Pierwsza praca

9/30/2012
Mojej pierwszej pracy nie wspominam najlepiej, choć z pewnością nigdy nie zapomnę. 

Nowy Jork, 16 lat. Razem z J. zostałyśmy wybrane do prezentowania ubrań z najnowszej kolekcji Jill Stuart, nie chodziło jednak o udział w pokazie, ale o tzw. showroom. Naszym zadaniem było założenie prześwitujących kreacji oraz bardzo wysokich i niewygodnych szpilek, a następnie ustawienie się w wyznaczonym przez projektantkę miejscu, by pośród tysięcy wieszaków prezentować klientom, jak oglądane przez nich stroje wypadają w zestawieniu z żywym ciałem, nie twardą skórą manekina. Problem w tym, że traktowano nas bardziej nieludzko od manekina.

Pierwsze niemiłe zaskoczenie w przebieralni. Okazało się, że strój, który miałam prezentować - dziwny, prześwitujący kombinezon - nie zakrywa mojej bielizny, a raczej ją eksponuje. Jako absolutna świeżynka, nierozdziewiczona pracą w modelingu, założyłam na siebie pierwsze lepsze majtki, które wyciągnęłam z szuflady. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że na KAŻDY casting, a tym bardziej do KAŻDEJ pracy należy ZAWSZE mieć na sobie cieliste lub ewentualnie czarne stringi. Wcisnęłam więc kombinezon i czerwona jak burak wysunęłam się zza kotary przebieralni. Dwie stylistki, które zajmowały się nami tego dnia, parsknęły śmiechem, z nieukrywaną pogardą gapiąc się na moje mocno wzorzyste i kolorowe majtki. W końcu jedna z nich zlitowała się nade mną i przyniosła zapakowane w folię stringi - zapewne mają ich całą szufladę na wypadek zatrudnienia tak wybitnie niedoświadczonej nowicjuszki, jak ja. 

Kazano nam ustawić się w pomieszczeniu pełnym wieszaków z najnowszą kolekcją Jill Stuart. Buty okazały się o rozmiar za małe, okrutnie uciskały w palce i były zdecydowanie zbyt wysokie. Na przeciwko nas wisiał telewizor, katujący nasze oczy i uszy jedną i tą samą projekcją - kilkuminutową relacją z pokazu, powtarzającą się raz za razem przez 8 godzin pracy. Stałyśmy tam niczym żywe manekiny, nie mogąc się poruszać, nie rozmawiając ze sobą, nie pijąc, nie jedząc. Klienci przychodzili, oglądali kolekcję, rzucali nam przelotne spojrzenia i wychodzili. Tak w kółko aż do wieczora. W pewnym momencie J. poczuła się słabo, przykucnęła, łapiąc się za głowę i oddychając ciężko. Jedna ze stylistek pozwoliła jej łaskawie przysiąść na parę minut na kanapie, zaproponowała nawet szklankę wody. W porze lunchu został dostarczony bajeczny catering, jednak nie zostałyśmy poczęstowane nawet najmniejszym krakersem bez dodatków.

Po około ośmiu godzinach nieustannego udawania manekina pozwolono nam ściągnąć z obolałych stóp szpilki i zawlec nasze wygłodniałe i spragnione ciała do domu. Jak możecie się domyślać, jechałam metrem ze spuszczoną głową, z całych sił próbując odszukać w sobie resztki godności i optymizmu do dalszej pracy  oraz motywacji, by kolejnego dnia wstać rano z łóżka i nie opuścić żadnych castingów. Nie tak wyobrażałam sobie pracę młodziutkiej dziewczyny, niedoświadczonej, z dala od domu. Praca modelki okazała się pracą gorszą od tych, które podczas letnich wakacji wykonywali moi znajomi. Ich przynajmniej nikt nie wyśmiewał w obcym języku, publicznie nie rozbierał, nie obnażał słabości i nie katował fizycznie. Nie chcę dawać Wam jednostronnego obrazu na pracę modelki W OGÓLE - wiele zleceń, które wykonywałam później było mniej męczących, bardziej przyjemnych - pragnę Wam jedynie pokazać, jak ogromne było moje zdziwienie, gdy po skończeniu pierwszej pracy w Nowym Jorku, dla ważnej, cenionej kreatorki mody, zamiast frunąć nad ziemią, unoszona poczuciem spełnienia i satysfakcji, sunęłam chodnikiem, czując się mentalnie zgwałcona.

5 sposobów na wygląd topmodelki

9/27/2012

Przeczytałam we wrześniowym wydaniu Vivy artykuł zatytułowany "5 sposobów na... WYGLĄD TOP MODELKI", który ma rzekomo odkrywać przed nami tajemnice urody modelek i ich kosmetyczne triki. Sama nie wiem, ile w tym prawdy, ale może niektórym przyda się taka oryginalna rekomendacja produktów do pielęgnacji skóry, włosów i ciała ;-)

Back home

9/25/2012
10 listopad 2007, NY
Dzisiaj tęsknię. Powolutku pęka napęczniała oczekiwaniem skorupka, wydając na świat radość z powrotu. Wykluwają się wspomnienia kochanych miejsc i twarzy, dawne przyzwyczajenia pragną na nowo odnaleźć w sobie sens i siłę. Czuję pulsujące we mnie zmiany, inność zaszczepioną przez wszystko, czego tutaj doświadczyłam. Chyba naprawdę jestem w stanie pokochać to rozczłonkowane życie, rozpięte między przybrudzoną codziennością a światem blasku, pośpiechu, podróży, cudów. Zastanawiam się, jak będzie wyglądał mój powrót do szkoły. Czy ktokolwiek powie mi, że tęsknił, czy ktokolwiek okaże prawdziwe zainteresowanie przywiezionym z Ameryki bagażem wspomnień?
   
Rano zjadłam płatki owsiane z waniliowym jogurtem, zapiłam zieloną herbatą. Na obiad moja "nowojorska" sałatka. Trudno będzie mi się przestawić na domowe jedzenie, na nowo przywyknąć do ograniczonej swobody, narzuconego odgórnie schematu dnia. Po powrocie wszystko się skomplikuje, odmieni, przekrzywi, a jednak ze zdziwieniem odkrywam, że tej zmiany coraz silniej pożądam.

PRZEPIS NA SAŁATKĘ NOWOJORSKĄ
  • rukola
  • tuńczyk w sosie własnym
  • pokrojone w plasterki suszone pomidory
  • sos vinegre balsamic

12 listopad 2007, NY
Kolejny free day bez wielkich planów, szalonych pomysłów. Moja obecność tutaj kurczy się w zawrotnym tempie.

14 listopad 2007, NY
Casting o drugiej, a później - co dusza zapragnie, a rozum nie zabroni! Rano miałam nadzieję zrealizować planowany od miesiaca rejs na Satutę Wolności, lecz pogoda po raz kolejny okazała się kapryśną i nieprzewidywalną. Następny dzień spędzony w sklepie i przed telewizorem? To Nowy Jork na miłość boską! 

16 listopad 2007, NY
Ostatnia owsianka ma najcudowniejszy, niebiański smak. Zaraz miseczka zrobi się pusta, kubeczek po jogurcie wyląduje w koszu, puste zrobi się także to mieszkanie, już w nim ubywa wcześniejszej świeżości. Zawęża się pustka, po wyjeździe S. jeszcze dotkliwiej. Za oknem jasno i przyjemnie. Czy Nowy Jork pożegna mnie słońcem?

5:10 p.m., lotnisko JFK
Żołądek czuję w gardle, dłonie mi się trzęsą. Dawno nie przeżyłam takiego stresu. Wsiąść już na pokład, Boże kochany, byle dolecieć bezpiecznie do domu...

6:30 p.m., w samolocie
Jestem niesamowicie dzielna. Siedzę na pokładzie samolotu, dotarłam - sama, bez niczyjej pomocy. Mam tylko nadzieję, że niczego nie zgubiłam po drodze. Jakoś zupełnie nie rozumiem, że wracam do domu. Myślę o J., o tym, co teraz robi, jak się czuje. Wyobrażam sobie pustkę naszego mieszkania, pustkę, której jestem przyczyną. Pewnie siedzi z A.nad porcją szarlotki z lodami, uśmiecha się, wygłupia, pękając od środka. Stale powraca do mnie intensywność wczorajszej sesji, rozbudzona we mnie kobiecość. Ostatni wieczór w Nowym Jorku nauczył mnie szukania prawdy. Prawdy w swoim ciele, swojej twarzy, umyśle i sercu. Przez całe pięć tygodni czekałam, by poczuć się w pełni akceptowana, by skupić na sobie przewrotne oko aparatu, by swoją pasją i zaangażowaniem wypełnić każde zdjęcie. Udało mi się dopiero wtedy, gdy ktoś spojrzał w tym samym kierunku, dostrzegając ten rodzaj piękna, który tak bardzo chciałam z siebie wydobyć.

21 listopad 2007, Częstochowa
Zwrócona w niskość budynków, w wir nauki, zazdrość rówieśników, ciepło domu i wypłowiałą biel śniegu.
Od nowa tęsknię.
Na nic nie mam czasu.

Włosy modelki, czyli bez szczotki nie podchodź

9/24/2012


Zgadzam się z wypowiedzią Ani Nocoń na temat włosów modelek - to faktycznie jedno z najważniejszych narzędzi pracy, które ściśle określa i precyzuje podpisywany z agencją kontrakt. Włosy nas odróżniają, mogą być przekleństwem, jak i kluczem do sukcesu. Pamiętacie, jak kariera Anji Rubik nabrała tempa po drastycznym skróceniu włosów?

Pryszczata modelka?!

9/21/2012
W jednym z maili zapytano mnie, czy na blogu pojawi się post o pielęgnacji i kosmetykach. Postanowiłam ostatecznie nie bagatelizować tego tematu, bo przecież wszystko w zawodzie modelki opiera się na nieustannej walce o piękne, smukłe, jędrne ciało i idealną cerę...

Patrząc na podrasowane magią Photoshopa okładki magazynów, można odnieść wrażenie, że wraz z podpisaniem umowy z agencją modelek, zawiązujemy potajemny pakt z pryszczami, które od tej pory omijają nas szerokim łukiem, atakując inne bezbronne istoty. Nic bardziej mylnego! Od modelki wymaga się perfekcyjnej cery, perfekcyjnej sylwetki, perfekcyjnej kondycji włosów, jednak perfekcja w czystej formie istnieje wyłącznie w programie Perfekcyjnej Pani Domu.

Pryszczata modelka. Oksymoron? Niekoniecznie. 
Podczas pobytu na kontrakcie w Tokio poznałam młodziutką Czeszkę, która nie rozumiała ani słowa po angielsku, a na dodatek na jej twarzy zadomowiła się wroga kompania pryszczy. Stan cery pogarszał się z dnia na dzień, w agencji uznano, że to za sprawą wody, która nie na każdego wpływa korzystnie i wysłano S. do lekarza po antybiotyk. Lek w końcu zaczął działać, jednak do tego czasu S. zdążyła już zrobić tyle sesji zdjęciowych dla najważniejszych magazynów, ile my wszystkie razem wzięte. Widać każdemu klientowi bardzo zależało na zużyciu ton podkładu oraz długiej zabawie fotografa z Photoshopem. Nie oznacza to, że każda dziewczyna z problematyczną cerą ma szansę na spektakularną karierę, większość modelek nie narzeka na kłopoty ze skórą.

New York part 3

9/18/2012
19 październik 2007, Manhattan, NY
R. jak zwykle trafiła w dziesiątkę - muszę traktować modeling jako niezwykłą przygodę, o której będę za kilka lub kilkanaście lat opowiadać swoim dzieciom. Cudownie będzie przeglądać swoje profesjonalne zdjęcia, kiedy twarz pokryje gęsta sieć zmarszczeń, skóra się skurczy, nogi spuchną, a cienkie, zmęczone starością ciało opadnie w przepaść bujanego fotela.

21 październik 2007, NY
Upycham tęsknotę za domem po kątach, by nie potknąć się o nią w drodze do pracy. Za oknem słońce rozjaśnia czysty błękit nieba, wyostrza barwy drzew. Dopiero wczoraj dotarło do mnie, że za tym miejscem też niedługo zatęsknię. To już druga niedziela. J. rozrysowała prowizoryczny kalendarz, na którym odliczamy czas do naszego wyjazdu (9 listopad i 1 grudzień zaznaczone grubą czarną kreską). Jeszcze dwie kolejne niedziele, a później - do ostatniego piątku - powinno już polecieć z górki. Dziś o 11 testy, kawał drogi od domu. Muszę wsiąść w zieloną szóstkę na Astor Place, na następnym przystanku wyjść i przespacerować się kilka ulic do czerwonej jedynki. Jedynką dojadę chyba do 157 street, więc muszę jeszcze zawrócić sześć ulic aż do 151. Zapowiada się ciężki dzień. Dzwonię do domu.

22 październik 2007, NY
Wczoraj opalałam się w bikini na dachu nowojorskiego wieżowca i jadłam prawdziwą chińszczyznę. To była bardzo dziwna sesja, zupełnie różna od poprzednich, mniej męcząca, a obfitująca w satysfakcję i nowe znajomości. Bluzka, którą mam na sobie pachnie J. Niezwykłe, jak bardzo się zżyłyśmy przez te ostatnie dwa tygodnie, jak wiele nas połączyło pomimo całkowitej odmienności. Ciekawe, o której wyląduje w Berlinie, ciekawe, jak sobie poradzi. A jak ja sobie poradzę? 

25 październik 2007, NY 
Dzień szybko zleciał. Rano agencja, zaledwie jeden casting, telefon do domu, a później Greenpoint i Polska - mrożone ruskie pierogi z Jawo, jogurtowe Almette, gorące kubki Knorra. Tatę bawią moje polskie zakupy, ale ja po prostu trzymam się kurczowo tego, co dobrze znane, tego, co łagodzi moje poczucie obcości. Apartament pusty, ale dzisiaj potrzebuję ciszy, spokoju, odrobiny prywatności. Rozsiadłam się na kanapie, zaparzyłam owocową herbatkę, oglądam America's Next Top Model i zastanawiam się, czy te naiwne dziewczyny przeczuwają, co je czeka. Sądząc po ich radosnym podnieceniu jeszcze nie wiedzą, w jakie gówno się wpakowały.

31 październik 2007, NY
Co czyni życie człowieka bogatszym od świadomego przeżywania podróży? Nie mam prawa na nic narzekać. Dostałam szansę, o której marzy połowa znanych mi ludzi. Potrzebuję teraz tylko czerwonych rajstop na Halloween...

1 listopad 2007, NY
Inaczej wyobrażałam sobie szaloną zabawę Nowojorczyków, od tygodni szykujących stroje i przyozdabiających swoje domy w dynie, duchy, zwisające po poręczach pajęczyny. Było kolorowo, tłoczno i głośno. Czarownice śpiewały, diabły grały na bębnach, przebierańcy maszerujący w paradzie pozdrawiali napierający tłum niczym gwiazdy filmowe. Wesoło, lecz nie strasznie. Dziś kolejny wolny dzień. Chociaż wczoraj poczułam się potrzebna i doceniana, teraz znowu ostre poczucie bezczynności przekłuwa mi żołądek i mąci w głowie. 
   
Wszystkie modelki tutaj mają chłopaka, tylko ja muszę przelewać całą swoją samotność na rodziców, tylko ja nie tęsknię do niczyich ust, ramion, tylko mnie nie brakuje rozbudzonych namiętności. Czy to znaczy, że bycie singlem umniejsza ból wyjazdu? Mimo wszystko chciałabym pocierpieć z powodu czyjejś nieobecności.
   
Leniwie i słonecznie. Czasami wcale nie potrzebuję Polski, Częstochowy, szkoły, domu. 
Czasami zapominam, że wypada za tym tęsknić.
                                                               

Polaroidy

9/16/2012

Dzisiaj parę informacji na temat polaroidów, z którymi "zaprzyjaźnić" musi się każda początkująca modelka. Poniższe informacje zaczerpnięte ze strony http://polaroidy.pl/

Kandydatki na modelki dość często spotykają się z hasłem "zrób sobie polaroidy", albo "wrzuć lepiej polaroidy", z reguły agencje modelek także proszą o przesłanie "polaroidów". Szybkie sprawdzenie w internecie nie bardzo pomaga, na hasło "polaroid" pojawiają się informacje o jakimś starym aparacie, z którego od razu dostawało się zdjęcia, ale jaki to ma związek z agencjami modelek i stronami internetowymi?



Związek jak najbardziej istnieje, i jest bardzo prosty: gdy kandydatka na modelkę pojawiała się na spotkaniu w agencji modelek, to pierwsze zdjęcia były robione właśnie aparatami Polaroid. W kilka minut po naciśnięciu przycisku zdjęcie było gotowe i nadawało się do dołączenia do innych dokumentów. Na dodatek zdjęcia te przedstawiały naturalny, codzienny wygląd kandydatek, bez makijażu, bez żadnego retuszu, i dzięki temu był to doskonały materiał do porównania różnych osób i wybrania tych najciekawszych.

Pomimo tego, że aparaty Polaroid prawie całkiem zniknęły z rynku, określenie "polaroidy" ma się całkiem dobrze. Jeśli dziś ktoś prosi kandydatkę na modelkę "zrób polaroidy", nie chodzi mu o znalezienie trzydziestoletniego aparatu i zdobycie kasety z materiałem (ciekawostka: koszt jednego zdjęcia to ok. 10zł).

Taka osoba prosi przyszłą modelkę o przygotowanie zdjęć:
  • bez makijażu
  • bez żadnego pozowania
  • dobrze pokazujących twarz kandydatki
  • dobrze pokazujących figurę kandydatki 

 Skąd wziąć dobre polaroidy? Jak zawsze, jest kilka możliwości, pierwsza, to zapłacić fotografowi, który wie, jak takie zdjęcia powinny wyglądać. Oczywiście wydawanie pieniędzy nie zawsze jest przyjemne, więc można także zrobić polaroidy w domu. Jeśli ani pierwsza, ani druga możliwość nie wchodzą w grę, można poprosić o pomoc kilku fotografów, którzy od czasu do czasu, w wolnych chwilach mogą zrobić polaroidy i nie będą żądali za to wynagrodzenia. Warto jednak pamiętać, że proponują tylko zrobienie kilku podstawowych zdjęć, a nie darmowej sesji. Nie będą także za darmo robić zdjęć na pamiątkę, z koleżanką - to już jest normalne zamówienie, za które należałoby zapłacić.
Jak samodzielnie zrobić polaroidy? Prawie każdy ma w domu cyfrówkę lub może na chwilę pożyczyć od koleżanki, cioci lub znajomej kolegi, więc przygotowanie zdjęć na start nie powinno być żadnym problemem.

Wystarczy kierować się kilkoma wskazówkami, takie zdjęcia:
- mają być robione bez makijażu, musisz pokazać, jak wygląda Twoja cera
- nie mają pokazać Twoich umiejętności pozowania, tylko Twój naturalny wygląd
- muszą pokazać Twoją sylwetkę, więc luźna bluzka, szeroka spódnica, naciągnięty sweter odpadają
- zdjęcia mają być wyraźne, ostre

Przykłady takich zdjęć znajdziesz na stronach agencji modelek, np. na stronie agencji Gaga (kliknij w "Foto-zobacz") oraz TUTAJ.

Poniżej kilka zdjęć z mojej osobistej kolekcji - nie są to typowe "surowe" zdjęcia prezentujące sylwetkę, przeznaczone na castingi, jednak ukazują, jak różnorodne, ciekawe efekty możemy przy pomocy polaroidu uzyskać.

R. i ja na słynnym targu rybnym w Tokio

Tokio 2010

POLAROIDY Z NOWEGO JORKU:

















Pierwszy lot w nieznane, czyli jak podróżują modelki

9/14/2012

MIT NUMER 1: 
ZAGRANICĘ WYJEŻDŻAMY CAŁĄ GRUPĄ, A NAD NASZYM BEZPIECZEŃSTWEM CZUWA PEŁNOLETNI OPIEKUN

Zaraz, zaraz. To chyba opis szkolnej wycieczki, a nie wyjazdu na zagraniczny kontrakt. Niestety z takim pomysłem też się spotkałam i do tej pory pamiętam zaskoczony wyraz twarzy osób, którym odpowiedziałam, że niestety nie jest tak kolorowo, gdyż najczęściej podróżujemy zupełnie same, bez innych młodych towarzyszek, a tym bardziej bez nadzorującej przebieg podróży dorosłej osoby. Przed wyjazdem dostajemy na maila elektroniczny bilet lotniczy, musimy go wydrukować i z nim stawić się na lotnisku. Przelot początkującym dziewczynom opłaca oczywiście agencja (wliczając cenę w koszty, które modelka zwraca późniejszymi zleceniami). Dojazd na lotnisko we własnym zakresie. Najtrudniejszym zadaniem jest odnalezienie właściwego stanowiska, oddanie bagażu i spokojne czekanie na otwarcie naszej bramki. Po dotarciu na miejsce odbiera nas wysłany przez agencję szofer, przekazuje klucze i dostarcza do mieszkania.


MIT NUMER 2:
MIESZKAMY W HOTELACH/APARTAMENTACH 

To NIESTETY bardzo duża pomyłka. W hotelu mieszkałam wyłącznie w Londynie, gdzie wyjechałam na Fashion Week. Podczas wszystkich innych podróży zakwaterowywano nas w zwyczajnych mieszkaniach - ładnych, czystych, jednak bez większych luksusów.  


MIT NUMER 3:
MAMY ZAPEWNIONE WYŻYWIENIE/CATERING

Byłoby to super przyjemne ułatwienie życia na wyjeździe, jednak agencja nie ma wpływu na to, co robimy po pracy ani na to, co i kiedy jemy. Robimy zakupy, gotujemy, pieczemy, a jeśli nie jesteśmy fankami dłuższego stania w kuchni - kupujemy gotowe dania lub przez cały wyjazd wcinamy kanapki ;-)

Lecąc do Nowego Jorku miałam dużo szczęścia, ponieważ towarzyszyli mi: szef agencji oraz jedna z modelek (przy pierwszym spotkaniu na lotnisku nie podejrzewałam, że zostaniemy tak bliskimi przyjaciółkami!). Dzięki nim miałam ułatwione zadanie przy pilnowaniu ważnych dokumentów, bagażu, orientacji na lotnisku i nie spóźnieniu się na samolot. Dziewięć godzin lotu robi swoje. Człowiek marzy o tym, by wysiąść, a przynajmniej zapaść w sen i przedrzemać całą podróż w błogiej nieświadomości. Nie chodzi o sam stres, który u pewnych osób może wystąpić wraz z oderwaniem się samolotu od pasa startowego, jednak o brak możliwości ruchu, niewygodne fotele, cierpnące w nieskończoność stopy i ciasną toaletę. Wjeżdżając taksówką do Nowego Jorku byłam tak zmęczona i odurzona zmianą czasową, że ledwo widziałam na oczy. W Polsce środek nocy - tam piękny, słoneczny dzień. Całe szczęście nasz przylot wypadł w weekend, więc miałyśmy dwa dni odpoczynku i odespania, zanim udałyśmy się do agencji NEXT. J. dobrze znała Nowy Jork, gdyż odwiedzała go trzeci raz z rzędu. Już pierwszego wieczoru zapoznała mnie ze smakiem, niedostępnych wówczas w Polsce, waniliowych lodów Häagen-Dazs, a w sobotni poranek zabrała na Times Square.

14 październik, 
Watt Street, Manhattan, NY 
Wczoraj po raz pierwszy jechałam metrem. Stanęłam na Times Square i osłupiałam. Kto wymyślił Nowy Jork?! To przecież istny kosmos: wszystko się świeci, budynki sięgają chmur, ludzie śpiewają na ulicach. Za pięć dolarów kupiłam sobie kartę do telefonu, dzięki której mogę rozmawiać z domem prawie 3 godziny. Chciałabym mieć w sobie tyle siły i samozaparcia, by nie kruszyć się od środka, gdy tylko usłyszę w słuchawce głos mamy. "Mamusiu, tęsknię", powiedziałam jej wczoraj. Tylko po co, dlaczego? W niczym nam to nie pomoże. Nie wiem, czemu, ale podobno chce mnie Japonia i podobno jestem w hiszpańskiej Elite. Chciałabym już zacząć pracować, naprawdę pracować. 

Pierwszego dnia w agencji polaroidy i mierzenie. Dostałam wydrukowaną z Google prowizoryczną czarno-białą mapkę, na której gwiazdką zaznaczono miejsca testów oraz castingi, usłyszałam "good luck" oraz "go" i wypchnięto mnie w płynący ulicami potok ludzkich ciał, trąbiących na żółto taksówek i oślepiających banerów, zmieniających barwę i kształty. Żadnej pomocy, żadnego "dzisiaj ktoś cię poprowadzi", od razu na głęboką wodę, a dokładniej w głębokie tunele metra. Gdyby nie J., która widząc moje przerażenie, odpuściła swoją listę castingów i na wszystkie chodziła tego dnia razem ze mną, pewnie utonęłabym w tłumie i zamiast na casting, dojechała na Brooklyn. No, może nie byłoby aż tak źle, w każdym razie jestem jej za pomoc dozgonnie wdzięczna!

New York part 2

9/11/2012
Kochani, dzisiaj porcja zdjęć z NY. Jakość nie zachwyca, za co z góry przepraszam, jednak nie dysponowałam jeszcze wtedy profesjonalną lustrzanką ;-) W kolejnym poście o tym, jak wygląda podróż na zagraniczny kontrakt, opowiem o moim 9-godzinnym locie do Nowego Yorku, pierwszych wrażeniach z pobytu i ekstremalnie trudnych początkach w mieście, które nigdy nie śpi.



Obiadek!



Moje mieszkanie w NY



Widok z okna

Justyś z biletami na Empire State <3







Odliczanie do wyjazdu ;-)
 

Halloween

New York part 1

9/09/2012
2 września 2007
Do Nowego Yorku lecę tylko na miesiąc. Rodzicom ulżyło, mnie zresztą też. Tak tylko się męczę z upartą myślą, że może wcale nie jestem tam nikomu potrzebna, bo skoro chcą mnie tylko jeden miesiąc...
- Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? - pyta mama, głaszcząc mój policzek. A ja nie wiem. Ja już czasami naprawdę nie wiem, czego chcę. Bo chyba jestem szczęśliwa, tak, jestem cholerną szczęściarą, ale wciąż jakiś drobiazg wymyka mi się z rąk. 

4 września 2007
Jeszcze nie wiem, czy podjęłam słuszną decyzję idąc do tego liceum. Dzisiejszy dzień odrobinę przygasił mój początkowy entuzjazm i zachwyt nad nową klasą. Paryż mnie chyba nie chce. Co prawda dopiero parę dni temu wróciłam z castingu, ale jakoś dziwnie i pusto czuję się bez tego szaleńczego tempa, jakiego nabrało moje życie. 

15 września 2007
Czasami bardzo chciałabym, żeby wszystko wróciło do cudownej fazy pęcznienia i oczekiwania. Taki ładny, kolorowy bąbel niewiedzy. Żeby tylko móc go jeszcze nie przekłuwać, żeby wrócić do tego gorącego dnia czerwca, kiedy nosiłam w sobie poczucie sukcesu i spełnienia większe niż dziś. Dzień pierwszych testów zapisał się w mojej pamięci swobodą, świeżością, szczerym uśmiechem od losu. Czułam się spełniona i niezależna, a bardzo odległa perspektywa wyjazdów nie budziła lęku, a jedynie podniecenie. Teraz muszę się bardzo mocno skupić, by zaufać sobie i oszukać strach, przepędzić smutek, nabrać do płuc optymizmu.

17 września 2007
Umówiłam się na sobotę z M. Ciekawe, czy tak samo naciskałby na spotkanie, gdybym nie powiedziała mu o swoim sukcesie w New Age Face. 
"Siema Marta, jesteś?"
Siema, nie ma mnie.

21 września 2007
Ludzie w pociągach są niezwykli, choć być może owa niezwykłość nie bierze się z nich samych, lecz ukradkowego sposobu ich podpatrywania. Mało mówią, więcej procesów rozgrywa się w ich głowach, ale mnie nie interesuje obca teraźniejszość, lecz przeszłość, z której wypłynęli, zarys osób, którymi kiedyś byli. Co przeżyli, ile zyskali, kiedy po raz pierwszy dotknęli ust dziewczyny, kiedy poczuły na sobie wzrok chłopaka. Przeszłość fascynuje, bo istnieje w swojej nieodtwarzalności, bo naznacza człowieka niezniszczalną siłą. Przeszłość wodoodporna, niereformowalna. W poniedziałek kurier dostarczy mi paszport z moją własną, osobistą wizą. Dobrze, że mam to już za sobą - stres, nerwy, a potem kilka godzin drętwego czekania w ambasadzie. Pojutrze Warszawa, bo casting do Japonii. Chyba nawet mam apetyt na tę odrobinę szaleństwa, kolejny dzień wyrwany z normalności, z poukładania.

24 wrzesień 2007
O 13:00 casting w agencji. Zakładam czarną sukienkę, obrysowuję kredką oczy, do torby wrzucam szpilki. Ciekawe, czy powiedzą mi coś nowego o Nowym Yorku czy znowu wcisną w kącik i każą spokojnie czekać na swoje pięć minut przed miniaturowym obiektywem japońskiego aparaciku. Potem obiad i do pociągu.

6 październik 2007
Strasznie pędzę z nauką, bo chcę wszystko podgonić przed wyjazdem, nałapać jak najwięcej dobrych ocen, by mieć już jakąś podstawę, jakiekolwiek oparcie po tych czterech tygodniach w Nowym Yorku. W przyszły piątek już mnie tu nie będzie. Jak będę się czuła? Gdzie będę mieszkała? Co jadła, co robiła? Czy zwariuję z tęsknoty?

10 październik 2007
- Za tydzień o tej porze będę już bardzo szczęśliwa, bo zostanie tydzień mniej do twojego powrotu - powiedziała mama. Chciałabym już zacząć pędzić do przodu, wcisnąć na stopy szpilki, uśmiechnąć się do obiektywu aparatu. Nie czuć tęsknoty, nie dusić się miażdżącą odległością od domu, po prostu pędzić przez Nowy York.


Na początku drogi zawsze jest pod górkę

9/07/2012
Po długich postach dzisiaj krótko, zwięźle i na temat. Aby ruszyć z miejsca i zacząć pracować musimy wyrobić tak zwaną książkę, czyli swoje portfolio, dzięki któremu staniemy się produktem, towarem na rynku pracy. Bez książki modelka nie istnieje. Nosimy ją ze sobą na każdy casting (a waży niemało!), pokazujemy klientom. Im więcej dobrych zdjęć, okładek magazynów, kampanii, tym lepiej, jednak każda modelka na początku kariery zaczyna od tzw. testów (moje pierwsze tutaj). 

Książka agencji Bravo (Tokio)
Książka agencji NEXT (Londyn)

Teraz czas na krótki quiz. Jak myślicie: czy agencja, dzwoniąc do nas i proponując testy w, dajmy na to, Warszawie, zwraca koszty przejazdu, pieniądze za taksówki/bilety oraz jedzenie (bo przecież na testach nas nikt nie nakarmi, a modelki też jedzą)? Odpowiedź brzmi NIE. Jeździłam na testy, opuszczając cały dzień w szkole, robiąc sobie zaległości, nie przychodząc na sprawdziany. Pieniądze na pociąg dostawałam od rodziców. Trzy godzinki w jedną, trzy w drugą stronę. 
Czasochłonne, męczące, wymaga zainwestowania własnych pieniędzy? Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.










Dieta modelki, czyli wieszak wieszakiem, lecz anoreksji mówimy NIE!

9/03/2012
Na początku chciałam Wam serdecznie podziękować za wszystkie miłe komentarze i maile. Odzew z Waszej strony, każde pytanie i każdy nawiązany kontakt to dla mnie najlepsza radość z prowadzenia bloga!

W jednym z maili padło pytanie o dietę modelek i kwestię odchudzania. Planowałam poruszyć ten temat nieco później, jednak zdecydowałam, że im wcześniej, tym lepiej. Modeling faktycznie niesie ogromne niebezpieczeństwo dla młodych, podatnych na wpływy innych osób, dziewczyn, które każde słowo krytyki połykają tak łapczywie, że staje im w gardle lub osiada na żołądku. Sama tego doświadczyłam i przyznaję od razu - mój sposób odżywiania również przez bardzo długi czas odbiegał od normy. Z drugiej zaś strony ludzie uwielbiają demonizować sposób, w jaki modelki dbają o swój wygląd. W tym zawodzie trzeba jeść niewiele, to fakt, jednak często i zdrowo! To praca, jak każda inna i dlatego wymaga od dziewczyn wiele energii, której żadną miarą nie wyprodukujemy, głodząc się i odmawiając sobie wszystkiego.



Zawiść ludzka nie zna granic

9/01/2012
29 sierpnia 2007
Mam dziwne wrażenie, że moje własne życie nagle przestało mnie dotyczyć, do mnie należeć. Gdzie ja jestem? Cały konkurs wydaje się być jakimś szalonym snem, który skończył się wraz z otwarciem powiek, a jednak wciąż tkwi przyklejony do lepkiej ściany pamięci. W piątek znowu Warszawa. Na internecie komentarze na temat mojej urody, a raczej jej braku. Skąd w ludziach tyle okrucieństwa i zawiści? Czy obrażanie obcych ludzi naprawdę może sprawiać przyjemność? Chyba nie czuję się z tym najlepiej, ale jednocześnie wiem, że jestem ponad to - zazdrość rodzi nienawiść. Ludzie są z natury okrutni i trzeba się uodpornić. Inaczej zginę w tym wielkim, złośliwym świecie. 

Przez krótką chwilę doświadczyłam "potęgi" Internetu, w którym to każdy człowiek ma możliwość wypowiedzieć się na każdy temat. Obrazić, ubliżyć i pozostać anonimowym. Nie rozumiem, jak ludziom chciało się rozważać moje (zapewne liczne) przywary na czterech stronach komentarzy, ale jeśli ktoś miałby ochotę się uraczyć arcy-poprawną polszczyzną i wysokim poziomem kultury internetowych krytyków, polecam serdecznie: http://www.kozaczek.pl/plotka.php?id=3786

- Weź dopisz jeszcze, że ma wiejską urodę, a wszystkie to wieszaki na wybiegu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL