Tokio part 4

10/28/2012
28 stycznia 2008, Tokio
Siedzę na łóżku, popijam gorącą kawę z mlekiem, próbuję skupić się na fizyce. Za parę godzin moi rówieśnicy zsuną z łóżek rozespane stopy, w zatłoczonych autobusach rozpoczną nowy dzień. Na pierwszej lekcji rozprostują senne myśli i powrócą w stan szkolnego zasępienia. Muszę teraz na bieżąco wypytywać K. o kartkówki, prace domowe i sprawdziany. Muszę odnaleźć w sobie siłę, by choć 30 minut dziennie poświęcić książce innej niż Tokarczuk. Muszę. Muszę. To tak cholernie trudne.

5 luty, wtorek
Ostatnim razem tak dużo i często śmiałam się w Nowym Jorku. Pierwszy casting dopiero o 16:30, ale konieczność zadzwonienia do agencji o drugiej znacznie ogranicza moje ewentualne plany na dzisiejszy dzień. Rano wypiłam kawę, zjadłam jabłko, banana, dokończyłam temat o Ottonach, pozmywałam naczynia gromadzone w zlewie od tygodnia. Dalej tkwię w dołku bezrobocia, ale piątkowa rozmowa z szefową agencji przynajmniej w pewnym stopniu pomogła mi się rozchmurzyć. Cieszy mnie to miasto, cieszy bycie tutaj, a jednocześnie mój umysł i ciało krępują węzły stresu. Dziewczyny są wspaniałe, przyjaźnie nastawione, chociaż każda ma poczucie, że jest dla drugiej konkurencją.
Zabieram aparat, wychodzę na spacer. Przynajmniej na 30 minut.

8 luty, piątek
Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie tu nigdy nie być, że mogłabym dalej żyć, nie znając tutejszych przyjaciół, że mogłabym podziwiać świat, nie zasmakowawszy Japonii. Wśród tych ludzi, w tym mieście o stu twarzach czuję się wspaniale. Nabieram do płuc przyjaźni - świeżej, czystej, pięknej, pomagającej uwierzyć, że wciąż nadaję się do lubienia. Oprócz kawy z mlekiem, suszonych owoców i awokado, uzależniłam się od wolności, swobody jedzenia, elastyczności czasu nauki.
Wczorajszy dzień obdarzył mnie uczuciem dziecięcej świeżości, z najprostszych radości wydobył głębię i sens. Było mi tak dobrze - w zoo, razem z K., podjadając suszone mango i truskawki. Za niczym nie tęskniłam, zapomniałam o problemach, świeciło słońce, robiłam zdjęcia, podskoczyłam z wrażenia na widok żywej pandy. "Czy rok temu uwierzyłabyś, że będziesz spacerować po japońskim zoo, oglądając pandę, słonie i pingwiny?" - spytała mnie wczoraj K. Uśmiechnęłam się tylko i pomyślałam, jakie to szczęście, że nikt nigdy nie przepowiedział mi przyszłości.









16 komentarzy:

  1. Słodka panda :D
    Tokio jest naprawdę piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jaka słodka panda, świetne zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że zagubił mi się gdzieś twój blog, ale już go odnalazłam i zabieram się za nadrabianie zaległości ;) To, co piszesz jest naprawdę interesujące. Miła odmiana po tych wszystkich blogach, gdzie praktycznie nie ma żadnej treści.

    OdpowiedzUsuń
  4. super zdjęcia i świetny blog!
    zapraszam do mnie: fashionfobia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. to jak tam wyjezdzalas nie mialas nagranej pracy? odwazna jestes:)
    pozdrawiam
    ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę poświęcić Twojemu pytaniu kolejny post, bo czasem dla mnie coś oczywistego oczywiste nie jest - cieszę się, że o to spytałaś :-)

      Usuń
  6. Witaj,

    Otrzymałaś od mnie nominację/nagrodę Versatile Blogger! Szczegóły u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. swietny blog, piękne zdjecia
    zapraszam do mnie
    obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  8. wspaniałe wrażenia:* a panda jest przesłodka;*

    pozdrawiam:*:*
    OLA

    OdpowiedzUsuń
  9. Ta panda jest świetna !
    Czytanie Twoich wspomnień - bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  10. cudowna przygoda .swietne zdjecia

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL