku. Wypadłam z wprawy przy bieganiu po mieście z mapą w ręce... Mimo maksymalnego zmęczenia i niewyspania, wieczorem wyszłam na kolację z przyjaciółką i bawiłam się rewelacyjnie!








When it comes to love

6/10/2013
Wyjazdy na kontrakt do zagranicznych agencji to zawsze wielka przygoda i niezapomniane przeżycie. Na miesiąc lub dłużej przenosimy się w zupełnie inny świat, z dala od domu, rodzinnych stron. O ile rozłąka z przyjaciółmi i rodzicami jest trudna, lecz do wytrzymania, o tyle rozstanie na tak długi okres czasu z chłopakiem/dziewczyną stanowi bardzo bolesny problem. Najcięższym wyjazdem do tej pory był dla mnie dwumiesięczny kontrakt w Tokio, z którego, dzięki moim usilnym błaganiom, udało mi się wrócić wcześniej. Rozpiętość tysięcy kilometrów w połączeniu z różnymi strefami czasowymi (np. ośmioma godzinami różnicy między Polską a Japonią) nie pomaga w budowaniu świeżej relacji, ani umacnianiu wieloletnich związków. Tęsknota wypełnia nas od stóp po czubek głowy, zalewa myśli falą gorąca, sprawia, że przez każdy kolejny dzień przechodzimy, jak po rozżarzonych węglach. Oczywiście mamy skype'a, facebooka, swoje przenośne laptopy, internetowe kamerki, maile i zdjęcia online w Picasie. Jednak nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że odarcie związku z pocałunków, uścisków, dotyku, to jak zabranie górom wysokości lub wypompowanie z morza wody. Nie każda z nas ma takie szczęście, jak Anja Rubik, której udaje się łączyć pracę modelki z całowaniem swojego mężczyzny.


Wielkim problemem dla obu partnerów może okazać się brak zaufania, gdyż właśnie zaufanie to podstawa dla związku na odległość. Spójrzmy prawdzie w oczy: wyjeżdżamy do kraju, w którym nikt nas nie zna i my nie znamy nikogo. Możemy imprezować i szaleć, możemy zupełnie stracić głowę. Ważne, by przed wylotem porozmawiać szczerze z drugą połówką, wyjaśnić spokojnie, jak wygląda dzień z życia modelki, co będziemy robić, gdzie mieszkać, jak planujemy spędzać czas wolny. Nie istnieje jeden sprawdzony sposób na poskromienie tęsknoty i przeżycie wyjazdu bez stresu związanego z tak długą rozłąką, jednak radość z powrotu w ramiona ukochanej osoby z nawiązką rekompensuje wszystkie troski i cierpienia.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL