Inspiracje: modelki

1/31/2013

Czekając na wiosnę pod śniegiem

1/29/2013

Pomysł na dzisiejszy post zrodził się przy okazji przeglądania starych zdjęć z Tokio. Natrafiłam na fotografie drzew wiśniowych, których kwitnienie udało mi się zobaczyć, jako, że spędzałam wtedy w Japonii cały marzec i początek kwietnia. Uwielbiam sakurę i jej bogatą symbolikę, a jako studentka japonistyki chciałabym i Was choć troszkę zarazić tą miłością ;-) Chociaż za oknem śniegu po kolana i temperatury bliskie zeru, ja już wyglądam roztopów i ciepła, mokrego przedwiośnia, zwiastującego najpiękniejszą porę roku. 

Kwiat wiśni jest nieoficjalnym narodowym symbolem Japonii. Czas kwitnienia wiśni świętowany jest na przyjęciach o nazwie hanami, czyli dosłownie "oglądanie kwiatów". Ogrody wiśniowe często powstają wokół zamków, pałaców i świątyń. Podczas hanami można po prostu iść na spacer po parku albo urządzić piknik w cieniu kwitnących drzew. Większe przyjęcia hanami, o wielosetletniej tradycji, urządzane są w publicznych i prywatnych ogrodach na terenie całego kraju - czasem biorą w nich udział setki ludzi. 


Jak się bawią modelki ?

1/26/2013

Z powodu natłoku egzaminów - dziś tylko zdjęcia, tym razem mojego autorstwa.


Kochani, przypominam Wam o głosowaniu w konkursie na BLOG ROKU 2012. Jeśli chcielibyście zobaczyć wieszaknawybiegu w dalszym etapie, wystarczy, że wyślecie SMS o treści G00202 na numer 7122 (1,23pln). Z góry dziękuję :-)














KONKURS BLOG ROKU 2012

1/24/2013

KOCHANI! OD DZISIAJ MOŻECIE NA MNIE GŁOSOWAĆ 
W KONKURSIE NA BLOG ROKU!

Wystarczy wysłać
SMS o treści G00202 
 na numer 7122 (1,23pln)

                



  Z góry dziękuję za każdy głos, który będziecie mieli ochotę oddać na wieszak ♥

Syndrom Perfekcyjnej Pani Domu

1/21/2013
Dzisiejszy dzień uświadomił mi, że sesja wyzwala we mnie syndrom Perfekcyjnej Pani Domu. Polega on na robieniu rzeczy, które normalnie nie sprawiałyby mi przyjemności, a wręcz byłyby przykrym obowiązkiem. Perspektywa nauki zmienia jednak punkt widzenia i to, co wcześniej nieprzyjemne lub zbędne, wydaje się być nagle najlepszą formą rozrywki. A więc: posprzątałam, poodkurzałam całe mieszkanie, ugotowałam obiad, a nawet upiekłam ciasto. Poniżej cztery przepisy wypróbowane ostatnio pod wpływem syndromu Perfekcyjnej Pani Domu ;-)

MAKARON SOMEN Z PALUSZKAMI KRABOWYMI

 6-7 paluszków krabowych surimi
100 g makaronu japońskiego somen (klik)
dwie łyżki sezamu
świeża kolendra 
szczypta kurkumy 
sos sojowy (ciężko mi określić ilość, bo dodaję go zawsze bez opamiętania ;-p)
łyżka oleju 
Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju, wrzucamy makaron, pokrojone w małe kawałki surimi i chwilę podsmażamy. Dodajemy sos sojowy, kolendrę, kurkumę. Na talerzu posypujemy podprażonym na suchej patelni sezamem.


Komentarz do artykułu w Gazecie Wyborczej

1/17/2013

Dzisiejszy post nie był zaplanowany, jednak powstał z konieczności podzielenia się moimi przemyśleniami na temat artykułu z pierwszej strony dzisiejszego wydania Gazety Wyborczej.

Zainteresowanych odsyłam do artykułu: KLIK

Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy odczytałam dziś po powrocie do domu maila od dziennikarki portalu gazeta.pl, proszącej mnie o telefon i komentarz całej sprawy. Oddzwoniłam od razu i rozgadałam się chyba aż nadto, jednak mam nadzieję, że udało mi się podkreślić podstawowe przesłanie mojej wypowiedzi: TO NIE JEST POWSZECHNE ZJAWISKO W BRANŻY MODY! 

Przede wszystkim musimy rozgraniczyć modelki i agencje mody stricte fashion od tych zajmujących się hostessami i dziewczętami pracującymi raczej dla CKM-u niż Vogue'a. Absolutnie nie staram się tutaj nikogo uniżać ani oczerniać, jednak takie jasne rozgraniczenie jest kluczowe do zrozumienia zaistniałego problemu. W porządnej, znanej, szanującej się agencji modelek TAKIE SYTUACJE PO PROSTU NIE MAJĄ MIEJSCA. Dziewczyny wyjeżdżają do sprawdzonych agencji zagranicznych, gdzie dostają castingi do pokazów mody i sesji zdjęciowych, a nie zabawiania starszych, majętnych panów.

Wychodzimy na imprezy z PR-ami, ale oni niczego nam nie proponują, ani tym bardziej niczego nam nie narzucają. Zysk obustronny jest bardzo prosty i uczciwy: my idziemy na fajną imprezę za darmo, oni mają w klubie atrakcyjne dziewczyny. I tak, oczywiście, wiadomość, że do tego czy tamtego klubu zjeżdżają modelki mobilizuje mężczyzn do wbicia się w elegancki żakiecik i podążenia tropem modelek, jednak tylko i wyłącznie OD NAS SAMYCH ZALEŻY, czy i z kim spędzimy wieczór. Osobiście zawsze wychodziłam na imprezy w towarzystwie bliskich koleżanek i dlatego czułam się absolutnie bezpiecznie i po prostu dobrze się bawiłam! Jeśli dziewczyna ma ochotę zarabiać swoim ciałem - proszę bardzo. Modeling to oczywiście umożliwi, jednak w takim samym stopniu, jak każdy inny zawód świata. 

Przepraszam, że to powiem, ale trzeba być wybitnie zidiociałym, by mylić modeling z prostytucją.
Moi rodzice poznali szefa agencji, z którą współpracowałam na początku. Porozmawiali z nim, zobaczyli, jak wygląda agencja od wewnątrz, obejrzeli profesjonalne kompozytki innych dziewcząt i poczytali o międzynarodowych sukcesach modelek tej agencji. Podczas wyjazdów byłam z nimi w nieustającym kontakcie, a w razie problemów zawsze mogli się zgłosić również do agencji, dlatego, że bookerom bardzo zależy na dobrym kontakcie z rodzicami swoich podopiecznych i na pewno nie chcieliby zawieść ich zaufania, szczególnie na początku kariery córki.

Miejmy trochę zdrowego rozsądku i oleju w głowie. Nie jest mi żal kobiet, które bez sprawdzenia wiarygodności swoich pracodawców oraz prawdziwego celu zagranicznych wyjazdów, wpakowały się w niemałe gówno. Skoro jednak same twierdzą, że nikt ich do tego nie zmuszał i działały dobrowolnie... cóż, najstarszy zawód świata może uprawiać zarówno modelka, jak i pani lekarz, prawnik albo sklepikarka.

Nad chmurami --> Narita --> Tokio

1/17/2013
22 luty 2009, na pokładzie samolotu do Tokio
Pachnie jedzeniem. Drobna japońska stewardesa wręczy mi za moment paczuszkę krakersów. Hm, zostawię je na później, na wypadek, gdybym w nocy zgłodniała. Zaczynają rozwozić napoje. Ciekawe, kiedy przyjdzie pora na lunch. Dostałam nawet rozpisane menu: pierwszy posiłek to wędzony łosoś i sałatka ziemniaczana, kurczak Teppan Yaki ze smażonymi warzywami i ryżem, a na deser austriackie czekoladowe ciastko. Śniadanie to wybór szynek i serów oraz jogurt z truskawkowym sosem. Wypiłam szklaneczkę soku pomidorowego, nie był rewelacyjny, ale po doprawieniu solą i pieprzem ostatecznie znośny.
Jeszcze 5 godzin i 20 minut. Od około sześciu jestem na pokładzie, co oznacza, że pomimo ekstremalnego niewyspania mam prawo nie czuć się senna - w Polsce dopiero dwudziesta. Zaskoczyłam samą siebie odmawiając japońskiej zupki, ale zbytnio obciążyłam żołądek przy obiedzie. Wyszorowałam zęby, twarz zmyłam prowizorycznie (mydłem pokładowym...), tworząc sobie zgrabną iluzję czystości i pozorny komfort.
Względność czasu: zjem śniadanie, kiedy w domu wszyscy będą spali. 
Pięć godzin i pięć minut. Już nie mogę się doczekać momentu, w którym zadzwonię do K.


23 luty, 10:45 w Japonii, 2:45 w Polsce
Odebrałam swój bagaż, odświeżyłam się w łazience, wykonałam ekspresowy makijaż, kupiłam bilet, zadzwoniłam do agencji, wsiadłam do autobusu i jadę. Wyobrażam sobie, że jesteś tutaj ze mną, K., wspólnie mijamy przemoczone wioski, przejeżdżamy pod drogowskazem z napisem Tokio. 
Jak na trzecią rano i dwie godziny snu w samolocie, trzymam się całkiem...stabilnie. Może miałabym jeszcze więcej energii, gdyby szarość nieba rozświetliło słońce i przestał padać deszcz (ostatecznie lepszy deszcz od śniegu). Tak bardzo chciałabym już być w apartamencie, zadzwonić do domu, wypakować walizki, umyć się i położyć spać. A najbardziej na świecie chciałabym teraz leżeć we własnym łóżeczku, pod własną kołderką.

11:24
Marznę bez ciebie, zamarzam powoli. 
Już nie mogę się doczekać momentu, kiedy zobaczę na ekranie laptopa twarze rodziców. 
Tym razem muszę koniecznie odwiedzić fontannę w kształcie kupy. 
Jedziemy przez miasto, K. Bardzo, bardzo wysoko. W dole park, rzeka, mosty, boiska, ogromne bilbordy reklam. Zapomniałam już całkiem, jak wielkie jest to miasto...
Robi się tłoczno na ulicach, ale to dobrze, chciałabym utknąć w korku, chciałabym jechać jak najdłużej. 

W następnym poście pierwsza porcja zdjęć z pobytu w Tokio mojego autorstwa. 
Póki co nie mam jeszcze do nich dostępu i dlatego zamieszczam poniżej fotografie znalezione w sieci, które podbiły moje serce.








Mój kosmetyczny niezbędnik // Nowe testy

1/13/2013

Pytałyście o kosmetyki, jakich używam na co dzień. Jak wiadomo, modelkom nie wolno malować się na castingi, gdyż klient nie pragnie zobaczyć naszej poprawionej przed lustrem urody, ale prawdziwe piękno, które może zostać dopiero podrasowane na potrzeby sesji zdjęciowej czy pokazu mody. Kiedy jednak wstaję rano z łóżka, moja cera nie zawsze wygląda jak milion dolarów, a cienie pod oczami przypominają o kiepsko przespanej nocy. Wtedy z pomocą spieszy mi kosmetyczny niezbędnik, który chciałam Wam dzisiaj zaprezentować.


5 KOSMETYKÓW, KTÓRYCH UŻYWAM CODZIENNIE
1. Krem BB
2. Korektor pod oczy
3. Pomadka nawilżająca
4. Mascara
5.  Żel do brwi


1. Krem BB.
Podkładu używam wyłącznie zimą, by dodatkowo chronić skórę twarzy. Ewentualnie na ważne wyjście lub dużą imprezę. Nie wyobrażam sobie jednak życia bez kremu BB. Od kiedy po raz pierwszy wypróbowałam głośno reklamowaną nowość Garniera, pozostaję wielką fanką kremów tonujących. Obecnie używam tego od Maybelline i jestem nim zachwycona, gdyż w końcu znalazłam odcień idealnie dopasowany do mojej ekstremalnie jasnej karnacji. 

2. Korektor pod oczy
Właściwie bardziej rozświetlacz niż korektor. Dałam się skusić temu od marki Givenchy. Jest drogi i trudno mi ocenić, czy faktycznie wart swojej ceny. Moim zdaniem nie daje aż tak spektakularnego efektu, jak zapewnia producent (i baaardzo przekonujące panie w Sephorze...).


3. Pomadka nawilżająca
Zawsze w kieszeni kurtki i w każdej torebce. Moje wargi przesuszają się okrutnie szybko i jeśli od razu ich nie nawilżę, boleśnie pękają. Ulubione pomadki to: niezawodny Carmex, miodowy balsam od Tisane oraz różana i perłowa propozycja od Nivei. 

4. Mascara
Wiecznie ją zmieniam. Nie jestem fanką drogich mascar, ponieważ naprawdę nie widzę różnicy między tymi za 140 zł a tańszą wersją marki Rimmel czy L'oreal. Mam krótkie i rzadkie rzęsy, dlatego potrzebuję maksymalnego zwiększenia ich objętości bez sklejania. Złota False Lash Effect od MaxFactora sprawdza się u mnie idealnie.




5.  Żel do brwi
Mój absolutny hit od marki Wibo. Kosmetyk obowiązkowy przed każdym wyjściem. Twarz od razu nabiera innego charakteru! 

 



5 KOSMETYKÓW NA "WIĘKSZE WYJŚCIE" ;-)
1. Rozświetlacz na policzki
2. Bronzer
3. Puder
4. Szminka 
5. Cienie do powiek


1. Rozświetlacz na policzki
Ostatni zakup to mieniący się złotem produkt firmy Catrice. Bardzo przyjemny kosmetyk, który nadaje twarzy ładny połysk i blask.  
 




2. Bronzer
Nigdy wcześniej nie używałam bronzera, zawsze stawiałam na róż. Ostatnio jednak odkryłam jego magiczne właściwości na sesji zdjęciowej i jak najszybciej zakupiłam ten fantastyczny produkt modelujący twarz. Mój wybór to Bronzing Multicolour od Inglota. 


 

3. Puder
Od trzech lat używam niezwykle wydajnego pudru Chanel oraz od niedawna kultowych meteorytów od Guerlain, które dostałam na Gwiazdkę. "Kiedy białe światło przechodzi przez pryzmat, rozszczepia się w spektrum różnych kolorów. Również odwrotnie, wszystkie te kolory razem tworzą idealne światło, które używane jest w fotografii i filmie do usuwania niedoskonałości i zmiękczania rysów. Ekspert koloru, Guerlain zdecydował się użyć tej technologii, aby dodać olśniewającego blasku w połączeniu z niezrównaną czystością kobiecym twarzom. Konstelacja stworzona z multikolorowych świateł, Meteoryty, otula skórę nieskazitelnym blaskiem." (źródło)




4. Szminka
Mam ich całe mnóstwo, ale używam bardzo rzadko. Ostatnio ulubiona to nawilżająca Rouge Caresse od L'oreal. Nie tylko nadaje piękny blask i kolor, ale także odżywia i nie wysusza ust, jak inne pomadki.

5. Cienie do powiek
Bardzo rzadko używam cieni do powiek. Najczęściej na imprezy. Ukochane cienie to prezent od rodziców - Estee Lauder Pure Color.






***

Na koniec mam dla Was kilka zdjęć z nowej sesji testowej. 










Tokio po raz drugi, czyli najlepszy wyjazd w życiu

1/07/2013
8 luty 2009
Pozbawione sensu niebo, wyciskane jak gąbka, pozbawiona sensu cieknąca z niego woda, pozbawione sensu daktyle i markizy pochłaniane tuż przed spaniem. Dzień rozmiękły, podmokły, spłaszczony, sflaczały. Tydzień czekania na pokrakowskie spotkanie i już po The Kalesons Blues Band u K., przemknęła Warszawa, dogoniła ją Rura (niezapomnianą nocą zapisując się w pamięci). 
Długi spacer na dworzec, w ustach i włosach wiosna, czwórka rozdzielona PKS-em dwa na dwa. Ja do Sfinksa, K. do babci, M. i S. w swój własny świat. Zabiłam nostalgię nocowaniem u O., wódką zapijaną herbatą z cytryną i słodyczami o pierwszej w nocy. 
Czekałam, czekałam i wyczekałam smsa od K.: idziemy do Caramelito na kawunię. Odpisałam: kawunię i fajunię.
A teraz wracam do wojen włoskich.

21 luty 2009
Wyjazdy byłyby całkiem prostą sprawą, gdyby ludzie nie nauczyli się tęsknić. Jednak wyzbywając się tęsknoty musielibyśmy zrezygnować z pełnej gamy uczuciowości, bo tęsknotą obdarzamy tych, z którymi jest nam w życiu najlepiej. Tęsknota odbiera radość wyjazdom, nadając sens powrotom.

22 luty 2009, Wiedeń
Z okien lotniska Wiedeń wygląda zupełnie jak Polska. Płaski, biały krajobraz, pozbawiony znaków szczególnych. Wokół mnie kilkadziesiąt, a może i setka Japończyków, z czego prawie połowa w białych maskach. Rok temu myślałyśmy z Kasią, że w Tokio panuje epidemia. 
Słuchając wczoraj wpisów z pamiętnika K. uświadomiłam sobie, że przyjaźń z nim to jedna z najważniejszych i najpiękniejszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w życiu. Słowo zapisane w osobistym dzienniku nosi piętno szczerości, którego nie sposób pominąć, osłabić ani ukryć. Poczucie, że jest się dla drugiego człowieka oparciem, nadzieją, zmianą i miłością tworzy zupełnie nowy obraz samego siebie. 
Sms do K.: Jestem w samolocie. Mam deja vu. Wszędzie Japończycy i japoński i te ich białe maseczki na twarzach. Odezwę się za 12 godzin. Tak strasznie Cię kocham. 
Nie odpisuje. Muszę już wyłączyć telefon. Gdybym mogła choć na parę minut cofnąć się w czasie, siedziałabym teraz u K., w jego pięknym pokoju, przy "Kawie i papierosach" pijąc kawę i paląc papierosy.


Londyn '08

1/02/2013

Wyobrażacie sobie telefon z informacją, że na dwa tygodnie macie wolne od szkoły, bo ktoś postanowił opłacić Wam wyjazd do Londynu z dwiema przyjaciółkami, których nie widzieliście od wieków? Kiedy otrzymałam taki telefon we wrześniu 2008 roku, szalałam ze szczęścia ;-) Był to mój najkrótszy i najmniej stresujący wyjazd. Przede wszystkim zaś miał zupełnie inny charakter, dzięki temu, że jadąc na Fashion Week do Londynu, wiedziałam, że będę mieszkać w jednym pokoju z K., natomiast J. zamieszka zaledwie kilka stacji metra dalej. Trzy przyjaciółki modelki razem w wielkim mieście!

Przez cały pierwszy tydzień jeździłyśmy razem na castingi. Czasem nawet 17 dziennie, ale wtedy woził nas wynajęty przez agencję kierowca, my zaś siedziałyśmy sobie w samochodzie, śpiewając, żartując i popijając kawę ze Starbucksa. Drugi tydzień minął nam pod znakiem pracy w dzień i szaleństw w pokojowym hotelu wieczorami. Piwo, fajki, muzyka i my. 

Cudowne wspomnienia.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL