New Age Face

8/30/2012
Było nas w sumie jedenaście. Jedenaście zupełnie różnych dziewczyn, od blondynek po szatynki, od anorektycznie wystających kości po bardziej kobiece kształty, usta większa, mniejsze, nogi dłuższe,krótsze. Każda inna, na swój sposób ważna, bardziej lub mniej świadoma tego, co się wokół niej dzieje (niektóre z dziewczyn biorących udział w konkursie miało już za sobą pierwsze doświadczenia z modelingiem). Ja natomiast nie miałam zielonego pojęcia, CO tam robię, GDZIE mnie to zaprowadzi i JAK właściwie powinnam się zachować. Starałam się utrzymywać bezpieczny, zdrowy dystans, jednak będąc w samym środku szalejącego cyklonu ciężko pozostać obojętnym i stać nieruchomo z zamkniętymi ze strachu oczami.

Od momentu, w którym rodzice zostawili mnie w Wytwórni Wódek Koneser na warszawskiej Pradze czas zdawał się przyspieszyć, klatki obrazów przesuwały się przed oczami, migały światła budowanego w hali wybiegu, kolory wkładanych mi przez głowę ubrań zlewały się w jedną całość, a ja chłonęłam całe to barwne widowisko, stojąc jakby gdzieś z boku, choć przecież intensywnie we wszystkim uczestnicząc. Przymiarki ciągnęły się w nieskończoność. Ubierali nas w dziwaczne zestawy, rozmyślali głośno nad tym, która jak w czym wygląda, wciskali na stopy za małe rozmiary szpilek. Prawdziwą zmorą w moim przypadku okazała się nauka chodzenia. Nigdy wcześniej nie nosiłam wysokich butów i był to mój absolutny debiut. Niezbyt udany, trzeba przyznać. Nogi wykrzywiały mi się na wszystkie strony, a przecież nie można sunąć po wybiegu powoli, niepewnie, należy maszerować szybko, seksownie, z pewnym siebie wyrazem twarzy, nie spoglądając ukradkiem pod nogi, zachować bezpieczną odległość od koleżanki, w przeciwnym razie zderzenie czołowe gwarantowane. Buty, w których chodzisz na pokazie potrafią mieć zabójczo wysoki obcas, dlatego należy opanować sztukę poruszania się na każdej "wysokości"...


Projektanci często postanawiają dodać troszkę adrenaliny na swoim pokazie, każąc zakładać modelkom obcasy, na których sami nie przeszliby nawet jednego kroku. Każda początkująca modelka panicznie boi się sytuacji przedstawionych na zdjęciach poniżej:




Można także z nieszczęsnego upadku wybrnąć z klasą i zaszczycić widownię pięknym uśmiechem, tak, jak Agyness Deyn

Chodzenie na szpilkach w moim wydaniu okazało się na tyle kiepskie, że dostałam do każdego wyjścia na pokazie te same czarne botki na dosyć niskim i stabilnym obcasie. Dzięki Bogu uratowały mnie one przed karkołomnym upadkiem na oczach warszawskich celebrytów i przedstawicieli agencji mody z różnych stron świata ;-) Oprócz nauki poruszania się na szpilkach, wszystkie musiałyśmy zapamiętać układ choreograficzny, wymyślony specjalnie na potrzeby konkursu. Kiedy jaka muzyka, w którym momencie wychodzimy, jak idziemy, z której strony wchodzimy, a z której zbiegamy do przebrania się w następny "look". Kto idzie za kim, kiedy się zatrzymać, zapozować, wyminąć koleżankę. Za wbicie nam do głowy choreografii i sukces pokazu odpowiedzialna była znana reżyserka pokazów mody, Kasia Sokołowska.

Próby i przymiarki trwały od rana do późnego wieczora. Po skończonej pracy te dziewczyny, które nie mieszkały na stałe w stolicy, zaprowadzono do eleganckiego hotelu na Pradze. Praga, jak to Praga - zabroniono nam po zmroku opuszczać hotelowe pokoje, wszystkie potrzebne zakupy zrobiłyśmy wcześniej w mijanej po drodze Żabce. Nie zżyłam się szczególnie z moimi współlokatorkami na jedną noc. Prawdę mówiąc kierowałam się wtedy jeszcze powszechnie utartym stereotypem modelki (choć sama coraz silniej zagłębiałam się w świecie modelingu), a rozmowy na temat rzucanych i nowo poznawanych chłopaków oraz wariackich imprez bardziej przeszkadzały mi w wyspaniu się przed ważnym dniem, niż zachęcały do nawiązywania nowych przyjaźni. Cała nasza jedenastka niespecjalnie była sobą zainteresowana. Rozmawiałyśmy, lecz tak naprawdę o niczym. W powietrzu unosił się słodko-gorzki zapach rywalizacji, który nasilał się z każdą, przybliżającą nas do pokazu, godziną.

Rano prysznic, umyte włosy, zero makijażu, śniadanie w hotelu i z powrotem na ulicę Ząbkowską. Od rana próby, przymiarki, w końcu też pojawiły się "prawdziwe" modelki, które nasz konkurs uświetniły pokazem bielizny marki Palmers. Wśród nich gwiazda, Ania Jagodzińska, dzieląca swój cenny czas na rozmowy z szefem agencji oraz sprawdzanie wiadomości w telefonie BlackBerry. Przez cały dzień do Wytwórni Wódek Koneser zjeżdżali międzynarodowi bookerzy z agencji mody na całym świecie, a my, pokazując się im, brałyśmy udział w pierwszych prawdziwych castingach. Najważniejszy gość, Agnieszka P. z nowojorskiej agencji NEXT, pojawiła się na kilka godzin przed rozpoczęciem konkursu. Wtedy też po raz pierwszy poczułam, że jestem odrobinę inaczej traktowana, niż reszta dziewczyn, bo tylko ja i Wera zostałyśmy poproszone o pokazanie się w kostiumie kąpielowym i tylko nasze wymiary spisano (Weronika, którą bardzo mocno ściskam i pozdrawiam, zajęła II miejsce).

Kiedy miałyśmy już na sobie pełny make-up, nasze włosy lśniły nienaturalnie pod wpływem tony lakieru, ubrano nas w dziwne, pseudo-młodzieżowe stylizacje i zaczęło się SHOW. Mnóstwo ludzi na widowni, za kulisami reporterzy, telewizja, dudniła muzyka, my zaś stałyśmy według ustalonej wcześniej kolejności i czekałyśmy na hasło do wyjścia. Kolana trzęsły się ze strachu, raz ciepło, raz zimno, marzyłam tylko o tym, by już ruszyć, przejść, nie pomylić się, bezpiecznie wrócić. W końcu muzyka daje wszystkim znać, że to teraz, to właśnie ten moment, godziny przygotowań poświęcone zostały właśnie dla tej chwili. Słyszę "GO!" i pierwszą z nas pochłaniają reflektory i blask fleszy. Trudno opisać uczucia, jak towarzyszą podczas przejścia po wybiegu. To naprawdę niesamowity zastrzyk adrenaliny i niezapomniane przeżycie.

Po skończonym pokazie, nadszedł czas na wyniki. W tym momencie kończę się rozpisywać ;-) Wygrana była tak wielkim zaskoczeniem, że dotarła do mnie dopiero dnia następnego. Po ogłoszeniu wyników, rozdaniu nagród i zejściu ze sceny, rozpętała się burza: otoczyło mnie stado fotoreporterów, krzyczących "tutaj, tutaj!" i strzelających we mnie fleszami aparatów. Udzieliłam krótkiego wywiadu Agnieszce Popielewicz z polsatowskiego "Się kręci" i ostatecznie dołączyłam do sparaliżowanych z zaskoczenia i strachu rodziców. Na after-party zostałam tak długo, jak musiałam, co oznacza, że po zapozowaniu z szefem mojej agencji oraz porozmawianiu z bookerami z NY, Mediolanu i Paryża, wsiadłam do samochodu i uciekłam z Warszawy, wciąż nie rozumiejąc, co tak właściwie się wydarzyło i jakie będą, tego skutki. Wiedziałam jedynie, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo, że dostałam od życia niezwykłą szansę, a następnym przystankiem na mapie modelingowych przygód będzie Nowy Jork.







New Age Face 2007

8/27/2012
Po próbnych testach moje życie na chwilę się uspokoiło. Właściciel agencji dzwonił od czasu do czasu, na stronie internetowej pojawiły się pierwsze zdjęcia, ja tymczasem skupiłam się na częstochowskiej codzienności, aż do momentu udziału w konkursie New Age Face.

"W warszawskiej zabytkowej Wytwórni Wódek Koneser odbyła się gala finałowa konkursu New Age Face 2007 już po raz czwarty zorganizowanego przez agencję New Age Management. Jest to wydarzenie, które daje szansę dziewczynom marzącym o karierze modelki. Celem konkursu jest odkrycie ciekawych twarzy i stworzenie dziewczynom możliwości zaistnienia na polskim i zagranicznym rynku mody. Najlepszym dziewczynom udział w Finale zapewnia kontrakty z agencją New Age, a dla zwyciężczyni kontrakt z jedną z renomowanych agencji w New York! W tym roku taką szanse otrzymała Marta Nowacka, która spośród jedenastu finalistek okazała się najlepsza. Finałową galę uświetnił pokaz bielizny marki Palmers." (źródło)
 
Podczas miesięcznego oczekiwania na dzień konkursu, dopadały mnie okrutne wątpliwości, strach i przede wszystkim wielka trema. Poniżej fragmenty pamiętnika, który pisałam w 2007 roku:

18 sierpnia
Oglądam klip z New Age Face 2006 i jestem przerażona. Jak można nauczyć się tych wszystkich układów na wybiegu w zaledwie dwa dni? I jeszcze te obcasy. (...)Stoję przed lustrem i głupkowato wydymam usta. Poczułam jakiś nagły przypływ wiary w swoje możliwości, dziwny, lecz bardzo przyjemny. Próbuję chodzić po mieszkaniu wyprostowana, ocierając o siebie łydki, z miną wieszaka. Chyba jednak będę lekko unosić kąciki ust ku górze. To bardziej pasuje do mnie i mojego nastawienia do całego konkursu. Marta Nowacka - tajemniczo uśmiechnięty wieszak.

19 sierpnia
Och, muszę po prostu być w stu procentach sobą i kierować się myślą, że już odniosłam przeogromny sukces - przełamałam strach, wstyd, spodobałam się wybrednemu łowcy modelek. Jestem na stronie międzynarodowej agencji i to jest niezwykłe osiągnięcie. Tak muszę do tego podejść. Naturalnie i bezstresowo. A jednak gdzieś tam w głębi się denerwuję, tego najprostszego strachu nie można niczym zagłuszyć.

24 sierpnia
SMS od agencji: "Ważne! Przypominam, aby zabrać buty na obcasie na naukę chodzenia, a ponadto na przymiarki i pokaz czarne i cieliste stringi. Na pokaz paznokcie pomalowane wyłącznie lakierem cielistym lub bezbarwnym." Matko kochana...

25 sierpnia
Jutro Warszawa. Niezwykłe i podniecające. Tak wielu rzeczy jestem ciekawa, tak bardzo niecierpliwię się w swojej niewiedzy i niepewności. 
  
Poniżej kilka zdjęć z konkursu, a w następnym poście dokładna relacja z przygotowań, przymiarek, prób i w końcu samego pokazu, który miał być dla mnie pierwszym krokiem na drodze modelingu z prawdziwego zdarzenia.





Za kulisami // Zdjęcia by Asia Gwarek

8/25/2012
W poprzednim poście użyłam słowa BOOKER, nie wyjaśniając go. Możliwe, że mieliście problem z interpretacją hasła, więc dzisiaj postaram się naprawić swój błąd. Booker to pracownik agencji, którego głównym zadaniem jest wyszukiwanie zleceń dla modelek i modeli. Każda modelka/model ma swojego osobistego bookera, który powinien dokładnie wiedzieć, jakie zlecenia będą dla jego podopiecznej/podopiecznego najbardziej odpowiednie. Jeśli jednak w danej agencji pracuje booker od zleceń zagranicznych i booker od zleceń w kraju, możemy otrzymywać telefony z propozycją pracy od obu, nie tylko od "naszego".

Poniżej obiecane wczoraj zdjęcia z pracy nad pierwszymi testami.



















Pierwsze testy w Wielkim Mieście

8/24/2012
Gdybym miała wybrać sposób, w jaki zostałam modelką, byłoby to przypadkowe spotkanie z właściwą osobą we właściwym czasie i miejscu: szefem agencji lub bookerem. To bardzo popularny sposób, w jaki agencje odkrywają „new faces”, czyli swoje „nowe twarze”, które dopiero czekają, by świat o nich usłyszał. Najczęściej młodziutka, niczego nieświadoma dziewczyna maszeruje ulicami rodzinnego miasta, z głową zaprzątniętą problemami szkoły, chłopaka, gdy nagle na jej drodze materializuje się człowiek oferujący szansę pozbycia się tych wszystkich problemów w zamian za jedną drobną przysługę: próbne zdjęcia.
Z całego tłumu zalewającego ulice to właśnie ona zostaje wyłowiona na powierzchnię i wystawiona na talerzu Życiowej Szansie. Modeling ma to do siebie, że od samego początku daje dziewczynom zastrzyk niesamowitej ciekawości i zapału, wabi i kusi nieznanym światem wybrańców, upewniając w poczuciu wyjątkowości i piękna.
            Gdybym miała wybrać sposób, w jaki zostałam modelką, byłby to szczęśliwy zbieg okoliczności, jednak w zbiegi okoliczności wierzyć nie warto, a branie spraw w swoje ręce opłaca się w dzisiejszym świecie o wiele bardziej. Na casting, który odbywał się w mojej rodzinnej Częstochowie poszłam bardziej dla zabawy oraz dlatego, że od dłuższego czasu znajomi i rodzice pchali mnie w tym kierunku. Czemu nie, pomyślałam ostatecznie i z lekkim poczuciem zażenowania ustawiłam się w kolejce, tuż za dziewczyną w skórzanych leginsach, futerku-panterce, w pełnym makijażu, a nawet głęboko niebieskich soczewkach (o wysokich do nieba szpilkach chyba nawet nie ma sensu wspominać). Tego dnia padał deszcz, dlatego moje włosy nie wyglądały zbytnio reprezentacyjnie, znoszone baletki przemokły, a spodnie i bluzka przykleiły mi się do ciała. Wyglądałam jak zmoknięta kura, bez wyczucia stylu, bez najmniejszego pierwiastka drapieżności czy elegancji. Dzieciak w zielonych sztruksach. Brzmi niezbyt obiecująco, a jednak moja absolutnie niewymuszona naturalność przeważyła nad skórzano-futrzanym seksapilem, który prężył się przede mną. Właściciel agencji od razu wykazał niemałe zainteresowanie i entuzjazm. Wypytał o miejsce zamieszkania, wiek, sytuację w szkole (w agencjach modelek WBREW POZOROM nieprzychylnym okiem patrzą na dziewczyny z problemami w nauce, ponieważ odbija się to na ich wyjazdach zagranicznych - modelka, który wciąż się uczy powinna być w stanie szybko nadrobić zaległości, nie nadwyrężając jednocześnie kredytu zaufania, który otrzymała od swojej dyrekcji, nauczycieli, rodziców), a na końcu zmierzył obwód w pasie, biodrach, biuście i mój wzrost. Roztoczył przede mną barwną wizję międzynarodowej kariery, wyjazdów w najdziksze zakątki świata, pracy dla najlepszych projektantów, a co za tym idzie - zarabiania na siebie i to niemałych pieniędzy. Umówiliśmy się na próbne testy w Warszawie, które miały mieć miejsce już w przyszłym tygodniu. Wyszłam oniemiała. Zupełnie straciłam poczucie kontaktu z realnym światem, z moją częstochowską, oswojoną rzeczywistością. Czas nagle przyspieszył i zanim zdążyłam po raz ostatni obejrzeć się przez ramię, zostawiłam dawne, uporządkowane życie za sobą, wychodząc na przeciw przygodzie. 

Pierwsze testy: skrępowanie, brak zespolenia z własnych ciałem i świadomości jego zalet, niepewność, nieśmiałość, zaciekawienie, entuzjazm.  Miałam szczęście pracować z utalentowanym fotografem, Jackiem Kolanowskim (któremu dziękuję za cierpliwość!), a efekt naszej kilkugodzinnej pracy poniżej.



















W kolejnym poście pokażę Wam zdjęcia "zza kulis" moich pierwszych testów, wykonane przez niezastąpioną Gwajo.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL