A(n)na

12/17/2012
Zauważyłam ostatnio, że na mojego bloga zagląda kilka autorek blogów o anoreksji - o walce z nią lub też, co mnie bardzo zaniepokoiło, przyjaźni z "aną". Z przerażeniem wczytałam się w ich posty i natchnęło mnie to do napisania na ten temat. Tekst jest jeszcze niedopracowany, ale chciałam się nim z Wami podzielić. Wiem, że pisanie o tej okrutnej chorobie nie będąc anorektyczką ani nie zmagając się nigdy z anoreksją bliskiej mi osoby może wydawać się, hm, niewłaściwe. Tekst powstał po wnikliwej lekturze paru blogów o tej tematyce i jest moją próbą zrozumienia, co dzieje się w głowie zatrutej odchudzaniem dziewczyny.


Moja  przyjaciółka ma na imię An(n)a. Zjawiła się u mnie przeszło dwa lata temu i od tamtej pory jesteśmy nierozłączne.  Dzięki niej stałam się zupełnie innym człowiekiem. Tak wiele jej zawdzięczam...  Nie zrozumiesz, nawet, jeśli Ci wytłumaczę. Nieważne, jak długo i namiętnie wykładałabym Ci wszystkie argumenty „za” – Ty i tak znajdziesz jakiś „przeciw”. Ile to już razy próbowano nas rozdzielić, jak wieloma metodami mącić w naszej przyjaźni. Ona nie odejdzie, to najwierniejsza towarzyszka.

Dopóki nie poznałam An(n)y moje życie miało smak ołowiu, bezruch mroźnego poranka i dźwięk tłuczonej szklanki. Każdego dnia budziłam się z myślą o niedorzeczności własnej egzystencji, o absolutnym braku logiki we wszechświecie, który wypluwa z siebie stworzenia tak przykre, jak ja. Mój dom wypełniały pułapki w postaci ukrytych luster. Nie potrafiłam ich zignorować, choć prawdziwych luster pozbyłam się już dawno. Przeszklone drzwi bezczelnie łapały moje odbicie, połyskliwy okap nad kuchnią zniekształcał rysy twarzy. Przemykałam więc po domu niczym żołnierz na polu walki, ukrywając się przed wrogiem – świadomością siebie samej.

Dwa lata temu An(n)a pochyliła się nade mną, podała mi pomocną dłoń i pokazała, że może być inaczej. Uczepiłam się jej rad, niby rzep psiego ogona, ale ona nie protestowała nawet wtedy, gdy nic nie dając w zamian, wciąż brałam bardzo wiele. Chciałam świętego spokoju i żeby nas w końcu zostawili same. Czy naprawdę tak trudno było zauważyć, że jesteśmy dla siebie stworzone? Ona nie istniałaby beze mnie, ja nie mogłabym dłużej funkcjonować bez niej. Jej odejście rozczłonkowałoby mnie na kawałki, umierałabym powoli w bolesnym niebycie.

An(na) mówi: możesz być piękna.
To bardzo proste, mówi, to taka łatwa droga. Nie męcz się ze sobą, już za dużo męczysz się z innymi, możesz być piękna, tłumaczy, tylko zacznij liczyć kalorie.
Słucham An(n)y, bo tylko jej słowa trafiają do mnie jak proca do celu. Jest moją królową, a ja wiernie i chętnie wykonuję rozkazy. Ona jedna słucha i rozumie, wie, że muszę zacząć dbać o siebie, że nie można całe życie ukrywać się przed lustrami.

Etykiety na produktach spożywczych stały się moim pobratymcami. Ich codzienna analiza porządkowała mój bałagan, uciszała hałas w głowie, który wcześniej nie ustawał. Tabele kalorii niczego nie ukrywają, mówią wprost: zjedz batona, a przytyjesz – teraz, zaraz, nawet jeszcze dziś. Nie zawiodą i nie zdradzą. Można na nich polegać.
Obserwowałam ludzi w sklepach. Nikt z nich nie czytał opakowań. Nikogo nie obchodził skład produktów wkładanych do koszyka. Myślałam sobie wtedy, jak to dobrze, że mam An(n)ę, jakie szczęście mnie spotkało w dniu, gdy stanęła w moim progu. O ile bogatsza się stałam, znając pułapki kalorii, potrafiąc je odszukiwać w najmniej podejrzanych miejscach. Najpiękniejsza zaś była świadomość, że nareszcie coś kontroluję, jedzenie stało się moim podwładnym, ja zaś jego królową.

Anna nie mówi: spójrz w lustro, jesteś piękna.
Anna mówi: nie patrz w lustro, wejdź na wagę, a kiedyś w końcu będziesz piękna.

Moja przyjaciółka ma na imię An(n)a i jest to przyjaźń aż po grób. 

22 komentarze:

  1. Właśnie zawsze tego się najbardziej bałam. Nieszczęście jest blisko nas. Moja koleżanka ze szkoły wylądowała w Warszawie na zamkniętym oddziale, a ja... nawet nie zauważyłam, że jej nie ma. Wróciła po kilku miesiącach. I wcale nie chciała być modelką ani super gwiazdą. W przeciągu kilku miesięcy zmarło kilka bliskich jej osób. Do tego doszły problemy z ocenami w szkole i samotność. Tak bardzo wyniszczająca. :<

    OdpowiedzUsuń
  2. też ostatnio często czytam tego typu blogi, trafiłam na nie w ten sam sposób jak Ty,
    zaszokowały mnie i przeraziły
    napisałaś bardzo dobry tekst

    OdpowiedzUsuń
  3. ona nie mówi :będziesz piękna.
    ona mówi: jesteś obrzydliwą grubaską, za dużo zjadłaś, nie jedz
    zmusza do ćwiczeń..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jeszcze: "Nie jedz, to będziesz silna. Jesz, więc jesteś słaba".

      Usuń
  4. Bardzo obrazowe.
    Moja koleżanka jednak wyszła z anoreksji, więc jest to możliwe i tego życzę wszystkim chorym :)

    OdpowiedzUsuń

  5. Na mojego bloga też zagląda wiele osób prowadzących blogi, gdzie wśród tematów swoje miejsce ma anoreksja. Czasem zastanawiam się, co w moim blogu analizują te osoby, na jakie aspekty zwracają swoją uwagę.
    Pięknie-strasznie to napisałaś. Ten tekst bardzo mnie poruszył. Jest smutny, ale jednocześnie Twój styl pisania jest lekki jak piórko, zaczynam czytać i nie mogę się otrząsnąć, kiedy zatrzymuję się na ostatnim słowie końcowego akapitu. Pomijając czujną i wrażliwą naturę, zdolność odbioru, masz wielki talent do pisania. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Przyjaźń aż po grób".
    Nic dodać, nic ująć.
    Pięknie piszesz. Nawet o tak trudnych tematach.

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie wystęuje inna wersja ,objadanie się i ,.....

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozbraja mnie to jak piszesz. Jesteś fenomenalna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak pięknie, a zarazem tak strasznie..

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio też trafiłam na blogi tego typu. Jestem chudzielcem, ale ich zdjęcia i wagi mnie zszokowały.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anoreksja to przerażająca i potrafiąca zniszczyć choroba, ujęłaś ją bardzo trafnie. Współczuje dziewczyną, które się z nią zmagają, tak naprawdę nigdy się do końca z niej nie wyleczą, A.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobry tekst, dodałabym parę rzeczy,ale co za dużo to niezdrowo, a internet ma uszy i potrafi analizować.

    Pozdrawiam cię cieplutko:*

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post ;) Teraz też obracam się w tym świecie, ale on tylko nieznacznie wpłynął na postrzeganie samej siebie. Przebywałam dużo z osobą która choruje na anoreksje i wpadłam. Zawsze chciałam przytyć i zawsze czułam się niekobieco, ale często nie chodzi tylko o wygląd i jedzenie, ale o kontrolę i zajmowanie mózgu jedzeniem a nie innymi problemami.Nie miałam poważnej anoreksji bo w porę zdążyłam się otrząsnąć, ale naprawde nie trudno zachorować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam pytanie niezwiązane z tematem i również nie ispirowałam się tytułem postu, przeglądałam zdjęcia na fanpage'u i.. Jaki masz stosunek do Anji Rubik? Lubisz ją jako modelke, cenisz? Wydaje mi się, że nie jesteś jej fanką. Dlaczego?

    pzdr, n.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że jest wspaniałą modelką i zaszła tak daleko dzięki bardzo ciężkiej pracy. Podziwiam to, jak wiele udało jej się osiągnąć, co nie zmienia faktu, że nie należę do fanów jej wiecznie otwartych ust i lekko końskiej urody.

      Usuń
  15. Pointa jest świetna...i jeśli się komuś podoba to znaczy, że nie jest ogarnięty chorobą, jeśli natomiast ktoś jest chory, to niestety , wydaje mi się , że nie przyjrzy się jej sensowi z namysłem, bo zwyczajnie w inny sposób postrzega świat - siebie. Wydaje mi się, że to jedna z przykrzejszych chorób, jakie mogą spotkać (młodego) człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję Ci za tego bloga.
    Trafiłam jak zwykle przez przypadek, ale pozostanę dłużej :)
    Fajnie, że wreszcie ktoś pisze "o tym całym świecie modowym" od drugiej strony. Zawsze mnie to fascynowało, jednak osobiście nie było i nie będzie mi dane sprawdzić. Nie ta figura :) Lecz teraz wieści z pierwszej ręki :)
    Bardzo cieszy mnie również fakt, że pochodzisz z Częstochowy, jak ja. Jakoś tak raźniej:)
    Udanego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
  17. Boże...moja przyjaciółka cierpi na anoreksję...ja od 4 lat mam wyrzuty sumienia że nie zauważyłam tego odrobinę wcześniej..może udałoby mi się ja uratować :`( znaazłam tego bloga do którego aluzją jest twój tekst...napisałam jej dłuuugi komentarz, mam nadzieję że go przeczyta i może się zastanowi...tak bardzo chce mi się płakać nad dziewczynami które w to wchodzą... :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Anoreksja to straszna choroba, tak latwo jest przegapic moment w ktorym chora osoba jest na takim etapie, w ktorym cieko jest cos zrobic. Rewelacyjny post

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam pisać magisterkę o "Motylkach", ale po zagłębieniu się w temat stwierdziłam, że to nie na moją psychę. Ja bym chciała każdą z dziewczyn ratować, ale większość z nich jeszcze nie wie, że chce pomocy.. Okropna choroba, choroba duszy :(


    Bardzo zainteresował mnie Twój blog, obserwuję i będę zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo się cieszę że poruszyłaś ten temat.. ponieważ coraz więcej osób (przeważnie nastolatek) zaczyna taką "zabawę" z głodówkami, ćwiczeniami aż po omdlenia, robieniem folderów w komputerze nadającym tytuł "thinspiracje" a w nich zamieszka zdjęcie umierających z głodu osób, lub nienaturalnie chudych modelek na wybiegu. Myślą że jak zgubią kilka kilogramów zakończą dietę (przerwą przyjaźń z Aną) lecz później okazuję się że wcale nie tak łatwo jest zaprzestać odchudzanie.. nasz cel wagowy ciągle zostaje obniżony w dół a wszystko kręci się wyłącznie wokół jedzenia i co najważniejsze kalorii, szkoła, rodzina czy nasze pasje odchodzą w niepamięć.. Niektóre dziewczyny będąc na pograniczu życia i śmierci zdobędą odwagę by przyznać się że to choroba i zdecydują się walczyć, ale aż 25 % niewinnie umiera, przypominając szkielet z lekcji biologii.. a przecież chodziło im tylko o to by wyglądać pięknie..
    Ana to najgorszy wróg jakiego spotkałam w swoim życiu, niestety nie tak łatwo jest się wyplątać z jej sideł..
    Ważąc niespełna 37 kilogramów, wreszcie mogę przyznać że jestem chora.. Każdy dzień to walka o moje dawne życie..
    Mam nadzieję że dziewczyny "pro-ana" natką się na moje wypociny i może coś zrozumieją..?

    Pozdrawiam, świetny blog.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL